A nie mówiłem?
Treść
Nie wiem, jak się potoczą w trwającym wciąż sezonie dalsze losy Sandecji. Nie wiem, czy drużyna utrzyma się w lidze, a jeśli tak, to w jakim stylu. Mam jednak dzisiaj swoje pięć minut. I postaram się je wykorzystać, jak tylko najlepiej potrafię.
Przed spotkaniem z Tłokami dziewięciu z dziesięciu rozmówców przekonywało mnie, że sądeczan nie stać na podjęcie z liderem równej walki. Padały argumenty o ogromnych pieniądzach, jakimi ponoć ma dysponować niedawny drugoligowiec, o doświadczeniu i boiskowym cwaniactwie jego zawodników, o słabości i mikrej odporności psychicznej podopiecznych trenera Pawlika, która zostanie ponoć po raz któryś tam z kolei obnażona. No i co, panowie dyżurni malkontenci? Gdzie wasze wczorajsze kasandryczne wieszczenia? Wyszło na to - a wielokrotnie dawałem wyraz mym przekonaniom w "czarnym kocie" - że nie święci garnki lepią. Przyznam, że swym optymizmem zaraził mnie może i trener biało-czarnych. Szczególnie, pewnie trochę nieopatrznie wypowiedzianą buńczuczną kwestią, brzmiącą mniej więcej tak: - Nie przyzwyczajony jestem do porażek. Przeważnie udawało mi się zwyciężać. Wobec tak otwarcie wyznanej pewności siebie i ja poczułem, że zaimprowizowana trochę naprędce drużyna nie jest skazana na przegrywanie. Mina nieco mi zrzedła po klęsce w Motorze, ale i wówczas znalazłem dla niej wytłumaczenie w postaci młodzieńczej fantazji juniorów, która wymknęła się spod kontroli i doprowadziła w swej konsekwencji do pogromu. Mecz z Tłokami utwierdził mnie w przekonaniu, że Sandecję stać na pokonanie każdego rywala, że zespół zdolny jest kiedyś do nawiązania do tradycji ekip z lat 60., 70., 80. i 90. minionego wieku. A to głównie dzięki rzadko oglądanej dzisiaj na boiskach ambicji chłopaków. I to tych starszych, i tych dopiero rozpoczynających swą przygodę z piłką.
Raz jeszcze powtórzę: nie wiem, czy po meczach w Przemyślu czy Lubartowie nie będę musiał wstydliwie, po staropolsku wejść pod stół i odszczekać powyższe przechwałki. Nikt mi jednak dzisiaj nie zabroni radosnego: - A nie mówiłem? Daniel Weimer
"Dziennik Polski" 2005-05-09
Autor: ab