Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Adamus chwali Sandecję

Treść

Piłka nożna to nie jazda figurowa - powiada były trener sądeczan
Dość częstym gościem w Nowym Sączu jest niedawny trener piłkarzy Sandecji Ireneusz Adamus. Ten kielczanin z krwi i kości ma tutaj rodzinę, przy tym żywo interesuje się losami zespołu, który przecież jeszcze przed kilkoma miesiącami miał pod swoją opieką.
- Z Sandecją związałem się na trzy długie lata - mówi trener. - Wyciągałem ją z głębokiego dołka, pozostawiając jako ukształtowaną, dojrzałą drużynę. Szkoda, że niektórzy mają krótką pamięć. Ale nic - było, minęło. W każdym razie wciąż leży mi na sercu dobro klubu, któremu już chyba zawsze będę kibicował.

- Widziałem Sandecję podczas pucharowego meczu ze Stalą Stalowa Wola i muszę przyznać, że drużyna przypadła mi do gustu. Widać, że trener Nawałka przestawił ją na bardziej ofensywne ustawienie 4-4-2, co w przyszłości powinno procentować. Zawodnicy muszą jednak nabrać pewności siebie, unikać błędów, podobnych chociażby do takich, po jakim padł decydujący gol w potyczce ze "stalówką". Gospodarze byli tego dnia zdecydowanie lepsi. Ale cóż, piłka nożna to nie jazda figurowa na lodzie, gdzie o lokacie decydują noty przyznawane przez sędziów za wrażenie artystyczne. Tutaj liczą się zdobywane bramki. Żal tej porażki, jako że w konfrontacji z Dospelem Sandecja miałaby z pewnością więcej do powiedzenia niż jej rywal ze Stalowej Woli. Przeciwko niemu nie wystąpili podstawowi gracze, decydujący o sile ognia zespołu. Ukłoniła się w tym momencie końcówka ubiegłego sezonu, kiedy to chłopcy nałapali sporo niepotrzebnych kartek. W sumie jednak uważam, że w tym składzie personalnym i przy odpowiednim poprowadzeniu - a o to można chyba być spokojnym - sądeczan stać nawet na awans do II ligi. Wielkim atutem Sandecji jest bogactwo wśród piłkarzy młodzieżowych. Ten atut może się okazać w finalnej batalii decydujący. Oby tylko dograne zostały sprawy organizacyjne. W przeciwnym wypadku entuzjazmu może starczyć jedynie na rundę jesienną. Życzę chłopcom i jej szkoleniowcowi wszystkiego dobrego.

Ireneusz Adamus miał już podpisaną wstępną umowę z Cracovią, w której od 1 lipca miał objąć funkcję dyrektora sekcji piłki nożnej. Współpracy z nim odmówił wszak trener Stawowy, który, zdaniem naszego rozmówcy, wymógł na właścicielu klubu wyeliminowanie go z określonych układów. Podjął więc Adamus współpracę z Górnikiem Wieliczka, gdzie szkoleniowcem nr 1 jest jego serdeczny przyjaciel Tadeusz Piotrowski. Zawarł krótkoterminową umowę, na mocy której stał się trenerem koordynatorem, z zadaniem przeprowadzenia audytu klubu. Nie wyklucza jednak przedłużenia kontraktu. Pod swą opieką ma m. in. wychowanka nowosądeckiego Dunajca Tomasza Mrowcę. Chwali go za postawę w sparingach, jednocześnie zauważając, że na boisku jest jeszcze nieco zbyt "miękki". Ale przyszłość przed nim. (dw)
Dziennik Polski 2003-08-07

Autor: DW