Adrenalina na czterech kółkach
Treść
Zagrożenie grzywną w wysokości tysiąca złotych, ucieczka przez gęsty las przed policją, strażą graniczną i leśną - takich emocji szukają amatorzy jazdy na quadach, którzy tego lata szaleją w lasach Sądecczyzny. Ich ulubionymi miejscami są dzikie i pofałdowane masywy leśne w pasie do Łabowej do Krynicy, a także w okolicach Wierchomli i Rytra. Straż leśna wspólnie z policją i strażą graniczną coraz częściej organizuje wspólne akcje mające ukrócić ten proceder, ale w większości przypadków szaleńcom na quadach udaje się umknąć. Tak było m. in. w minioną sobotę, gdy podjęto zakończoną niepowodzeniem próbę osaczenia ich w rejonie Nowej Wsi i Uhrynia. - Młodym ludziom nie wystarcza już jazda po polach i zaroślach, potrzebują dodatkowej dawki adrenaliny - mówi Stanisław Michalik, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Nawojowa. - Wizja ucieczki przez las, która w przypadku zatrzymania, może zakończyć się wymierzeniem kary grzywny, gwarantuje wystarczająco duże emocje, by podjąć ryzyko. Miłośnicy quadów to zwykle ludzie bogaci, albo dzieci majętnych rodziców, więc maksymalna wysokość grzywny nie stanowi dla nich problemu. Tymczasem prócz ewidentnego łamania prawa, młodzi ludzie dokonują też poważnych zniszczeń w przyrodzie. Koła niszczą poszycie lasu, a hałas płoszy zwierzynę. Przeszkadza też turystom wędrującym na szlakach, a także grzybiarzom i zbieraczom owoców runa leśnego. Dlatego leśnicy zapewniają, że nie zaprzestaną działań zmierzających do eliminowania quadów z lasów. Będą też popierać projekty związane z wprowadzeniem bardziej restrykcyjnych przepisów. Dziś na quada może bowiem wsiąść każdy. Nie potrzeba do tego prawa jazdy, ani żadnych dodatkowych uprawnień. Poza tym pojazdy nie mają numerów rejestracyjnych, w związku z czym właścicieli nie sposób zidentyfikować. Zdaniem amatora takich ekstremalnych wycieczek (nazwisko do wiadomości redakcji) przyczyną narastającego problemu z quadami penetrującymi lasy jest brak wydzielonych stref, w których można by uprawiać to oryginalne hobby. Wskazanie takich rejonów pomogło rozwiązać tę kwestię np. w USA, gdzie osoby spragnione wrażeń mogą po prostu wykupić miesięczny karnet i poszaleć do woli w dzikich ostępach. - W Polsce problem będzie narastał, bo przybywa sprzętu i amatorów takiego spędzania czasu - twierdzi nasz rozmówca. Dodajmy, że używanego quada można kupić już za 10 tys. zł, nowy może kosztować pięć razy tyle. (SZEL) "Dziennik Polski" 17.07.07
Autor: aw