Bajka z brylantami w bukietach
Treść
Pani Grażyno, czy "Wielka sława to żart", że tak zacytuję operetkowy przebój, który zabrzmi na nowosądeckim, plenerowym koncercie z Pani udziałem?
Rzeczywiście tak się mówi, ale nie sądzę. Sława to w moim przypadku - choć z pewnością jestem osobą znaną - duże słowo, ale nie jest to żart. To ciężka praca, choć zawód cudowny. Swoją pozycję sobie wypracowałam i wcale z tego nie żartuję.
Te słowa są faktycznie dość przewrotne. Pani, okrzyknięta primadonną polskiej operetki, cieszy się niesłabnącą sławą. I to nie są już żarty, że to Pani właśnie od wielbicieli dostawała brylanty w bukietach?
Brylanty? Może nie aż tak... Ale raz złoty łańcuszek z pięknym kamykiem, kiedyś na koncercie antyczny, śliczny zegarek. I..., zaraz, tak, dostałam kolię, rzeczywiście.
A jednak. I ma Pani ponoć jeszcze takiego stałego wielbiciela, którego tak wzrusza Pani głos, że na koncertach płacze.
To mój mąż.
Doprawdy? Słynny aktor Damian Damięcki tonący we łzach?
Tak. Mój mąż jest zawsze bardzo wzruszony, kiedy mnie słucha. Dlatego raczej nie chodzi na moje przedstawienia czy koncerty, bo bardzo to przeżywa. Pamiętam premierę "Zemsty nietoperza" w Teatrze Wielkim w Warszawie, śpiewałam jak zwykle w tym spektaklu Adelę. Mąż właściwie nie siedział na widowni, a stał. Kiedy wchodziłam na scenę on się podnosił i śpiewał arie razem ze mną. Publiczność wcale już wtedy nie patrzyła na mnie, a na niego.
Słyszałam, że mąż również projektuje Pani suknie i biżuterię sceniczną.
On nie projektuje, ale wybiera, a jedną nawet mi uszył. Z biżuterią też daje sobie radę. Nie każda kupiona w sklepie odpowiada mi do danej kreacji, albo jest za mało czasu, bym mogła poszukać czegoś odpowiedniego. Wtedy Damian coś tam kombinuje, a ponieważ ma złote ręce, to jego biżuteria jest przepiękna, oryginalna i jedyna na całym świecie.
Niedawno rozmawiałam z Josefem Husskiem, dyrektorem Opery w Hamburgu, który stwierdził, że dla niego prawdziwą sztukę wokalną prezentują nie sezonowe gwiazdy, tylko artyści, którzy tak umiejętnie rozwijają swoją karierę, że ich gwiazda długo nie gaśnie. Tak jest przecież w Pani przypadku.
Te krótkotrwałe kariery to tak zwane mody. Ja nie wskakiwałam szybko po stopniach kariery. Musiałam na nią rozważnie zapracować i to nie było takie proste. Kosztowało też sporo wyrzeczeń. Ale nie żałuję i cieszę się, że nadal publiczność mnie lubi i słucha.
I chyba nigdy Pani tak dużo nie koncertowała, jak właśnie teraz.
Rzeczywiście mam tak dużo koncerów i propozycji, że zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad zatrudnieniem agenta. Bardzo lubię rozmawiać o sprawach artystycznych, ale już o finansach niekoniecznie.
Operetka to gatunek niezwykle pogodny i sprzyja chyba długiej karierze?
To gatunek nie tylko pogodny, ale i niezniszczalny. Zawsze powtarzam, że muzyka Lehara, Straussa, Kalmana, Offenbacha jest nieśmiertelna. Bo klasyka jest wieczna. Co prawda, niektórzy mówią, że dziś musi być nowocześnie, tzn. za wszelką cenę inaczej, a operetka trąci "myszką". Skoro tak, to powinniśmy pozamykać wszystkie teatry dramatyczne, filharmonie i opery. Właśnie ta "myszka" operetkowa to dzisiaj jej największy wdzięk. Operetka świetnie wystawiona, przez znakomitych realizatorów: reżyser, scenograf, choreograf; profesjonalnie zaśpiewana, zagrana i zatańczona - jest naprawdę doskonałym, właśnie nowoczesnym widowiskiem. W dodatku libretta operetek są pogodne, kończą się happy endem, a tego nam w życiu przecież brakuje.
Publiczność potrzebuje trochę uciec od codzienności.
Nieraz bardzo ponurej. Widać to, zwłaszcza gdy włączamy telewizor i tam na każdym kanale strzelają, krew się leje albo, niestety, lecą bliźniaczo podobne seriale. Uważam, że każdemu potrzebna jest odskocznia od szarej, szmutnej rzeczywistości do świata bajki, jakim jest przecież operetka. Mówimy i śpiewamy o miłości, jesteśmy pięknie, elegancko ubrani. Świetnie czuję się w repertuarze musicalowym. Bliska mi jest każda dobra muzyka, ale operetkę ubóstwiam i będę jej zawsze bronić.
Rozmawiała Adrianna Ginał
Operetka i musical w plenerze
Grażyna Brodzińska, znakomity polski tenor Adam Zdunikowski oraz baryton Marek Grubal" (Słowacja) zaśpiewają w wielkim niedzielnym plenerowym koncercie, w którym zabrzmią najpiękniejsze arie i duety operetkowe, musicalowe. Koncert rozpocznie się o godz. 20 na scenie obok Małopolskiego Centrum Kultury "Sokół" (od strony elewacji wschodniej - dziedziniec I LO). Wstęp jest płatny tylko na miejsca siedzące, dla pozostałych widzów - wolny.
Artystom towarzyszyć będzie Orkiestra Opery i Baletu Państwowego Teatru w Koszycach pod batutą Igora Dohovica. Wieczór poprowadzą Kinga Burzyńska i Jacek Chodorowski. W razie niekorzystnej pogody koncert odbędzie się w sali koncertowej MCK "Sokół".
"Dziennik Polski" 2005-05-20
Autor: ab