Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Beata ma już medal

Treść

Mistrzostwa Europy w boksie kobiet Nowosądeczanka Beata Małek ma już co najmniej brązowy medal mistrzostw Europy w amatorskim boksie kobiet, które trwają w hali warszawskiego Torwaru. Trzecia zawodniczka ostatnich mistrzostw świata wyciągnęła wolny los, bez walki awansując do półfinału. Beata jest jedną z dwóch przedstawicielek naszego regionu, reprezentujących Polskę podczas warszawskiej imprezy. W mistrzostwach bierze udział również Patrycja Kotlarz z krynickiego Damisu. Z obydwoma pięściarkami trenerzy kadry narodowej wiążą uzasadnione nadzieje na miejsca na podium. Wiadomo, że w przypadku Beaty oczekiwania te już się spełniły. Dzięki pomyślnemu losowaniu, występująca w kat. wag. 80 kg podopieczna trenera Radosława Pietrzkiewicza znalazła się w 1/2 finału, w którym w walce o finał zmierzy się z Ukrainką Iriną Komar. Równie ważna jest informacja, że w połówce turniejowej sądeczanki nie ma ani niepokonanej od lat Rosjanki Galiny Iwanowej, ani Turczynki Salmy Yagci, aktualnej wicemistrzyni świata. Na którąś z wymienionych rywalek Małkówna trafić może dopiero w potyczce o złoto. - Rzec można, że los okazał się dla nas łaskawy - ocenia Radosław Pietrzkiewicz. - O półfinałowej rywalce Beaty wiemy niewiele. Podczas niedawnych mistrzostw świata w Rosji przegrała właśnie z Iwanową, która klasyfikowana jest na drugim miejscu listy rankingowej wszechwag AIBA (Światowej Federacji Boksu Amatorskiego - przyp. d.w.). Ale już sam fakt, że jest Ukrainką nakazuje szacunek dla jej umiejętności. Walka odbędzie się jutro, ok. godz. 15. O jednym jestem przekonany: jeśli moja zawodniczka dotrze do finału, to odniesie w nim zwycięstwo. Bez względu na to, czy stanie naprzeciw Iwanowej, czy, powiedzmy, Smokowi Wawelskiemu. Już dawno nie widziałem jej tak mocno zdeterminowanej. Beata Małek, która - przypomnijmy - zwyciężyła w ostatnim plebiscycie "Dziennika Polskiego" na najpopularniejszego sportowca regionu, jak zwykle nie przesadza z elokwencją. - Mam wprawdzie już medal, ale nie jest on moją zasługą - zauważa zawodniczka. - Trudno więc mówić o satysfakcji. Tak naprawdę uradowana będę, jeśli stanę na najwyższym podium. Choć i dotarcie do finału potraktuję jako osiągnięcie nie do pogardzenia. Czuję, że jestem w gazie, trener należycie przygotował mnie do warszawskiego turnieju. W chwili, kiedy oddajemy gazetę do druku, nie jest jeszcze znany rezultat pierwszej walki kryniczanki Patrycji Kotlarz. We wtorek wieczorem miała zmierzyć się z Francuzką Delphine Mancini. - Kategoria 50 kg, w której występuje Patrycja, jest wyjątkowo licznie obsadzona - mówi Krzysztof Bulanda, trener i odkrywca talentu kryniczanki. - O miejsce na podium będzie więc szalenie ciężko. Ja jednak wierzę w swoją zawodniczkę. W jej ambicję, serce do walki i całkiem spore umiejętności. Pierwsza walka, jeśli oczywiście Patrycja rozstrzygnie ją na swą korzyść, da nam odpowiedź na pytanie, czego możemy się po niej spodziewać. (DW), "Dziennik Polski" 2006-09-06

Autor: ea