Białe na czarne
Treść
NOWY SĄCZ. Pozbycie się z sądeckiego szpitala salowych i oddanie ich do prywatnej firmy sprzątającej spowoduje, że przestaną być białym personelem medycznym, a staną się zwykłymi sprzątaczkami. To wiąże się ze stratą przywilejów i dużo niższymi zarobkami. Salowe grożą strajkiem. Druga tura rozmów związków zawodowych z szefem krakowskiego oddziału ogólnopolskiej firmy specjalizującej się w ochronie mienia i sprzątaniu nie przyniosła rezultatów. Stwierdził on, że nie godzi się na gwarancje zatrudnienia na trzy lata i przejęcie wszystkich na tych samych warunkach, co do tej pory.
Dyrektor szpitala Artur Puszko decyzję o rozpisaniu przetargu na usługi porządkowe w szpitalu tłumaczy przede wszystkim obowiązkiem dbałości o koszty. Argumentami tnie jak skalpelem:
- Obliczyliśmy, bazując na ofercie firmy, która wygrała przetarg, że korzystanie z jej usług przyniesie miesięcznie szpitalowi 73 tys. zł, czyli rocznie 876 tys. zł oszczędności. Mówiąc otwarcie, jesteśmy zakładem opieki zdrowotnej, a nie zakładem opieki społecznej. Staram się wszelkimi możliwymi sposobami zwiększyć przychody szpitala. Moja sytuacja jest też trudna, ja też się szarpię. Pozyskane dwa miliony pozwoliły uregulować na bieżąco wypłaty z funduszu socjalnego. Robimy wszystko, by zamienić tak zwane złe kredyty na korzystne. Restrukturyzacja, program naprawczy, a więc i tego typu działania, są zaakceptowane przez związki, radę społeczną, marszałka i wojewodę. To, że firma "IMPEL" wygrała przetarg na usługi gospodarcze i przejęcie ludzi, nie oznacza, że je automatycznie przejmie. Z tego co wiem, dogaduje się ze związkami zawodowymi, na jakich warunkach miałoby to nastąpić.
Przejęciem miałoby być objętych prawie 160 osób. W trzech czwartych są to salowe, pozostali to sanitariuszki, sprzątaczki z przychodni należących do szpitala, z oddziału zakaźnego w Dąbrowej, plus niewielka grupka kierowców i pracowników zaopatrzenia.
Złe wieści o wtorkowych rozmowach rozeszły się błyskawicznie po szpitalu. Z krakowskim dyrektorem "IMPEL-u" rozmawiały cztery związki zawodowe: branżowy, "Solidarność", pielęgniarek i położnych oraz diagnostyki. Nie uzyskano porozumienia.
Sytuacja pogorszyła się w stosunku do rozmów z 22 lutego, kiedy to nowy pracodawca zapewniał, że ludzi przejmie na cały trzyletni okres obowiązywania przyszłej umowy ze szpitalem. Salowe wpadły w desperację i poważnie rozpatrują możliwość strajku.
- Bez zagwarantowania nam pracy i zarobków takich, jakie mamy tutaj, nie przejdziemy nigdzie - usłyszeliśmy wczoraj od grupy salowych. - Oni nas sprzedają jak towar. Nie możemy się dowiedzieć niczego konkretnego.
W przeddzień lutowych rozmów, miały spotkanie ze związkami, by ustalić, czego mają bronić, ale w tej chwili dochodzą do nich sprzeczne informacje. Jedna z osób, które odwiedziły naszą redakcję, opowiada:
- Jesteśmy przerażone tym, co nam szykują. Ta sama firma przejęła ponad dwa lata salowe i sprzątaczki w szpitalu gorlickim. Były zapewnienia, że nic się nie zmieni. Po roku utraciły pieniądze z ustawy 203, prawie 300 zł. Straciły pieniądze za pracę w święta. Trzeba rozumieć, co to dla nas oznacza. Zarabiamy brutto tysiąc złotych, plus indywidualna wysługa lat. Z tego co wiemy, firma daje nam najniższą pensję krajową. Pracowałyśmy na to po dwadzieścia, trzydzieści lat. W naszym gronie nie ma ludzi młodych z dużo mniejszym stażem. I teraz mamy to wszystko tracić? Zabiorą nam pieniądze, które w szpitalu nam się należą, a w prywatnej firmie nie. Nie będziemy mieć gwarancji już nie tylko pracy na trzy lata, ale w ogóle zatrudnienia. Dziś "IMPEL" nas przejmie, a jutro zwolni, kogo będzie chciał. Tyramy tu jak woły przy chorych i zwłokach, ale przynajmniej mamy pewność jutra. Przecież nasza praca to nie tylko baseny, pomoc pielęgniarkom przy pacjentach, ale wożenie ich, noszenie tobołów z praniem, przywożenie posiłków i dźwiganie zwłok w warunkach, których lepiej nie opisywać. Oddziały są na wewnętrznym rozrachunku. To je kosztuje po sto złotych za transport zwłok do kostnicy, a przecież my tych pieniędzy nie oglądamy. Bywają i dwa przypadki na dobę. Taszczymy wózki po oblodzonych podjazdach. Nikt nas się o nic nie pyta. Normalne jest, że pomagamy siostrom przy chorych, choć nie mamy tego w obowiązkach. A jak nas przejmie firma, da konkretnie rozpisaną robotę na cały dzień, to będziemy naszym pielęgniarkom musiały powiedzieć: przepraszam, ale ja już tego nie zrobię. Jak się będziemy czuły!
- Po przejęciu salowych pielęgniarki biłyby piętami o nogi, tyle miałyby roboty - przyznaje szefowa związków branżowych Ewa Jasińska. - Nie dotyczy więc to tylko jednej grupy w szpitalu.
Salowe postanowiły poważnie się bronić.
- Z naszych marnych pieniędzy wynajęłyśmy prawnika. Pisze pisma, próbuje analizować każdą możliwą wersję oferty, zgodność z ustawami - mówią salowe.
- Pierwsze spotkanie z panem reprezentującym firmę "IMPEL" było obiecujące - opowiada Krystyna Janisz, szefowa związku "Solidarność". - Zapewniał nas, że przejmie wszystkich, na cały okres i z całym pakietem socjalnym. Zadałam mu więc pytanie, w jaki sposób jest możliwe ponoszenie tych samych kosztów co szpital do tej pory, a jednocześnie robienie tego samego dużo taniej? Powiedział, że to jego tajemnica. Odkryła się 7 marca, podczas kolejnych rozmów. Firma daje do zrozumienia, że nie ma zamiaru spełnić takich warunków. A dla nas to jest punkt wyjścia. Salowe, zabrane od nas, nie będą już mogły korzystać ze statusu białego personelu, co w szpitalu gwarantuje im ustawa o zakładach opieki zdrowotnej. I tu jest pies pogrzebany. A skoro tak, to w nowym miejscu pracy zostaną zatrudnione jako sprzątaczki, do czarnej roboty. Pracodawca otwarcie mówi, że ustawa o ZOZ go nie interesuje. Szpital jest marszałkowski. Chowam jak relikwię porozumienie podpisane w 2000 roku przez marszałka i związek "Solidarność", które stanowi zobowiązanie, że w razie restrukturyzacji zakładów jemu podległych, podmiot przejmujący ludzi musi zagwarantować pakiet socjalny i dotychczasowe warunki zatrudnienia. O ile się nie mylę, w specyfikacji przetargu u nas nie było o tym mowy. Zastanawiam się, czy nie jest to naruszenie prawa. Sytuację w szpitalu gorlickim trochę znam. Tam jednak, z tego co wiem, nie było spisanego porozumienia związków z pracodawcą.
Szpital gorlicki pozbył się swoich 120 salowych i sprzątaczek ponad dwa lata temu. W listopadzie wygasa trzyletnia umowa z tą samą firmą.
- Po roku zabrali nam pieniądze z ustawy 203 i nie płacą za pracę w święta. Sprawy są w sądzie - powiedziała nam osoba z przejętego personelu. - Mamy ciągły niepokój. Pojawiały się już listy osób do zwolnienia. Mamy własny związek i starałyśmy się je wybronić.
Sądeckie salowe roznoszą pisma z prośbą o pomoc. Do przewodniczącego sejmiku Witolda Kozłowskiego, do senatora Stanisława Koguta. Następne spotkanie z firmą "IMPEL" w połowie marca. Chcą uprzedzić niekorzystne fakty.
Wojciech Chmura
"Dziennik Polski" 2006-03-09
Autor: ab