Bilety na zapas
Treść
NOWY SACZ. Żeby w Nowym Sączu kupiĺ bilet parkingowy, trzeba się sporo nachodziĺ. Dysponują nimi tylko kioski, które mają umoźę z "Ruchem", pozostałe nie. Dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg zamierza wymóc na dystrybutorze zwiększenie ilości punktów sprzedaży.
W kiosku przy sądeckim rynku obok postoju taksówek wisi wywieszka: "Kart parkingowych nie prowadzimy". Dopiero w kiosku obok przystanku autobusowego kupimy kartę parkingową. Kolejny punkt sprzedaży kart znajduje się przy ul. Piotra Skargi, dalej przy ul. Kazimierza Wielkiego przed biblioteką i na poczcie. W kiosku przy deptaku kart parkingowych nie kupimy, sprzedawane są natomiast w kiosku przy ul. Kościuszki.
Tymczasem kioskarze związani z "Ruchem" narzekają, że prawie nie zarabiają na sprzedaży kart.
Osoby przyjezdne muszą długo szukać kiosku z biletami parkingowymi. Potem jeszcze wrócić do wozu, zakreślić na niej datę oraz godzinę i wsunąć za przednią szybę.
Są i tacy, którzy, żeby nie marnować czasu, po prostu nie szukają karty, licząc na łut szczęścia. Sześciu kontrolerów płatnej strefy parkingowej nie może sprawdzić wszystkich aut. Ściągalność kar za parkowanie bez opłaty nie jest imponująca. Ocenia się, że za postój płaci zaledwie 30 proc. kierowców.
- Punktów dystrybucji kart jest w Nowym Sączu czterdzieści, mniej więcej tyle, ile wyznaczonych parkingów. Zdaję sobie sprawę, że to za mało. Najtrudniej mają przyjezdni, bo muszą znaleźć kiosk z biletami. Miejscowi mogą kupić sobie kilka kart na zapas i mieć je przy sobie w razie potrzeby - radzi Czesław Żytkowicz, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg.
Radni Maciej Kurp i Marek Oleniacz w czasie ostatniej sesji przypomnieli prezydentowi o jego publicznym zobowiązaniu radykalnego i skutecznego zwiększenia dostępności biletów parkingowych w różnych punktach handlowych.
- Upływ czasu pokazał, że nie nastąpiło zwiększenie ilości punktów sprzedaży. Ludzie chcąc nie chcąc nie mogą przestrzegać przepisów. Czemu pańskie publiczne przyrzeczenie nie dostało dotrzymane? - pytał radny Kurp, od początku zwolennik zatrudnienia parkingowych.
Przy okazji wraca temat, czy sprzedaż kart w kioskach jest bardzie opłacalna, niż zatrudnienie parkingowych, albo instalacja parkomatów? Nad tym debatowali radni zanim przeprowadzono reformę parkingową. Argumentem za pozostawieniem parkingowych było zatrudnienie dla kilkudziesięciu osób. Parkomaty nie były brane pod uwagę ze względu na ich wysoki koszt (od 17 do 20 tys. zł za sztukę, plus koszty eksploatacji).
Według MZD bardziej opłacalny jest obecny system pobierania opłat, choć zdecydowanie niedoskonały, ze względu na problemy z dystrybucją biletów parkingowych. Dla miasta takie rozwiązanie wiąże się jedynie z kosztami rzędu 12 proc. wpływu z kart postojowych, bo tyle pobiera dystrybutor, firma "Ruch" za sprzedaż w kioskach. Rocznie to około 130 tys. zł, podczas, gdy pensje dla parkingowych kosztowałyby 600 tys. zł.
Taka była argumentacja, kiedy władze miasta rezygnowały z usług firmy obsługującej parkingi. Dziś w mieście funkcjonują jednak obok siebie dwa systemy.
Parkingi z obsługą ludzi wydających kierowcom paragony fiskalne, prowadzi Gospodarstwo Pomocnicze przy Sądeckim Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Zarządza ono czterema takimi parkingami: na płycie rynku, przy ul. Długosza (niedaleko szpitala), przy Maślanym Rynku i przy targowisku na rogu ul. Lwowskiej oraz Krańcowej. Ogółem dysponuje 110 miejscami, a do ich obsługi zatrudnia pięciu parkingowych. Przychód netto z tych 110 miejsc wyniósł w pierwszym kwartale tego roku 30.926 zł.
Jak wylicza dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, odpowiedzialny za obsługę płatnej strefy parkingowej, roczne wpływy do budżetu miasta z opłat za ok. 700 miejsc parkingowych wynoszą milion złotych, przy wspomnianych kosztach rzędu 130 tys. zł marży dla Ruchu.
Czesław Żytkowicz zamierza zwrócić się do "Ruchu" o znalezienie kilku dodatkowych punktów dystrybucji kart parkingowych.
- Zajmiemy się tym za kilka dni, gdy tylko uporamy się z szacowaniem strat powodziowych - zapewnia.
(MONK)
"Dziennik Polski" 2006-06-09
Autor: ab