Było, minęło
Treść
Warszawskie teatry: "Kwadrat" i "Studio", pokazały w piątek i w sobotę dwa różne w gatunku i wymowie przedstawienia.
Pierwszy przyjechał z angielską komedią "Ośle lata", o spotkaniu po latach byłych studentów w Oxfordzie. Firmowany przez Teatr Studio monodram Żebrowskiego próbował opowiedzieć o losach tragicznie zmarłego lekarza psychoanalityka, który lecząc ludzi na psychicznym rozdrożu, sam próbuje znaleźć receptę na swoje osobiste dramaty. Oba spektakle, choć gorąco przyjęte, pozostawiły pewien niedosyt. Pierwszy w warstwie tekstowej, drugi reżyserskiej.
"Ośle lata" są sztuką o zjeździe absolwentów po 20 latach niewidzenia. To moment, kiedy życie odpowiada na pytanie, kto i jak się ustawił zawodowo, materialnie czy rodzinnie. Są, powołując się już na powszechne doświadczenia, najtrudniejsze dla tych, którym akurat nie bardzo się powiodło. Spotkania w starym gronie klasowym podszyte są więc nie tylko animozjami sprzed lat, ale i bieżącą oceną, kto w której ławce siedzi. Tak się właśnie zaczyna sztuka Michaela Frayna: od pierwszych uścisków rąk, niepewnych pytań, przycinków, uciekania od pytań na własny temat w zawsze dyżurny temat pogody. Podczas nocnej libacji upijają się najbardziej obecny minister, wzięty lekarz czy znany pracownik naukowy, a więc osoby z pozycją, czujące się najswobodniej. Tylne ławki zachowują wstrzemięźliwość, gdy chodzi o sztubackie wygłupy. Pod koniec sztuki, ten ważny psychologicznie wątek tonie w błazenadzie i farsowych sytuacjach, kończących się banalnie. Było, minęło, zobaczymy się za dwadzieścia lat. Na uwagę zasługują jednak znakomite role Pawła Wawrzeckiego i kolegów. Udawać pijanych na scenie naprawdę trzeba umieć.
Michał Żebrowski, dla którego Wojciech Kuczok napisał opowiadanie o psychoanalityku, ratuje swoją samotność na scenie aktorstwem. Tekst jest ambitny. Stawia pytanie o relacje lekarza, któremu przychodzi leczyć ludzkie dusze po małżeńskich przejściach, odejściach i porzuceniach, będąc sam chory dokładnie na to samo. Problem jego alkoholizmu jest tu całkowicie wtórny. Chodzi o to, kto kogo leczy: on pacjentów, czy oni jego. Teatralnie jednak spektakl pozostaje niepełny, ogranicza się do monologów ze sceny. Brakuje w nim pacjentów. A że można było zapełnić nimi scenę, nie tracąc formy monodramu, niech służą za przykład "Krzesła" Ionesco, czy "Leki poranne". A tak pozostają słowne racje, że gdy cię czeka samotność, to nic na to nie poradzisz poza pociechą, że było i minęło.
(WCH)
"Dziennik Polski" 2005-10-17
Autor: ab