Było nasze, jest nasze
Treść
PODEGRODZIE. Gmina Podegrodzie chce uzyskać tytuł własności przez zasiedzenie do 90 hektarów gruntów, które kiedyś mieszkańcy przekazali do użytkowania instytucjom i przedsiębiorstwom. Nigdy jednak nie zrzekli się praw własnościowych. Teraz walczą o nie z gminą przed sądem.
Gmina wystąpiła do sądu o uznanie jej własności do gruntów przez zasiedzenie, twierdząc, że minęło trzydzieści lat od chwili przekazania terenów pod użyteczność publiczną. Gospodarze, w liczbie 67, twierdzą, że nigdy nie podpisywali żadnego dokumentu sprzedaży, czy dzierżawy komukolwiek.
Gospodarze, w liczbie 67, stanowiący wspólnotę właścicieli, twierdzą, że nigdy nie podpisywali żadnego dokumentu sprzedaży, dzierżawy, czy użyczenia działek gminie, ani komukolwiek.
- Sprawa jest stara, sięga 1972 roku, kiedy to mieszkańcy grzecznościowo zgodzili się, by na ich działkach ówczesny Państwowy Ośrodek Maszynowy wybudował ujęcia wody i urządzenia wodociągowe - wyjaśnia Zdzisław Szewczyk, spadkobierca i zarządca całej nieruchomości, wyznaczony przez gospodarzy. Reprezentował ich także w piątek w sądzie. - Inwestycja powstała dopiero w 1980 roku, a więc nie ma mowy ani o żadnym zasiedzeniu, ani o przekazaniu. Gmina jest spadkobiercą POM, ale to nie znaczy, że naszych gruntów.
Problem pojawił się, kiedy gmina chciała wykroić szesnaście arów z tych terenów, w centrum wsi. To postawiło gospodarzy na nogi.
- W tej całej paranoi istotne jest to, że my zawsze społecznie wspieraliśmy gminę - mówi Zdzisław Szewczyk. - Pomagaliśmy w budowie ośrodka kultury, daliśmy 15 tys. ton żwiru pod budowę Urzędu Gminy. Na naszych gruntach POM miał wybudować sieć wodociągową, w zamian utrzymując drogi dojazdowe. Takie były niepisane zasady dzierżawy. I nagle okazuje się, że po przejęciu POM przez gminę, to wszystko jest jej własnością. To nieporozumienie.
Pierwsza rozprawa nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć. Wójt gminy Ryszard Marcinek zdaje się na sąd. Przyznaje, że nie zachowały się żadne dokumenty poświadczające własność gminy.
- Oddajemy sprawę w ręce sądu uważając, że własność terenów nie jest do końca rozstrzygnięta - powiedział nam wójt.
(WCH)
"Dziennik Polski" 2006-03-27
Autor: ab