Chałupnictwo ogłoszeniowe
Treść
GÓRA ŚWIĘTEGO JANA. - Nigdy nie oferowałem nikomu pracy - twierdzi nękany telefonami Stefan W.
Od kilku tygodni Stefana W., mieszkańca Góry Świętego Jana pod Limanową, zadręczają telefony z prośbami bezrobotnych o zatrudnienie. Ogłoszenie z jego numerem telefonu ukazało się w dodatku jednej z centralnych gazet i od tej pory ciągle tłumaczy, że nie ma z tym nic wspólnego. Tego typu omyłki, zamierzone bądź nie, trafiają się jednak dość często.
- Trzeba to samemu przeżyć, żeby wiedzieć, jak to naprawdę wygląda - opowiada Stefan W. - Odbieram czasem kilka telefonów dziennie i moje stwierdzenia, że to pomyłka i nie mam z tym nic wspólnego, na wiele się nie zdają. Ja zaprzeczam, a ludzie potrafią mi robić awantury, że jestem niepoważny, albo, jak jedna z kobiet z Łodzi, opowiadają mi cały swój życiorys. Płaczą, błagają, dopytują się o warunki, ubezpieczenie, legalność. Już nie mam siły odpowiadać. Rano zadzwonił do mnie jeden pan z Wrocławia. Gdy dowiedział się, że nie mam nic do zaoferowania powiedział, że to nie pierwszy taki przypadek w jego poszukiwaniach. Nie wyobrażam sobie, by mi ktoś zrobił taki kawał.
Udało nam się wczoraj dodzwonić do Józefa C., wrocławskiego rozmówcy pana Stefana:
- Nie mam wątpliwości, że zadzwoniłem na numer podany w poniedziałkowym dodatku tej dużej gazety. Ogłoszenie informuje o możliwości zarobienia 1200 zł miesięcznie przy pracy chałupniczej i podany jest dokładnie ten telefon - powiedział nam rencista z Wrocławia, który chciałby sobie w ten sposób dorobić. - Nie mam pojęcia, na czym to polega, ale zdarza mi się trafiać na takie pomyłki dość często, bo od dawna szukam dodatkowej pracy.
W dziale ogłoszeniowym gazety usłyszeliśmy to, czego się spodziewaliśmy, że za treść anonsów odpowiada ten, kto je daje.
- Powtarzalność takich przypadków - powiedziała nam pani z biura ogłoszeń - może świadczyć o tym, że ktoś się rozmyślił, nie chce być sprawdzany na przykład przez Urząd Skarbowy, albo ma inne powody, by odstąpić od oferty. Zamiast tłumaczyć się, dlaczego oferta jest nieaktualna, mówi po prostu, że telefon komórkowy jest pomylony.
Maria Kowalik, naczelnik Urzędu Skarbowego w Nowym Sączu powiedziała nam wczoraj, że jej instytucja nie ingeruje na etapie prasowych anonsów.
- Jeśli miałoby nas rzeczywiście zainteresować jakieś ogłoszenie, to już w fazie skutków podatkowych - powiedziała nam Maria Kowalik. - Chciałabym jednak zwrócić uwagę czytelników, że zatrudniać do pracy wcale nie musi tylko podmiot prowadzący działalność gospodarczą. Można sobie przyjąć kogoś do sprzątania, albo do pielęgnacji ogrodu i to wcale nie jest objęte opodatkowaniem.
Stefan W. najpierw się śmiał, potem było mu już coraz mniej do śmiechu. - To się powtarza nie po raz pierwszy. W ubiegłym roku też mnie nękano takimi telefonami. Nie mam chałupnictwa, dla nikogo pracy i chcę mieć święty spokój.
(WCH)
"Dziennik Polski" 2005-05-20
Autor: ab