Co zrobi Belka?
Treść
"To przede wszystkim Skarb Państwa wskutek braku należytego nadzoru dopuścił do upadłości Glimaru. Fakt ten obciąża Państwo i jego instytucje odpowiedzialnością za zaistniały stan rzeczy" - czytamy w dramatycznym liście skierowanym przez władze powiatu gorlickiego do premiera Marka Belki.
Na tym praktycznie wyczerpują się możliwości władz samorządowych, dotyczące prób uzdrowienia sytuacji w jednym z największych zakładów regionu. Przynajmniej dwukrotnie domagały się one działań zmierzających do złagodzenia skutków upadłości najstarszej w Polsce rafinerii, zatrudniającej blisko 450 osób. W październiku odbyła się nawet specjalna sesja Rady Powiatu poświęcona właśnie sytuacji w "Glimarze". Zaproszono wówczas na nią dyrektora Grupy Lotos Południe Henryka Malesę, który od niedawna jest prezesem zarządu gorlickiej rafinerii należącej już do struktur Lotosu.
- Uzyskaliśmy wtedy od przedstawicieli rafinerii i Lotosu informację, że wskutek zaproponowanego programu naprawczego wszyscy pracownicy "Glimaru", poza chętnymi do skorzystania z programu dobrowolnych odejść, otrzymają ofertę zatrudnienia - przypominają władze powiatu.
Jednocześnie wskazują, że bezpośrednie skutki upadłości zakładu dotyczyć będą ponad trzech tysięcy mieszkańców ziemi gorlickiej. Uderzą bowiem nie tylko w załogę, ale i członków ich rodzin oraz pracowników firm funkcjonujących w otoczeniu zakładu.
- Ze względu na skalę i tempo planowanych zwolnień oraz stan lokalnej gospodarki, samorząd powiatowy nie jest w stanie skutecznie pomóc zwolnionym pracownikom "Glimaru" - uprzedzają gorlickie władze. Dlatego domagają się podjęcia przez skarb państwa natychmiastowych działań zmierzających do złagodzenia skutków upadłości rafinerii. Żądają też objęcia wsparciem zwalnianych pracowników zakładu.
Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu zamierza zbadać przyczyny, które doprowadziły do upadłości gorlickiej rafinerii. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, badane będą inwestycje, które naraziły zakład na ogromne straty finansowe. Chodzi m.in. o oddaną przed kilkoma laty gorzelnię w Kobylance, która kosztowała zakład 40 mln zł, czyli dwukrotnie więcej niż zakładano. Ówczesny zarząd wydał na tę inwestycję ponad połowę kapitału "Glimaru". Nowoczesna gorzelnia nigdy nie wdrożyła produkcji, dotąd też nie udało się znaleźć inwestora gotowego kupić fabrykę.
(SZEL)
"Dziennik Polski" 2005-02-14
Autor: ab