Przejdź do treści
Przejdź do stopki

"Czapa"

Treść

Na szczęście w Polsce nie ma kary śmierci. Przedstawienie "Czapa" pokazane w niedzielę w Miejskim Ośrodku Kultury na sądeckim festiwalu teatralnym oglądało się więc z przyjemnością, wynikającą nie tylko z żywiołowej gry dwójki krakowskich aktorów, ale także z swobodnego dystansu do tematu.

Janusz Krasny-Krasiński, dziennikarz i dramaturg, napisał "Czapę, czyli śmierć na raty" niemal czterdzieści lat temu. Były to czasy, gdy w Polsce za nadużycia w obrocie mięsem i wędlinami można było dostać karę śmierci i tak się zdarzyło. Wstrząsnęła narodem, ale milczał pokornie, przyduszony karcącym ramieniem władzy ludowej.

Wówczas nie tylko temat był wielce drażliwy, ale i sposób pokazania. Autor podszedł do problemu komediowo. Chciał rozładować atmosferę. Użył sposobu zwanego w teatrze czy w kinie czarną komedią. O bardzo poważnych rzeczach na wesoło. "Czapa" jest udramatyzowaną opowieścią o dwóch zbrodniarzach: Kuźmie i Olesiu, czekających w celi śmierci na wykonanie wyroku. Chcąc odwlec dzień kaźni, wyszukują nowe ofiary, najpierw w pamięci, a potem już żywe, wokół siebie, bo to oznacza kolejne procesy i następne miesiące życia. Obszar zbrodniczego procederu jednak zawęża się i wreszcie jeden zabija drugiego. Pretekstem jest kłótnia o stół stojący na środku celi.

Opowieść jest wartka i szczęśliwie pozbawiona więziennej grypsery, która uniemożliwiłaby widowni odbiór przedstawienia. Artur Dziurman i Kajetan Wolniewicz grają krwiście, pot się z nich leje, a widownia bawi doskonale.

(WCH)

"Dziennik Polski" 2005-10-11

Autor: ab