Czwarty remis Arasia
Treść
Sandecja nie przegrała w Małogoszczy. I jest to najważniejsza konstatacja po informacji o nierozstrzygniętym wyniku potyczki biało czarnych z Wierną. Zaprezentowali się oni przy tym z zupełnie przyzwoitej strony. Winy popełnione w ubiegłotygodniowym spotkaniu z Górnikiem Wieliczka zostały w ten sposób, przynajmniej po części, odkupione. Po raz piąty drużynę do boju poprowadził w sobotę Jarosław Araszkiewicz. Do swego sądeckiego urobku dopisał czwarty remis. Cenny remis. Być może nawet cenniejszy niż te przywiezione z boisk Hetmana Zamość i Górnika Łęczna, rywali teoretycznie trudniejszych. Cenniejszy, bowiem wywalczony w okresie, gdy w klubie rządzi bałagan, piłkarze nie bardzo wiedzą, do kogo - poza szkoleniowcem i kierownikiem drużyny - mają zgłaszać się ze swymi problemami, a w ich świadomości musiała tkwić świadomość beznadziejnego wrażenia pozostawionego w oczach kibiców po zawodach z Górnikiem. Trudno rzec, jakich sposobów użył popularny Araś, by przekonać swych podopiecznych, że na ubiegłotygodniowym meczu sezon się nie skończył i wciąż istnieje spora szansa na awans do II ligi. W każdym razie w Małogoszczy ci znów walczyli z ambicją, a czerwona kartka zainkasowana w końcówce przez Jano Frohlicha tylko świadczy o determinacji, z jaką dążyli do utrzymania korzystnego w sumie dla siebie rezultatu. Na zakończenie rundy jesiennej Sandecja zmierzy się na stadionie przy ul. Kilińskiego z Avią Świdnik. Jeśli wygra, a trudno wskazać na powód, dla którego miałoby być inaczej, pierwszą część sezonu zamknie bilansem 21 punktów. To naprawdę niemało. Przy planowanym zimą personalnym wzmocnieniu zespołu (na giełdzie transferowej pojawiają się m. in. nazwiska Polichta z Okocimskiego Brzesko, Bizackiego z Koszarawy Żywiec i Piskuły z Lecha Poznań) będzie to niezły punkt wyjścia do podjęcia wiosną batalii o drugą ligę. Powiedzieli "Dziennikowi Polskiemu" Trener Sandecji Jarosław Araszkiewicz: - Jeszcze trochę i na stałe przylgnie do mnie opinia o trenerze remisów. Zaczyna mnie to irytować. Nie wiem, może to ja przynoszę Sandecji "jeża"? Czas najwyższy, by cos wygrać. Podział punktów nie jest złym wynikiem, ale powinniśmy w Małogoszczy zwyciężyć. Wypracowaliśmy sobie trzy sytuacje, po których mogliśmy zdobyć bramki. W jednym przypadku Rysiewicz, zamiast wchodzić z piłką w pole karne rywali podawał do gorzej ustawionego Ostalczyka i obrońcy gospodarzy zdążyli z interwencją, zaś w innym Nieć biegł jeden na jeden z obrońcą i chyba przestraszył się bezpośredniego pojedynku, bowiem niepotrzebnie strzelał z dystansu. Gdyby zaryzykował, pewnie wyszlibyśmy na prowadzenie. Cavojskiego zmieniłem już po dwóch kwadransach nie dlatego, że grał słabo, ale miał na koncie żółtą kartkę, poczynał sobie zbyt ostro i obawiałem się, że może wylecieć z boiska. Nie uniknął tego niestety Jano Frohlich. Dobrze przynajmniej, że drugie "żółtko" ujrzał w końcowych minutach i przeciwnicy nie zdążyli już wykorzystać liczebnej przewagi. By być sprawiedliwy przyznać muszę, że Wierna tez miała swoje golowe okazje. Na szczęście znakomicie spisał się w bramce Staszek Bodziony. Jano Frohlich, kapitan zespołu Sandecji: - Znowu zero w przodzie. Dobrze, że w tyłach też zero. Fajnie się czułem dzisiaj na boisku. Trochę nieskromnie powiem, że byłem raczej nie do przejścia. Takie mecze to mogę rozgrywać i dwa razy dziennie. Remis uważam za sprawiedliwy. Szkoda trochę tej drugiej żółtej kartki, ale takie rzeczy się zdarzają. Myślę, że po dzisiejszym meczu do zespołu powrócił nieśmiały optymizm. Trzeba wygrać z Avią i zima powinna być w miarę spokojna. (dw) Sandecja pod lupą Oceny zawodnikom Sandecji wystawia II trener zespołu Marek Zagórski: Bodziony 8, Szczepanik 6, Frohlich 0, Kandyfer 6, Polański 6, Orzechowski 4, Łukasik 5, Wańczyk 4, Damasiewicz 5, Ostalczyk 6, Rysiewicz 5, Nieć 6. Wystąpili ponadto Cavojski, Pająk i Świerad, grali jednak zbyt krótko, by zasłużyć na notę. "Dziennik Polski" 2007-11-05
Autor: wa