Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Derby regionu dla Sandecji

Treść

Sandecja, zajmująca ósme miejsce w tabeli piłkarskiej III ligi, wygrała w Stróżach z tamtejszym Kolejarzem, wiceliderem rozgrywek. Dla gospodarzy była to pierwsza porażka w sezonie. W ten sposób przez co najmniej pół roku, aż do wiosennego rewanżu, w futbolowym regionie nowosądeckim obowiązywać będzie hasło: Sandecja Pany!

W przeprowadzonej przez "Dziennik Polski" przedmeczowej sondzie trenerskiej opiekun Kolejarza, Janusz Pawlik, stawiał na zwycięstwo swych podopiecznych 2-0. Znacznie bardziej stonowany był w prognozach szkoleniowiec Sandecji Stanisław Filas. Próbował wykręcić się od podania swego typu, wreszcie przyznał, że będzie niezmiernie rad, jeśli sądeczanie wygrają 1-0. Filas powinien być więc dzisiaj najszczęśliwszym człowiekiem w Nowym Sączu i okolicach, jako że w zawodach padł właśnie wymarzony przez niego rezultat.

Nie ma sensu po raz kolejny wracać do szczegółowego opisu wydarzeń - zainteresowanych odsyłamy do wczorajszego "Sportowego Dziennika Polskiego". Podkreślmy zatem tylko, że niewystępujący bynajmniej w roli faworytów goście zagrali z ogromną ambicją, wolą walki i z zaangażowaniem - cech tych nie sposób odmówić również gospodarzom, zwyciężając w sposób jak najbardziej zasłużony. Zadziwili przede wszystkim dojrzałością i żelazną konsekwencją w realizacji przedmeczowej taktyki. Stróżanie, którzy w żaden sposób nie potrafili dobrać się do skóry rywalom, imponowali z kolei niezłomnością, uporem w dążności do postawionego przed sobą celu. Tym razem nie udało się go osiągnąć. Co nie oznacza, że nagle przestali się liczyć w wyścigu do II ligi. Przeciwnie: udowodnili, że wciąż tkwi w nich niebagatelny potencjał. Kolejarz to dzisiaj naprawdę solidna drużyna.

Niedzielne derby Sądecczyzny nie stały z pewnością na olśniewającym, wzbudzającym zachwyt poziomie. Były jednak na tyle zacięte, że żaden z przeszło 1200 zgromadzonych na stadionie, a także poza jego ogrodzeniem kibiców, nie miał prawa do narzekań.

Czerwona czapeczka

Indywidualny laur dla najbardziej emocjonalnie przeżywającego mecz kibica przyznajemy pewnemu panu z Wojnarowej. Sam przyznał się do swego pochodzenia, co jakiś czas radośnie wykrzykując: Orzeł Wojnarowa! W bogatym repertuarze niezłomnego fana jako motyw przewodni przewijała się przyśpiewka: Niepokonana, Sandecja nasza kochana. Były również peany pod adresem trenera sądeczan: Stasiu Filas - czerwona czapeczka. Indagowany na tę okoliczność szkoleniowiec gości przyznał, że zna osobiście swego wielbiciela, że to jeden z byłych jego piłkarzy. I wszystko by się zgadzało, za wyjątkiem jednego drobnego szczegółu: Filas istotnie po stadionie paradował w nieodłącznej czapeczce. Tyle tylko, że nie w czerwonej, lecz jak najbardziej granatowej. Ale kto by się przejmował takim drobiazgiem.

Sądecki desant

Co najmniej połowę widzów przyglądających się derbom stanowili sądeccy sympatycy piłki nożnej. Przybyli do Stróż głównie prywatnymi samochodami, ale byli i tacy, którzy nad cztery kółka przedłożyli podróż pociągiem. Do tych ostatnich należała grupa szalikowców. W sile przeszło stu mężczyzn przez pełne 90 minut trwania spotkania głośno wspierała ona swych ulubieńców. I czyniła to w sposób naprawdę kulturalny! Docenili to piłkarze Sandecji, którzy po końcowym gwizdku sędziego, najpierw radośnie tańczyli na środku boiska, a zaraz potem podbiegli do swych fanów, dziękując za doping.

Prezes zadowolony

Honory gospodarza zawodów pełnił prezes Kolejarza Antoni Poręba. Nie bardzo przejął się on porażką swojej drużyny.

- To jest sport, w którym powinien zwyciężać lepszy. Dzisiaj lepsza była Sandecja i to jej zasłużenie przypadły trzy punkty. W rundzie wiosennej postaramy się o rewanż - stwierdził po meczu dyplomatycznie.

Sternik klubowy nie krył natomiast satysfakcji z nienagannej organizacji meczu. Chwalił zachowanie grupy kibiców z Nowego Sącza, dziękował trampkarzom Kolejarza, za spontaniczne dopingowanie swych starszych kolegów. Cieszył się, że na trybunach obyło się bez jakichkolwiek incydentów. Psioczył jedynie na pracę sędziego z Katowic.

- Udowodniliśmy, nie po raz pierwszy zresztą, że również w niewielkich Stróżach możliwe jest przygotowanie właściwej oprawy do wydarzenia sportowego o dużym znaczeniu - powiedział "Dziennikowi Polskiemu" Antoni Poręba.

Sędzia na pierwszym planie

Najsłabszym bodaj aktorem spotkania był jego sędzia z Katowic. Mecz, choć wyjątkowo zacięty, przebiegał w sportowej atmosferze, z wysokości trybun nie dostrzegliśmy w poczynaniach graczy złośliwości czy brutalności. Tymczasem pan Rokosz, niczym św. Mikołaj, na prawo i lewo rozdawał zawodnikom żółte kartki. Zdaniem przedstawicieli obydwu drużyn, owa hojność podyktowana była na równi nadwrażliwością arbitra, co i chęcią wykreowania się na pierwszoplanową postać zawodów. Pan Rokosz gwizdał bez opamiętania, karząc piłkarzy zazwyczaj w najmniej odpowiednich ku temu momentach.

Przeciwko swoim

W składzie Kolejarza znalazło się kilku piłkarzy, będących bądź wychowankami Sandecji, bądź mających za sobą występy w nowosądeckim klubie. Do tych pierwszych należą: Paweł Szczepanik, Dawid Basta, Łukasz Łukasik i siedzący na ławce rezerwowych bramkarz Marek Kozioł. Biało-czarne barwy w różnych okresach czasu reprezentowali natomiast: Słowak Jano Frohlich (przez kilka sezonów był podporą defensywy biało-czarnych), Tomasz Ciastoń oraz Grzegorz Kogut. Dla odmiany, w Sandecji zagrali Rafał Zawiślan i Paweł Kozub, jeszcze w lipcu gotowi podpisać kontrakt z Kolejarzem. Ostatecznie wybrali występy w Sandecji i to oni mieli w niedzielę znacznie więcej powodów do radości.

DANIEL WEIMER, "Dziennik Polski" 2006.10.03

Autor: ea