Drąg przed nosem
Treść
Na drodze leśnej prowadzącej w Nawojowej wzdłuż potoku Srebrnik nad Kamienicę pojawił się szlaban zamknięty na kłódkę. W ten sposób Nadleśnictwo Nawojowa broni się przed wywożeniem śmieci do lasu, choć odbywa się to kosztem sąsiadującego z drogą gospodarstwa i wielu amatorów kąpieli w rzece. Zamknięta dla ruchu droga znajduje się naprzeciwko skrętu z ulicy Nawojowskiej na Porębę Małą. Jak sięgają pamięcią najstarsi sąsiedzi, droga zawsze była dostępna dla pieszych i pojazdów. Tędy w sezonie letnim dochodziło i dojeżdżało mnóstwo ludzi chcących się wykąpać w jednym z bodaj siedmiu basenów przeciwpowodziowych spowalniających bieg rzeki na odcinku od mostu jamnickiego w Nowym Sączu do Nawojowej. Baseny nawet przy niskim stanie wody pozwalają na kąpiel w miarę czystej wodzie. Przegrodzona szlabanem droga oddziela pas lasu nad Srebrnikiem od gruntów prywatnego gospodarstwa. Później wchodzi w las, by po około stu metrach doprowadzić nad jedno z popularnych kąpielisk. - Zagrodzenie tej drogi, to dla nas katastrofa - mówi jedna z sąsiadek Kazimiera Burdyl. - Do tej pory ludzie chodzili i jeździli obok naszej łąki. Teraz próbują omijać przegrodę, depcząc i rozjeżdżając nam działkę. Nie mogę stać na straży cały dzień i wieczór. Nadleśniczych to nic obchodzi. Mówią, żebyśmy sobie grodzili własny teren. Tylko jakoś nic nie wspominają o kosztach. - Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze tu była dostępna dla wszystkich droga - mówi druga z sąsiadek Cecylia Królewska. - Ludzie bardzo się buntują, widząc drąg przed nosem. To spada na nas. Bo to nie tylko chodzi o tych, co chodzą plażować nad wodę, ale także ludzi, którzy przyjeżdżają z Poręby po wodę. Zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Nawojowa Stanisław Michalik twierdzi, że grunt, który został kiedyś użyty jako droga dojazdowa, tak naprawdę nigdy drogą nie był i w każdej chwili mógłby być przez Lasy Państwowe zalesiony. - Zdecydowaliśmy się zagrodzić dojazd w głąb lasu i nad rzekę, bo zwożono tamtędy ogromne ilości śmieci, które my musimy sprzątać - mówi Stanisław Michalik. - Poza tym ostatnio, ktoś podpalił ścięte i ułożone drewno nad potokiem. To jedyne miejsce na terenie nadleśnictwa, gdzie postanowiliśmy postawić zaporę. Jak się okazuje, nie jest zbyt skuteczna. Ludzie próbują ją omijać po prywatnym gruncie. Pomału na łące obok domu państwa Burdylów tworzą się koleiny. - Zamknięcie ruchu kołowego w tym miejscu traktujemy jako trwałe - odpowiada na to nadleśniczy Michalik. - Jeśli sama zapora okaże się nieskuteczna, będziemy myśleć o odgrodzeniu drogi na dłuższym odcinku. Odebraliśmy w tej sprawie telefony również od tych, którzy jeździli tamtędy nad wodę. - Nie rozumiem tego, co robi nadleśnictwo - mówi jeden z mieszkańców sąsiedniej Zawady. - Jeśli nie da się dojechać drogą, która była najkrótsza, ludzie poszukają dojazdu od strony ośrodka sportowego i stadionów. Ze szkodą dla lasu. (WCH) "Dziennik Polski" 19.07.07
Autor: aw