Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Drodzy nieobecni

Treść

Zaledwie sześć osób z ponad osiemdziesięciu, które wcześniej się zdeklarowały, zdecydowało się wczoraj na pisanie matur poprawkowych z języka polskiego w Nowym Sączu.

Dla takiej grupki uruchomiono całą machinę organizacyjną, począwszy od wymyślania tematów w arkuszach podstawowych i rozszerzonych, drukowania, przewożenia z zachowaniem najwyższej ostrożności i tajności oraz powoływania wieloosobowych komisji. Maturę więc za duże pieniądze przygotowano, natomiast zabrakło chęci tym, którzy mieli zdawać. Ostatni rok uszło im to bezkarnie. Matury poprawkowe z innych przedmiotów potrwają przez dwa tygodnie.

Pedagodzy zadają sobie pytanie, czy z podobnym skutkiem, jak wczorajsze.

Od wczoraj trwa w całym kraju pierwsza sesja poprawkowych egzaminów maturalnych. Deklaracje ich zdawania trzeba było składać do sierpnia ubiegłego roku. Zdawać może każdy, kto chce. Nie tylko ten, kto je oblał, ale i ten, komu wynik punktowy z przedmiotów się nie podoba i chciałby, żeby jego życiorys edukacyjny wypadł doskonalej. Duża grupa chce podciągać wynik niedawno zdanej matury, bo zdecydowała się na jakiś kierunek studiów, gdzie wymagania są większe. Do tej pory wystarczyło zgłosić, że się chce zdawać jakiś przedmiot.

- Trudno się dziwić, że jest taka frekwencja, skoro deklaracje pisania matur zbierano od zainteresowanych pół roku temu. To bez sensu - mówi wicedyrektorka I LO Wanda Szkarłat. - Od tego czasu bardzo dużo może się zmienić, o czym poprawkowicze wcale nie muszą informować. Po prostu decydują nogami i nie przychodzą.

W I LO miała pisać język polski pierwsza grupa maturzystów z powiatu nowosądeckiego. Chciało wcześniej 58 osób, przyjechało 28, a rozszerzony arkusz wypełniały zaledwie dwie osoby. W II LO, gdzie ulokowano drugą grupę zdających, na 30 osób, które w sierpniu wyraziły chęć, przyjechało 17, a zaledwie dwie osoby pozostały wypełniać rozszerzony arkusz.

- Sesja zimowa była po raz ostatni - wyjaśniała wczoraj wicedyrektorka II LO Krystyna Skuza. - Pozostanie tylko wiosenna, łącznie z normalnymi maturami, a poza tym ci, którzy chcą zdawać, będą musieli za to płacić. Ponadto okres, w którym można sobie maturę poprawiać, został skrócony do pięciu lat. W tej chwili poprawkowicze nie biorą za zgłoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Chcą, to przyjeżdżają, nie chcą, lub z powodu jakichś okoliczności, nie są zainteresowani, lub nie mogą - nie pojawiają się. A to kosztuje.

Dla dwóch dziewcząt, zresztą absolwentek II LO, które zdały maturę raz pomyślnie, ale chciały lepiej, pracowała sześcioosobowa komisja. Złożona z dwóch nauczycielek przedmiotowych z tejże szkoły oraz czterech przyjezdnych, które musiały sobie odpuścić zajęcia w macierzystych liceach, między innymi w Krynicy. Do I LO zaproszono np. polonistów z Muszyny.

- W ostatniej chwili dowiadujemy się, czy maturzyści chcą zdawać poszerzoną wersję - mówi Krystyna Skuza. - Najpierw piszą przez 170 minut arkusz podstawowy. Przerwa i ewentualnie przez następne 130 minut wersja rozszerzona. A drukować i wozić trzeba maksimum arkuszy wszystkich wersji, według potrzeb zgłoszonych w sierpniu.

Maksimum na maturze można zdobyć sto punktów. Niektórzy w przeszłości spasowali na połowie tej liczby i chcieliby więcej. Tych, którzy oblali, jest znikoma garstka.

Wojciech Chmura

"Dziennik Polski" 2006-01-17

Autor: ab