Druga strona regionu
Treść
Bezpłatne badania
WARTO WIEDZIEĆ.Dzisiaj obchodzony jest Światowy Dzień Osteoporozy. W Małopolskim Centrum Kultury "Sokół" w Nowym Sączu o godz. 11 odbędzie się spotkanie, dotyczące sposobów zapobiegania i leczenia tej choroby. Od jutra skorzystać będzie można z bezpłatnych badań odbywających się w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej "Osteodex" - Poradni Osteoporozy i Chorób Kostno-Stawowych w Nowym Sączu na ul. Grunwaldzkiej 62. Potrwają one do 28 października Badania organizuje Urząd Miasta w Nowym Sączu w ramach programu promocji zdrowia i profilaktyki chorób. Zapisy na badania przyjmowane są pod numerem telefonu: 444-27-50 wew. 30,32 we wtorki, środy i piątki. Może z nich skorzystać 50 osób, dlatego też decyduje kolejność zgłoszeń. W programie powinny wziąć udział osoby zagrożone osteoporozą m.in. takie które doznały złamania kości udowej po upadku lub uderzeniu, stosujące dietę ubogą w wapń i witaminę D3, kobiety, które weszły w okres menopauzy przed 45 rokiem życia, ludzie z niską masą ciała, pijące regularnie kawę i alkohol, palące dziennie ponad 20 papierosów oraz prowadzące siedzący tryb życia. (MIGA)
Sztuka improwizacji
Rozmowa "Dziennika" z dr. Andrzejem Przybyszowskim, ordynatorem oddziału chirurgii ogólnej w Specjalistycznym Szpitalu im. J. Śniadeckiego w Nowym Sączu
Czyżby planowany zakup nowoczesnego gastroskopu i koloskopu był jaskółką, zwiastującą lepsze zaopatrzenie w sprzęt kierowanego przez Pana oddziału?
- Oby! Cieszę się, że dyrektor Puszko widzi możliwość wygospodarowania środków na kupno testowanego na razie przez nas urządzenia. Ten sprzęt nie jest niczym nadzwyczajnym, jakąś medyczną fanaberią. Znajduje się on w każdym krakowskim szpitalu, a służyć ma przede wszystkim pacjentom, nie lekarskiej wygodzie. Badania wykonywane przy jego wykorzystaniu, szczególnie jelita grubego, są dużo mniej bolesne i trwają co najmniej pół godziny krócej. Kaprysem byłoby natomiast domaganie się znajdujących się już w obiegu kapsułek, które po połknięciu, przekazują na ekran monitora obraz z żołądka chorego.
Można założyć, że zakup laparoskopu wypełni jedną tylko z wielu luk szpitalnego wyposażenia?
- Nie narzekam, ale prawda jest taka, że brakuje praktycznie wszystkiego. Nawet łóżek, od których kółka odlatują. Widzę, że dyrekcja szpitala robi wszystko, by jakoś tej biedzie przeciwdziałać, ale z pustego i Salomon nie naleje.
Zmuszeni więc jesteście do stałego improwizowania, doraźnego łatania dziur?
- Tak to niestety wygląda. W szpitalu znajduje się np. obecnie siedem ultrasonografów. Cóż z tego, skoro większość z nich nie nadaje się do użytku. Moim marzeniem jest, by placówka wyposażona była nie w najnowsze zdobycze techniki, lecz w sprawną, standardową aparaturę USG, czy rentgenowską.
Rozmawiał: (dw)
Życie z drugiej strony
Krysiu, Piotrze, Adasiu
Kazimierz Sas, do 18 października poseł, po dwunastu latach urlopowania do Sejmu, rozpoczął wczoraj urzędowanie jako dyrektor Zespołu Szkół Elektryczno-Mechanicznych w Nowym Sączu.
Wrócił na miejsce pracy, które cały czas było dla niego ustawowo rezerwowane. Sprawę swojego kandydowania za rok na urząd prezydenta miasta pozostawia otwartą. Na razie chce się skupić na kierowaniu szkołą.
Formalnie, podczas zaaranżowanego spotkania z przedstawicielami zespołu nauczycielskiego, na stanowisko przywrócił go wiceprezydent Stanisław Kaim. Podziękował Piotrowi Lasko za kierowanie placówką przez dwanaście lat.
- Nie czuję się zepchnięty ze stołka, nie mam poczucia degradacji czy dyskomfortu - powiedział nam Piotr Lasko. - Od 1982 do 1994 roku byłem zastępcą dyrektora Sasa, po jego odejściu do Sejmu, kolejne dwanaście lat kierowałem szkołą, ale cały czas zdawałem sobie sprawę, że może nadejść dzień powrotu szefa. Nawet nie zmieniałem nic w gabinecie.
Stanisław Kaim podziękował mu za prowadzenie szkoły.
Dyrektor - poseł kontaktu ze szkołą nie tracił. W poniedziałki prowadził nawet lekcje z przedmiotu zawodowego. Kiedy więc do swoich kolegów odzywał się wczoraj per Adasiu, Krysiu czy Piotrze, było to naturalne, sygnalizowało styl sprawowania rządów.
- Tu nie było donosów, komisji dyscyplinarnych, panowała zawsze dobra atmosfera, co miało swoje przełożenie na pracę z uczniami, bo w końcu dla nich jest ta szkoła - stwierdził wczoraj. - Będziemy dalej pisać dobrą kartę elektryka. Deklaruję panie prezydencie, że nie będzie z tą szkołą kłopotów.
Po kurtuazyjnych gestach wykorzystano skrupulatnie obecność wiceprezydenta w szkole rozpytując go o pieniądze dla nauczycieli za pracę nagodzinową przy maturach, o dodatki motywacyjne, o środki na podział na grupy w nauczaniu języków obcych i w ogóle o gospodarkę finansami oświaty.
Ostatnie słowo, we własnym gabinecie, opatrzonym już właściwą tabliczką, należało do dyrektora Sasa. Odpowiadając, co właściwie będzie z jego kandydowaniem za rok, stwierdził:
- Może się jeszcze dużo wydarzyć. Wersja: Sas prezydentem, Lasko dyrektorem, nie byłaby chyba zła. (WCH)
Kolor klonu
Wygląd na to, że w listopadzie czyli w miesiącu w którym niegdyś opadały liście, drzewa będą już dawno nagie. Jesień pospieszyła się tak bardzo, że z zobaczeniem jej najpiękniejszych kolorów mogą być kłopoty. Jako pierwsze, dosłownie z dnia na dzień zazłociły się dostojne klony, a jawory, pokryte płatami łuszczącej się kory, z zielonych zrobiły się intensywnie żółte. Najpiękniej wyglądają na tle wiecznie zielonych jodeł i świerków: plamy złota są tak dobrze widoczne z oddali, że można policzyć drzewa na całym górskim zboczu bez wchodzenia do lasu. Niektóre rośliny można złapać na "gorącym uczynku": są w połowie żółte, w połowie zaś zachowały jeszcze zieleń. Specjalnie dzień po dniu oglądałem taki okaz, który w poniedziałek był jeszcze żółto-zieloną mozaiką, a we wtorek stał się już zupełnie złoty. Dwa dni później wszystkie liście zaścielały grubą kołderką ziemię pod drzewem. Nie mniej pięknie wyglądają kuzyni jawora - polne klony, zwane paklonami. Najłatwiej wypatrzyć je na brzegach pól. Soczyście żółte liście wspaniale kontrastują z brązem dopiero co zaoranych pól. Za parę dni na jaworach i paklonach ostaną się tylko kiście skrzydlastych nasion zwanych noskami. Będą tak smętnie tkwić aż do wiosny nadając drzewom zaniedbany wygląd. Jesienne piękno klonów jest bardzo ulotne: duże, dłoniaste liście są równie szybko zrywane przez wiatr, co zmieniają kolor, więc żeby nasycić oczy ich pięknem, trzeba się spieszyć i wykorzystać każdy pogodny dzień na spacer. Za parę dni zapłoną złotem modrzewie, prawie w tym samym czasie buki. Na samym końcu stracą zieleń dęby, drzewa o najtwardszym żywocie i wyjątkowo odporne na jesienne pluchy. Ich liście opadną na ziemię dopiero w grudniu. A potem będzie już tylko zima.
"Dziennik Polski" 2005-10-20
Autor: ab