Egzekucja w sobotę. CHEŁMIEC.
Treść
Los Bernarda Stawiarskiego jako wójta wydaje się przesądzony.
Podczas sobotniej sesji Rady Gminy Chełmiec wójt Bernard Stawiarski i dwójka radnych, Barbara Surman i Zbigniew Cabała, mogą definitywnie stracić mandaty. Czterech radnych już bojkotuje sesję. Wójt twierdzi, że jest niewinny, ale gdyby w tym zamęcie prawnym - jak mówi - przyszło do wyborów, to będzie ponownie kandydował. Start w ewentualnych wyborach zapowiada także wielki przegrany, były wójt Stanisław Poręba.
Wojewoda Małopolski Maciej Klima przesłał do Chełmca dwa pisma w sprawie spóźnionych oświadczeń majątkowych. Przewodniczący Rady Gminy Jan Bieniek ma go poinformować o działaniach Rady w sprawie naruszenia terminu oświadczeń majątkowych dwójki radnych. Drugie pismo adresowane jest na Radę Gminy i dotyczy wójta. Rada ma w tej sprawie podjąć decyzję i powiadomić wojewodę o skutkach.
Działanie jest już widoczne. W programie sesji przygotowywanej na najbliższą sobotę są odpowiednie uchwały w sprawie stwierdzenia wygaśnięcia z mocy ustawy mandatu - po kolei - radnej, radnego i wójta. Przewodniczący Rady Jan Bieniek, zgodnie z zapowiedzią zgłoszoną kilka tygodni temu na łamach "Dziennika Polskiego", nie przyspieszał tych uchwał i czekał na odpowiedź wojewody. Było widać wyraźnie, nie tylko w gminie Chełmiec, że samorządowcy nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za chaos prawny z oświadczeniami majątkowymi i tylko sami parzyć się tym gorącym ziemniakiem. Przygotowana uchwała potwierdza więc wygaśnięcie ustawowe. To jednak wystarczy. Po przegłosowaniu, jej skutki działają natychmiast. Radni przestają być radnymi, a wójt wójtem.
Takiego zamętu we władzach Chełmca jeszcze nie było. Wydawało się, że afera ze spóźnionym składaniem oświadczeń majątkowych skończy się na dwójce radnych. Tymczasem eksplodowała sprawa wójta Stawiarskiego.
- Ponieważ już wcześniej miałem wątpliwości prawne - powiedział nam wczoraj Bernard Stawiarski - wspólną działalność gospodarczą z żoną zlikwidowałem w grudniu ubiegłego roku. Ona ją wznowiła w dniu 2 stycznia, ale już sama. Uznałem, że problem został zlikwidowany. To samo zresztą usłyszałem w biurze prawnym Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Moje papiery odłożono ad acta. Ale jak się okazało nie na długo. Szef komórki prawnej wojewody poinformował mnie, że wrócono do moich dokumentów. Jak stwierdził, linia grzała się od telefonów w mojej sprawie. Komuś bardzo zależało, by dokładnie mnie prześwietlić i coś znaleźć. Ja czuję się niewinny. Rozstrzygnięcia prawne powinny być jasne. Mam na głowie ważniejsze sprawy gminy, a ta cała paranoja psuje ludziom nerwy, obniża nasz autorytet. Przepraszam, mnie się rozlicza z terminu złożenia oświadczenia, że zrobiłem to zbyt późno, a w piśmie wojewody też są pomylone daty. To tylko taki szczegół, ale pozostaje oczywiście bez żadnych skutków.
Wojewoda, pomijając tę pomyłkę, wytknął wójtowi, że jego oświadczenia zostały złożone z początkiem stycznia, podczas gdy termin minął mu 26 grudnia. To jednak spora różnica.
- Jest tyle galimatiasu, że jeden Bóg wie, co będzie - mówi mocno zdeprymowany wójt Stawiarski. - Swój problem znam od dawna. Interesuję się nim od strony prawnej dość szczegółowo. Im się bardziej w to zagłębiam, tym bardziej jestem przekonany, że nie mogę uznać swojego postępowania za błąd i że to kuriozalna sytuacja. Gdyby doszło do ponownych wyborów, wystartuję. Muszę pamiętać, że głosowało na mnie 4,5 tysiąca ludzi. To mnie zobowiązuje.
Nerwowo na sytuację zareagowali czterej radni, z których grupy wyborczej startował Stawiarski.
- Dwukrotnie wysyłałem gońca z powiadomieniem o sesji do radnych Andrzeja Bulzaka, Edwarda Słabego, Pawła Bogdanowicza i Zbigniewa Stawiarskiego - poinformował nas przewodniczący Bieniek. - Pism sami nie odebrali, a zastane w domach osoby stwierdziły, że nie mają upoważnień, by przyjmować jakąkolwiek korespondencję. Zastanawiam się, co to znaczy, ale odczytuję to jako bojkot sesji. W naszym regulaminie jest napisane, że radnych powiadamia się na trzy dni wcześniej o terminie obrad.
Niezależnie, jakie będą losy uchwały i kto, i kiedy będzie chciał podobne dokumenty w kraju weryfikować, sytuacja wójta Stawiarskiego w Radzie nie jest za ciekawa.
W uproszczeniu na 21 radnych, 10 miał teoretycznie po swojej stronie. Wśród nich są zarówno ci, którzy mają stracić mandaty, jak i ci, którzy nie przyjęli zaproszeń na sesję. Wynik głosowania wydaje się przesądzony. Na miejsce dwójki radnych wchodzą ich koledzy z największą po nich liczbą głosów. Utrata mandatu przez wójta oznacza nowe wybory.
- Nie spodziewałem się, że to pójdzie tak szybko - stwierdził były gospodarz gminy Stanisław Poręba. - Przyglądam się spokojnie przebiegowi wydarzeń i dopóki nie będzie jednoznacznych rozstrzygnięć w kolejnych procedurach, dotąd nie będę podejmował żądnych kroków. W dogrywce wyborczej zdobyłem o 600 głosów mniej, ale to oznacza, że ponad 3800 wyborców postawiło na mnie. Pamiętam o tym, bo gdyby przyszło do wyborów, trzeba będzie spróbować zmierzyć się z nieoczekiwanym wyzwaniem.
A więc szykuje się trzecia odsłona dramatu. W rolach głównych Berdnard Stawiarski i Stanisław Poręba. A może jeszcze ktoś? Najpierw sesja w sobotę.
Wojciech Chmura
Autor: ea