Fajki na spalonym
Treść
Zgodnie z projektem, palenie będzie możliwe jedynie w specjalnie do tego przygotowanych, szczelnie odizolowanych od reszty budynku, palarniach. Ustawa z 1995 roku mówiła jedynie o wyodrębnionych pomieszczeniach, nie kładziono natomiast nacisku na to, aby były to szczelnie zamknięte miejsca, z których dym nie będzie się wydobywał do sąsiednich pomieszczeń. Dodatkowo przewiduje się wprowadzenie zakazu palenia dla kierowców podczas prowadzenia samochodu. Jak podkreśla prof. Akademii Medycznej w Gdańsku, Jacek Jassem, jeden z głównych inicjatorów nowelizacji, proponowane rozwiązania nie są ostateczne, szczegóły będą jeszcze dyskutowane. "Przygotowana przez nas nowelizacja jest tak naprawdę inicjatywą społeczną i ponadpolityczną. Uzyskaliśmy poparcie posłów z różnych partii, mamy poparcie ministra Religi" - powiedział Jassem. Dodał, że jeszcze we wrześniu przekaże projekt do Sejmowej Komisji Zdrowia oraz Polityki Społecznej i Rodziny. W budynku Urzędu m.st. Warszawy dla Dzielnicy Białołęka pomieszczenie-palarnia dostosowane jest dla palaczy według litery prawa. "Palarnia jest tak wydzielona, że nikomu nie przeszkadza, nikt w urzędzie nie czuje dymu papierosowego - powiedziała nam Ewa Dobrosielska, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia dla Dzielnicy Białołęka. Ponieważ nie można palić w urzędzie, pracownicy korzystają z tego miejsca -mówi nam pani naczelnik. - Trzeba jednak powiedzieć, że wielu urzędników rzuciło palenie i to jest pozytywny aspekt ustawy z 1995 r." Powodem rzucania nałogu, w opinii p. naczelnik, może być większa świadomość i chęć ochrony zdrowia, fakt, że palenie nie jest już modne, że osoby palące nie są postrzegane pozytywnie, a może również lenistwo (palarnia mieści się na poziomie 0, poniżej poziomu spraw urzędniczych i petentów urzędu, więc trzeba wyjść "od biurka"). Inaczej przedstawia się sprawa w urzędzie jednej z gmin wiejskich, gdzie pracuje około 20 urzędników. "Nie ma miejsca wydzielonego dla palaczy - mówi nam pracownica urzędu - 2-3 osoby palą w biurze, reszta nie wiem gdzie pali. Być może wychodzą na zewnątrz. Szczerze mówiąc, brakuje nam pomieszczeń biurowych dla pracowników, a co dopiero mówić o palarni. Tak samo wygląda sytuacja w urzędach sąsiednich gmin" - zapewnia nas rozmówczyni. W większości urzędów Warszawy pracownicy mają wzorcowo urządzone palarnie, a oprócz tego, mogą palić tytoń również na zewnątrz - przed urzędami są popielniczki i kosze. "Jeśli jest odpowiednio przygotowane lokum, to urzędnicy korzystają z niego" - mówi nam p. naczelnik. Jeśli dojdzie do zaostrzenia przepisów i wszystkie miejsca publiczne zostaną objęte zakazem palenia tytoniu, wtedy popielnice sprzed urzędu będą musiły zniknąć. Anna Śliwka, Zgodnie z projektem, palenie będzie możliwe jedynie w specjalnie do tego przygotowanych, szczelnie odizolowanych od reszty budynku, palarniach. Ustawa z 1995 roku mówiła jedynie o wyodrębnionych pomieszczeniach, nie kładziono natomiast nacisku na to, aby były to szczelnie zamknięte miejsca, z których dym nie będzie się wydobywał do sąsiednich pomieszczeń. Dodatkowo przewiduje się wprowadzenie zakazu palenia dla kierowców podczas prowadzenia samochodu. Jak podkreśla prof. Akademii Medycznej w Gdańsku, Jacek Jassem, jeden z głównych inicjatorów nowelizacji, proponowane rozwiązania nie są ostateczne, szczegóły będą jeszcze dyskutowane. "Przygotowana przez nas nowelizacja jest tak naprawdę inicjatywą społeczną i ponadpolityczną. Uzyskaliśmy poparcie posłów z różnych partii, mamy poparcie ministra Religi" - powiedział Jassem. Dodał, że jeszcze we wrześniu przekaże projekt do Sejmowej Komisji Zdrowia oraz Polityki Społecznej i Rodziny. W budynku Urzędu m.st. Warszawy dla Dzielnicy Białołęka pomieszczenie-palarnia dostosowane jest dla palaczy według litery prawa. "Palarnia jest tak wydzielona, że nikomu nie przeszkadza, nikt w urzędzie nie czuje dymu papierosowego - powiedziała nam Ewa Dobrosielska, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia dla Dzielnicy Białołęka. Ponieważ nie można palić w urzędzie, pracownicy korzystają z tego miejsca -mówi nam pani naczelnik. - Trzeba jednak powiedzieć, że wielu urzędników rzuciło palenie i to jest pozytywny aspekt ustawy z 1995 r." Powodem rzucania nałogu, w opinii p. naczelnik, może być większa świadomość i chęć ochrony zdrowia, fakt, że palenie nie jest już modne, że osoby palące nie są postrzegane pozytywnie, a może również lenistwo (palarnia mieści się na poziomie 0, poniżej poziomu spraw urzędniczych i petentów urzędu, więc trzeba wyjść "od biurka"). Inaczej przedstawia się sprawa w urzędzie jednej z gmin wiejskich, gdzie pracuje około 20 urzędników. "Nie ma miejsca wydzielonego dla palaczy - mówi nam pracownica urzędu - 2-3 osoby palą w biurze, reszta nie wiem gdzie pali. Być może wychodzą na zewnątrz. Szczerze mówiąc, brakuje nam pomieszczeń biurowych dla pracowników, a co dopiero mówić o palarni. Tak samo wygląda sytuacja w urzędach sąsiednich gmin" - zapewnia nas rozmówczyni. W większości urzędów Warszawy pracownicy mają wzorcowo urządzone palarnie, a oprócz tego, mogą palić tytoń również na zewnątrz - przed urzędami są popielniczki i kosze. "Jeśli jest odpowiednio przygotowane lokum, to urzędnicy korzystają z niego" - mówi nam p. naczelnik. Jeśli dojdzie do zaostrzenia przepisów i wszystkie miejsca publiczne zostaną objęte zakazem palenia tytoniu, wtedy popielnice sprzed urzędu będą musiły zniknąć. Anna Śliwka, PAP 2006-09-19
Autor: ea