Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Figi z masłem

Treść

NOWY SĄCZ. Stragany z biustonoszami i figami w sąsiedztwie rzodkiewki i nabiału nie prezentowały się najlepiej. Ale też nikt zbytnio na to nie narzekał. Kupcy płacili opłatę targową, był ruch w interesie.

Aż do teraz. W piątek wygasła umowa dotychczasowemu dzierżawcy i plac targowy przejęło gospodarstwo pomocnicze przy Sądeckim Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Dyrektor Czesław Baraniecki będzie musiał wypowiedzieć umowy kupcom sprzedającym ciuchy i chemię.

- Władzom miasta zależy na tym, żeby uporządkować handel na tym placu targowym. Chcemy zmienić jego wizerunek. Przywrócić mu pierwotny charakter miejsca, gdzie handluje się żywnością. Dla pozostałych kupców szukamy innego miejsca na ul. Krańcowej, na bazarze grodzkim. Są warunki, żeby tam się przenieśli - mówi dyrektor SOIK.

Gospodarstwo pomocnicze miasta zatrudnia cztery osoby do obsługi placu targowego. Po powiększeniu parkingu, dojdą jeszcze dwie.

Tymczasem pracę i źródło utrzymania straci kilkudziesięciu kupców z Maślanego Rynku. To właściciele i pracownicy 40 stanowisk, którzy do sprzedaży spinek do włosów, majtek, bluzek, proszku do prania i butów zatrudniają pracowników. Żyją z tego całe rodziny.

Mariola Leśniak ma na Maślanym Rynku stragan z odzieżą, zatrudnia pracownicę.

- Chcą nam zaproponować przejście na targowisko na ul. Krańcową. To zły pomysł. My stamtąd tu przyszliśmy, bo tam nikt nie robi zakupów. Tutaj interes nieźle się kręci. Płacimy opłatę targową, dajemy pracę i płacimy podatki.

Anna Woźniak po utracie pracy w zlikwidowanej firmie, zamiast pójść na zasiłek, wybrała pracę na własny rachunek. W ciuchy zainwestowała wszystkie oszczędności.

- Jesteśmy poważnymi przedsiębiorcami, a nie tworem administracyjnym, który trzeba utrzymać. Być może ta jednostka, która została utworzona przez Urząd (gospodarstwo pomocnicze - przyp. red.), to sposób na znalezienie dla "swoich" dodatkowych miejsc pracy. Ale my nie myślimy się na to godzić, bo my też chcemy pracować. Gdzie sprzedamy towar, żeby dzieciom dać jeść? Na "tandecie" nie ma szans na powodzenie interesu. Tam handlują tylko emeryci i renciści, którzy nie muszą płacić ZUS-u. My musimy uzbierać ponad 700 zł. Propozycja przeniesienia się na inny plac to dla nas cios poniżej pasa. Mamy godność i ambicję, nie chcieliśmy żyć z zasiłku. Teraz odcina nam się źródło dochodu. Dlaczego? - pyta Anna Woźniak.

- Bardzo szanuję tych, którzy pazurami walczą, żeby się utrzymać, a nie wisieć na zasiłku. Ale są takie miejsca w mieście, gdzie musimy zadbać o estetykę. W przeciwnym wypadku ktoś może stanąć pod ratuszem i zacząć sprzedawać tam dywany, argumentując, że to jego jedyne jego źródło utrzymania. Maślany rynek to nie miejsce dla odzieży i chemii. Zawsze sprzedawana była tu żywność i kwiaty. I tak powinno pozostać - mówi Zofia Pieczkowska, wiceprezydent miasta.

Jeszcze jako radna poprzedniej kadencji zgłosiła pomysł, by zlikwidować Maślany Rynek, a zamiast niego utworzyć kilka mniejszych targów na terenach osiedli. Mieszkańcy miasta zareagowali na ten pomysł krytycznie. Powoływali się na tradycję. Właśnie ze względu na nią, targ pozostanie na ul. Matejki do czasu, aż Straż Pożarna wybuduje sobie nową siedzibę. Za trzy - cztery lata kupcy przeniosą się na miejsce remizy. A na Maślanym Rynku powstanie parking. Taka jest wizja urzędników.

Kupcy wyliczają, że za dzierżawę 40 stoisk z odzieżą i chemią płacą w sumie 600 zł dziennie. Wychodzi 18 tys. zł miesięcznie. Handlują także zimą, w przeciwieństwie do kwiaciarek i rolników.

Argumenty te wiceprezydent Pieczkowska obala twierdząc, że plac targowy przy ul. Matejki nie jest traktowany przez miasto jako źródło dochodu. W 2004 roku z opłat targowych wpłynęło do budżetu miasta 39,5 tys. zł, dzierżawca zapłacił dodatkowo 36 tys. zł czynszu. W sumie ponad 70 tys. zł w ciągu 12 miesięcy.

- Gdybym chciała z tego miejsca uzyskać dochód, utworzylibyśmy tu parking. Ale szanujemy przyzwyczajenia mieszkańców miasta - podkreśla Pieczkowska.

W poniedziałek kupcy z Maślanego Rynku spotkają się z wiceprezydent Zofią Pieczkowską, spróbują przekonać ją do swoich racji. Mówią, że powiedzą jej to samo, co nam. Pani prezydent również ma taki zamiar.

(MONK)

"Dziennik Polski" 2005-06-23

Autor: ab