Gdzie państwa moralność?
Treść
Radni sądeccy wstawili się wczoraj za handlującymi odzieżą z Maślanego Rynku, którzy za miesiąc mają opuścić plac. Do ratusza przyszli na sesję handlowcy, kobiety i mężczyźni z dziećmi. Prawie przez trzy godziny czekali, by przewodniczący Rady wywołał temat.
NOWY SĄCZ. Jacek Chronowski odczytał list kupców do prezydenta, prosząc o zmianę decyzji. Temat podjęli kolejno radni LPR, SLD, niezrzeszeni i zrzeszeni. Wszyscy domagali się, prosili, wręcz żądali od prezydenta zmiany decyzji. Chodzi o zarządzenie porządkujące kwestię handlu na placu targowym przy ul. Matejki. Prezydent zarządził, że wolno tam będzie sprzedawać żywność, kwiaty, runo leśne i rzemiosło artystyczne.
Wiceprezydent Pieczkowska w poniedziałek powiedziała handlującym, że muszą opuścić plac do końca lipca.
- Kto wam dał prawo, żebyście decydowali o tym, czy nasze dzieci następnego dnia będą miały, co jeść? Chciałabym zapytać, gdzie jest państwa moralność? - mówiła Anna Woźniak, występująca na sesji w imieniu kupców. Kobiecie łamał się głos i choć wypowiedź zabrzmiała nieskładnie, wszyscy rozumieli jej intencje.
O cofnięcie zarządzenia prosili prezydenta Teresa Cabała, Tadeusz Nowak, Józef Hojnor, Robert Sobol, Jerzy Wituszyński, Elżbieta Chowaniec, Marian Ludrowski. O sens likwidacji blisko 40 stanowisk pracy pytał radny Maciej Kurp. Najczęściej powtarzało się pytanie o merytoryczne powody decyzji prezydenta i pretensje radnych, o to, że nie było konsultacji z żadną z komisji merytorycznych Rady Miasta.
- Ci ludzie przypominają nam w liście o obowiązkach władzy. O tym, że do nas należy sprzyjanie małej i średniej przedsiębiorczości, tworzenie miejsc pracy, a nie zwiększanie liczby bezrobotnych - przypomniał radny Nowak.
Radny SLD Marian Ludrowski przypomniał, jak sam handlował na Maślanym Rynku i apelował do wiceprezydent Pieczkowskiej, by pozwoliła zostać handlarzom jeszcze przez kilka lat, do czasu, aż plac targowy zostanie przesunięty o kilkadziesiąt metrów, na miejsce remizy strażackiej.
Wkrótce interpelacje przemieniły się w debatę na temat sensu usuwania handlujących odzieżą z Maślanego Rynku. Głos zabrał jeszcze radny Józef Hojnor, który pytał o to, czy urzędnicy przeprowadzili analizy skutków likwidacji kilkudziesięciu stanowisk pracy.
- Skąd u urzędników bierze się taki zmysł estetyczny, że zaczyna im przeszkadzać bielizna obok żywności? Jeżeli w danym miejscu lepiej sprzedają się rajstopy, niż kartofle, to widać taki jest popyt. To są prawa rynku, którymi nie da się ręcznie sterować. Skąd chęć decydowania zza biurka, czym ludzie mają się zajmować - dociekał radny, prosząc prezydenta o wycofanie się z "niefrasobliwego" zarządzenia.
Wiceprzewodniczący Robert Sobol posunął się dalej, nazywając zarządzenie prezydenta "bzdurnym".
Zofia Pieczkowska, która po ponadgodzinnej debacie odpowiadała radnym, próbowała bronić zarządzenia przypominając, że to ona projektowała Maślany Rynek. Wszystko było w porządku do czasu, aż administracją placu zajęła się żona radnego Antoniego Rączkowskiego. W ciągu kilku ostatnich lat plac nadmiernie się wypełnił. Straganów jest zbyt dużo, co utrudnia przejście pieszym. Poza tym wprowadzono na plac asortyment, którego dotąd nie było: artykuły chemiczne i ubrania. Odkąd wygasła umowa z administratorką (17 czerwca 2005), prezydent przystąpił do porządkowania placu.
Kiedy zamykaliśmy dzisiejszy numer, odpowiedź wiceprezydent Pieczkowskiej trwała. Jutro poinformujemy o tym, jakie stanowisko zajął prezydent Józef Antoni Wiktor.
Również jutro o obronie Lucjana Tabaki. Dotychczasowi przeciwnicy i adwersarze byłego pełnomocnika prezydenta do spraw nadzoru właścicielskiego żądali wyjaśnień, dlaczego został on zwolniony dyscyplinarnie pod nieobecność prezydenta przez jego zastępcę, wiceprezydenta Stanisława Kaima. Napiszemy także o tym, dlaczego Rada Miasta Nowego Sącza obawia się wstąpienia miasta do Euroregionu Tatry i czemu część radnych nie zgadza się na remont pomnika czerwonoarmistów przy Alejach Wolności.
Monika Kowalczyk
"Dziennik Polski" 2005-06-29
Autor: ab