Grzebały na koncie
Treść
NOWY SĄCZ. Pracownice księgowości skazane za okradanie spółdzielni
Na dwa lata więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na pięć lat skazał Sąd Rejonowy w Nowym Sączu dwie byłe pracownice księgowości Spółdzielni Mieszkaniowej "Beskid".
We współdziałaniu z trzecią pracownicą tego działu, od 1998 r. wyprowadziły one ze spółdzielczej kasy ponad 200 tys. zł. Sąd zobowiązał je również do naprawienia finansowych szkód w ciągu dwóch lat od momentu uprawomocnienia się wyroku.
Werdykt dotyczy głównej księgowej oraz pracownicy zajmującej się kredytami. Wyrok zapadł szybko, bo obie panie przyznały się do winy i wyraziły gotowość dobrowolnego poddania się karze. Pierwsza z nich musi oddać 67 tys. zł, druga zwróci ponad 80 tysięcy. Na razie nie wiadomo jaka kara spotka trzecią wspólniczkę uczestniczącą w złodziejskim procederze, czyli kasjerkę spółdzielni. Kobieta przywłaszczyła 70 tys. zł, ale nie przyznała się do winy. Zapewnia, że nie ukradła tych pieniędzy, ale je pożyczyła i całą kwotę zamierzała zwrócić. Jej sprawę wyłączono więc do odrębnego postępowania i na wyrok trzeba będzie jeszcze poczekać.
Przypomnijmy, że do ujawnienia nieprawidłowości w finansach "Beskidu" przyczyniły się opisywane przez "Dziennik Polski" problemy z rozliczaniem ciepła w spółdzielni. Wtedy to prezes zarządu Piotr Gawron powierzył obowiązki głównego księgowego osobie, która pod koniec ubiegłego roku wpadła na ślad przestępczej działalności pracownic działu finansowego. Okazało się, że od 1998 r. główna księgowa, kasjerka i osoba odpowiedzialna za kredyty księgowały pieniądze na kilku kontach, by trudniej było trafić na ślad przestępstwa. Dwie z nich jako powód podały chęć pomocy synom prowadzącym działalność gospodarczą. Trzecia przekonywała, że pieniądze były jej potrzebne do sfinansowania kosztów przeszczepu szpiku kostnego w rodzinie. Prawdopodobnie jednak część funduszy wyprowadzonych z kont spółdzielni "operatywne" panie wykorzystały na podróże. W ostatnich latach odbyły bowiem liczne pielgrzymki do miejsc świętych, zarówno w kraju, jak i za granicą.
Wszystkie trzy pracownice, związane z "Beskidem" od kilkunastu lat, po ujawnieniu afery zostały dyscyplinarnie zwolnione z pracy. Odbyło się to w atmosferze skandalu. W spółdzielni interweniowała policja, bo zdesperowane kobiety wyładowały swoją złość na nowym księgowym. Pochlapały jego kurtkę tuszem, nazwały go też "kapusiem". Niedługo potem jedna z nich usiłowała popełnić samobójstwo, po czym trafiła na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Prokuratura nie znalazła jednak podstaw do kwestionowania jej poczytalności.
(SZEL), "Dziennik Polski" 2006-10-04
Autor: ea