Hart się bawi
Treść
Klub Sportowy Hart Tęgoborze z niejakim opóźnieniem świętował w sobotę swoje pięciolecie. Z tej okazji, w Domu Strażaka tutejszej OSP zgromadzili się ludzie, za sprawą których w tak krótkim okresie czasu piłkarska drużyna z miejscowości położonej nad Jeziorem Rożnowskim, z B-klasowych opłotków dźwignęła się do V ligi.
Wśród zaproszonych na uroczystość gości znaleźli się: wójt gminy Łososina Dolna Stanisław Golonka, sympatyzujący z Hartem szef WKU w Nowym Sączu płk Marek Sołtys, dyrektorki Szkoły Podstawowej - Zofia Cięciwa i Gimnazjum - Irena Basta, prezes tęgoborskiej OSP Augustyn Karkoszka oraz boss nowosądeckiego futbolu Adam Sieja.
Przemawiający do całkiem licznych sponsorów, działaczy, zawodników oraz sporej grupy klubowych sympatyków prezes Harta Marek Ziółkowski podkreślił, że ten wspólny sukces możliwy był głównie dzięki społecznemu entuzjazmowi. Tęgoborzanie chcieli mieć u siebie sport, sami go sobie więc stworzyli. Stadion wzniesiony został rękami mieszkańców, z ogromnym zaangażowaniem - co należy mocno zaznaczyć - Piotra Litwińskiego, kolejne awanse w ligowej hierarchii zapewniali klubowi jego wychowankowie, mądrze kierowani przez trenerów o uznanych w futbolowym światku nazwiskach: Andrzeja Zalewskiego oraz Andrzeja Kuźmę. Nie obyło się, bo obyć się nie mogło, bez sponsorskiego wsparcia. Wśród tych najbardziej Hartowi oddanych dobroczyńców, padły nazwiska wspomnianego już Piotra Litwińskiego, Piotra Kmiecika, Józefa Grzyba, Adama Zelka, Józefa Kmiecika, Wacława Burnagiela, Wiesława Żelazki, Czesława Marchacza, Jerzego Schneidera, Krzysztofa Fałowskiego, Włodzimierza Cięciwy, Andrzeja Burnagiela, Jacka Zająca, Ryszarda Dziedzica, Franciszka Jareckiego, Stanisława Dyrka, Mieczysława Stokłosy, Adama Górskiego, Zbigiewa Rabiasza, Andrzeja Saroty, a także Wojciecha Zająca, prezesa Stowarzyszenia Tęgoborzan, roztaczającego czułą pieczę nad sportowymi postępami drużyny.
Po części oficjalnej przyszedł czas na uciechy cielesne. A było czego używać. Stoły uginały się pod obfitością i różnorodnością jadła i napitku. Przy dźwiękach dobywanych z instrumentów i gardeł muzyków z paszyńskiego Steve Bandu do tańca ruszyli z równym zapałem zarówno młodzi piłkarze, jak i nobliwi działacze. Parkiet aż trząsł się w posadach. Były i loterie, licytacje różnych przedmiotów, a także konkursy naprędce improwizowane przez mistrza ceremonii, a był nim Wojciech Zając.
Goście opuszczali Dom Strażaka w niedzielny poranek o godz. 6. Światła zgaszono godzinę później.
Daniel Weimer
"Dziennik Polski" 2005-02-01
Autor: ab