Przejdź do treści
Przejdź do stopki

IV liga piłkarska - wschód

Treść

Planowy sukces

Strażak Mokrzyska - Okocimski Brzesko 1-7 (0-2)

0-1 Policht 18, 0-2 Policht, 0-3 Policht 47, 0-4 Bizoń 59 (karny), 0-5 K. Palej 62, 0-6 Karwat 67, 0-7 K. Palej 70, 1-7 Mika 80

Sędziował Grzegorz Malada z Krakowa. Żółte kartki: Koczwara - Kaźmierczak. Widzów 200.

Strażak: Kubala 3 - Koczwara 3, Żurek 4, T. Biedak 3, Mendlewski 3 - Szewczyk 3, Plewa 3, Postawa 3 (46 Tybon 3), J. Biedak 3, Sowa 3 (82 Chmielarz) - Mika 4 (85 Dziedzic).

Okocimski: J. Palej 6 - Bizoń 7, Atanasković 7, Dzięciołowski 7 - Kostecki 7, Jagła 7 (64 Manelski), Metz 6 (46 Kaźmierczak 7), Bryl 6 (64 Pachota) - Policht 9, Karwat 7, Imiołek 6 (46 K. Palej 7).

W meczu drużyn z dwóch przeciwnych biegunów tabeli obeszło się bez niespodzianki. Zgodnie z przypuszczeniami to "piwosze" dyktowali warunki na boisku. Pierwsza połowa była swego rodzaju rozgrzewką dla gości. Przyjezdni tylko dwukrotnie znaleźli sposób na pokonanie Kubali, a sztuki tej dokonał Policht.

Najpierw w 18 min wykorzystał dogranie Bizonia z końcowej linii boiska i z bliska dopełnił formalności. W 42 min napastnik Okocimskiego przechwycił piłkę po stracie T. Biedaka i pięknym strzałem od poprzeczki nie dał szans bramkarzowi Strażaka. Okazji ku podwyższeniu rezultatu było co najmniej kilka. W 15 min Kostecki potężną bombą z kilkunastu metrów ostemplował poprzeczkę, a chwilę później Karwat przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem Strażaka.

Podopieczni trenera Kordeli strzelecką kanonadę rozpoczęli po przerwie. W 47 min centra Kaźmierczaka trafiła w słupek, a znajdujący się najbliżej całego zamieszania Policht skompletował hat trick. Policht miał swój udział także przy kolejnej bramce dla swojego zespołu, kiedy to za faul na nim właśnie, arbiter podyktował jedenastkę, a takiej okazji nie zmarnował Bizoń. Swój strzelecki impas w 62 min przełamał wreszcie K. Palej, który w podbramkowym zamieszaniu wykazał się największym sprytem, zdobywając piątego gola. 5 minut później Karwat skorzystał z prostopadłego podania Manelskiego i bez najmniejszych problemów wpisał się na listę strzelców. Strzelanie dla Okocimskiego zakończyło się w 70 min, gdy K. Palej po dośrodkowaniu Kaźmierczaka po raz siódmy pokonał Kubalę. Miejscowych stać było tylko na honorowego gola, kiedy to Mika strzałem z 10 metrów przy słupku nie dał szans J. Palejowi.

MACIEJ PYTKA

Koncert gorliczan

Glinik/Karpatia Gorlice - Victoria Witowice Dolne 3-0 (3-0)

1-0 Ljaszko 7, 2-0 Hajduk 21, 3-0 Lauko 35

Sędziował Sławomir Steczko z Krakowa. Żółte kartki: Szary, Chrzan, Olech - Dzięgiel. Widzów 250.

Glinik/Karpatia: Libera 6 - Wacławik 6, Drąg 7, Boharada 6 (62 Zapała) - Skowroński 7 (85 Stępkowicz), Lauko 7, Szary 7, Gercak 8, Kamiński 6 (78 Olech) - Hajduk 7 (46 Chrzan 6), Ljaszko 8.

Victoria: Bomba 4 - Foryś 4, Dzięgiel 4, Szewczyk 4 - D. Augustyn 3 (88 Sikorski), Piwowar 3 (59 Tokarczyk), Świerad 5, P. Saratowicz 5, Orzechowski 4 - Orzeł 3 (90 Pawłowski), R. Augustyn 3.

Przed meczem nad Gorlicami szalała ogromna ulewa z wyładowaniami atmosferycznymi, arbiter - zupełnie słusznie zresztą - podjął więc decyzję o 15-minutowym opóźnieniu rozpoczęcia meczu. Mokre i śliskie boisko nie przeszkodziło zawodnikom Glinika w stworzeniu znakomitego widowiska, którego głównymi bohaterami byli Gercak i Ljaszko. Pierwszy z nich dzielił i rządził w środku pola, popisując się kapitalnymi asystami. Właśnie po jednej z nich - w 7 min - Ljaszko oddał mocny strzał, po którym piłka trafiła w słupek i odbijając się od pleców Bomby, wpadła do siatki. Po kolejnych akcjach ofensywnych gorliczan ręce same składały się do oklasków. Bardzo aktywni w linii ataku byli zarówno Ljaszko, jak i Hajduk. Drugi z nich w 21 min znalazł się sam na sam z bramkarzem Victorii i ładnym technicznym uderzeniem, lobując Bombę podwyższył prowadzenie gospodarzy. 30 sekund później Hajduk znalazł się w identycznej sytuacji, tym razem jednak strzelił już mniej precyzyjnie i piłka trafiła w poprzeczkę. Ozdobą meczu był gol, którego autorem był Lauko. Słowak otrzymał idealne podanie od Hajduka i strzałem z około 12 metrów umieścił piłkę w okienku witowickiej bramki.

Po zmianie stron warunki na boisku nadal dyktowali gorliczanie, jednak ich największym grzechem był brak skuteczności. Znakomitych sytuacji bramkowych nie wykorzystali m.in. Gercak, Skowroński i Drąg. Ponadto w 81 min po główce Skowrońskiego gości od utraty gola uratowała poprzeczka.

Witowiczanie w trakcie całego meczu przeprowadzili zaledwie kilka akcji ofensywnych, z których najgroźniejszą - w 29 min - niecelnym strzałem głową zakończył Orzeł.

PIOTR PIETRAS

Tylko pierwsza połowa

Lubań Maniowy - Orzeł Dębno 1-1 (1-1)

0-1 Drużkowski 5, 1-1 Kurnyta 15

Sędziował Piotr Wieczerzak z Krakowa. Widzów 250.

Lubań: Okręglak 5 - Anioł 5, Babik 5, Firek 5, Gąsiorek 5 - Komorek 5 (75 Górecki), Jandura 5, Ziętara 6, Zasadni 5 - Ciesielka 5 (85 Krzystyniak), Kurnyta 6.

Orzeł: Szara 6 - P. Kuboń 5, Sakowicz 5, A. Gurgul 5 - Trestka (35 Pałka, 75 Potok), Asseh 5, Łazarz 5, Buch 5, Drużkowski 6 - Prokop 5 (88 D. Kuboń), Ibrahim 5 (85 Małysa).

Gdyby spotkanie oceniać tylko na podstawie pierwszej połowy, to należałoby mu wystawić wysoką ocenę. Mecz trwa jednak 90 minut, a druga część gry była już nieciekawa. Nota za całość nie może być więc celująca.

Goście bardzo szybko zdobyli prowadzenie, które ustawiło dalszy przebieg wydarzeń na boisku. Już w 5 min Drużkowski otrzymał podanie z głębi pola, podciągnął z piłką kilkanaście metrów, by strzałem z 12 m w tzw. długi róg pokonać Okręglaka. Od tego momentu dębnianie zaczęli szanować futbolówkę, starając się utrzymywać ją w możliwie bezpiecznej odległości od własnego pola karnego.

Niedługo jednak plan ten udawało im się realizować. Jeszcze w 12 min Szara jakimś cudem zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką po główce Ciesielki, ale 3 minuty później był już bezradny. Jandura długim podaniem obsłużył Kurnytę, a ten strzałem z 6 m nie dał bramkarzowi Orła szans na skuteczną interwencję.

W 19 min powinno być 2-1, lecz po uderzeniu Ciesielki po raz kolejny udaną interwencją popisał się Szara. Przyjezdni zrewanżowali się w 35 min, kiedy to Asseh z 30 m uderzył minimalnie za wysoko.

W światło bramki nie trafił również w 40 min Ciesielka. Po strzale tego samego zawodnika oddanym w 42 min raz jeszcze skutecznie bronił golkiper gości.

Po zmianie stron, o czym była już mowa na wstępie, gra wyraźnie siadła. Goście pilnowali wyniku, nie kwapiąc się do frontalnych ataków, a mimo to mogli zdobyć zwycięskiego gola.

W 76 min groźnie strzelał Drużkowski, na szczęście dla Lubania na miejscu znalazł się Okręglak. Jako ostatni przed bramkową szansą stanął w 88 min Ziętara, jednak i po jego próbie z dystansu Szara nie dał się pokonać.

(DW)

Bramkarz w szpitalu

Tuchovia Tuchów - Sandecja II Nowy Sącz 3-0 (1-0)

1-0 Salwa 15, 2-0 Ustjanowski 53, 3-0 Ustjanowski 65.

Sędziował Zbigniew Walus z Oświęcimia. Żółte kartki: Maciaszek, Kafel - Gurba, Basta. Widzów 400.

Tuchovia: Bargiel 5 - B. Grzebień 6 (77 Ł. Ropski), Różycki 6, Kafel 6, Nalepka 6 - S. Stec 7 (68 Hudyka), Salwa 6, Ustjanowski 7, Maciaszek 5 - Stachoń 7 (80 Kucharzyk), Okaz 5.

Sandecja II: Kozioł (38 Pazgan 3) - Basta 3, Polański 4, Matusik 3, Zachariasz 4 - Zawiślan 3 (46 Kozub 3), Peciak 4, Zalewski 4, Nowak 4 - Gurba 4, Kubiela 3 (59 Filip).

Gospodarze rozpoczęli mecz od frontalnych ataków i już w 15 min objęli prowadzenie; po główce Stachonia bramkarz Sandecji odbił piłkę wprost pod nogi Salwy, który dobijając ją, trafił do siatki. Później gra nieco się wyrównała, zaś po błędach Bargiela dwukrotnie szanse na wyrównanie miał Nowak. Raz posłał jednak piłkę nad pustą bramką, za drugim razem B. Grzebień wybił futbolówkę z linii bramkowej. W 38 min doszło do nieprzyjemnego zderzenia Kozioła ze Stachoniem, po którym bramkarz Sandecji - z podejrzeniem urazu krtani - najpierw trafił do szpitala w Tuchowie, a po chwili został przewieziony do tarnowskiej kliniki na oddział laryngologiczny. Goście nie mieli rezerwowego bramkarza, w bramce stanął więc pomocnik - Nowak.

W drugiej połowie przewaga tuchowian była jeszcze większa. Miejscowi fakt ten udokumentowali strzeleniem kolejnych dwóch goli, których autorem był Ustjanowski. Goście w końcówce próbowali jeszcze strzelić honorową bramkę, jednak Kozub przegrał pojedynek sam na sam z Bargielem, natomiast Zalewski, wykonując rzut wolny z 20 metrów, trafił piłką w poprzeczkę.

PIOTR PIETRAS

Ze wskazaniem na gospodarzy

Łosoś Łososina Dolna - Tarnovia Tarnów 1-1 (0-1)

0-1 Kosecki 32 - samob., 1-1 Pszeniczny 58

Sędziował Piotr Wajdzik z Wadowic. Żółta kartka - Nalepka. Widzów 200.

Łosoś: Cisowski 6 - Mamak 5, Kosecki 5, Słomka 5 - Gwiżdż 5 (80 Olchawa), Pszeniczny 7, Serafin 6, Zelek 5 (88 Święs), Grabczyk 6 - Skirło 5, Zubel 6.

Tarnovia: Ogorzelec 6 - Musiał 5, Malec 5, Surdel 5 (89 Wilk), Wężowicz 5 (80 Gala) - Nalepka 6, Dobrowolski 5, Lubera 5, Mucha 5 - Wolański 6, Mikoś 5.

Jako pierwsi zaatakowali goście. W 6 i 10 min przed szansami stawał Wolański, ale w obydwu przypadkach górą był Cisowski. W 25 min po strzale Serafina z 25 m udanie interweniował dla odmiany Ogorzelec, a w 30 min Grabczyk nie trafił z 20 m. W 32 min tranowianie w dość szczęśliwych okolicznościach wyszli na prowadzenie. Po strzale Mikosia tak niefortunnie piłkę usiłował wybić Kosecki, że skierował ją do własnej siatki.

Po zmianie stron do ataków przystąpili łosinianie. Największą aktywność przejawiał w tym względzie Zubel. W 49 min główkował nad poprzeczką, a w 55 min po jego ponownym strzale głową futbolówkę sparował Ogorzelec. Wyrównanie padło w 58 min. Właśnie Zubel dokładnie podał do Pszenicznego, który minął dwóch obrońców rywali, by strzałem tuż przy słupku umieścić piłkę w siatce. W 75 min z rzutu wolnego kąśliwie uderzał Mikoś, lecz na miejscu znalazł się Cisowski. W końcówce szalę na swą korzyść mogli przechylić miejscowi. Doświadczony bramkarz Tarnovii nie dał się jednak zaskoczyć w 78 min Skirle i w 83 min Pszenicznemu.

Reasumując, więcej dogodnych sytuacji bramkowych wypracowali sobie gracze Łososia. Oni też mieli więcej z gry. Remis zatem uznać należy za sukces drużyny przyjezdnej.

(JH)

Wypunktowani i zdegradowani

Dunajec Nowy Sącz - Wolania Wola Rzędzińska 0-4 (0-1)

0-1 Saletnik 12 - karny, 0-2 Gąsior 68, 0-3 Jasiak 74, 0-4 Gąsior 84

Sędziował Tomasz Żelazny z Krakowa. Żółte kartki: Zając, Biernacki, Czernecki. Widzów 100.

Dunajec: Zając 5 - T. Fałowski 4, Bogdański 4, Czernecki 4, Niemiec 4 - Filip 4, Łukasik 4 (57 Najduch), Ł. Fałowski 4, Potoczek 4 (46 Sowiński) - Biernacki 5, Danek 5 (60 Kopczyński).

Wolania: Mikrut 5 - Wicher 5, Kukuś 5 (85 Raś), Lesiak 5 (88 Roik), Gala 5 - Zych 5, Kozioł 6 (90 Paw), Saletnik 6, Jasiak 7 - Gąsior 7, Drąg 5.

Borykający się z kłopotami nie tylko kadrowymi, Dunajec wyraźnie uległ niczym specjalnym nie imponującej Wolanii. Już w 12 min goście przeprowadzili szybką akcję i Zając musiał faulować napastnika przyjezdnych. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na "wapno". Gola z jedenastki zdobył Saletnik. Największą szansę miejscowych na zdobycie bramki zaprzepaścił Danek, który po dośrodkowaniu Ł. Fałowskiego z 5 metrów główką nie trafił w bramkę. Dogodnych okazji nie potrafił wykorzystać także Biernacki.

W drugiej części zawodów Wolania grała swoje. W 68 min kolejny błąd obrony sądeczan wykorzystał doświadczony Gąsior. Chwilę potem Jasiak popisał się precyzyjnym uderzeniem w tzw. długi róg i było już 0-3. W 84 min Gąsior z 16 metrów zdecydował się na strzał, ustalając wynik. Przygnębieni takim obrotem sprawy piłkarze i działacze Dunajca pogodzili się już definitywnie ze spadkiem swej drużyny z IV ligi.

MAREK KMAK

"Dziennik Polski" 2006-05-15

Autor: ab