Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kłopoty po pas

Treść

REGION. Nocna akcja GOPR w rejonie Łabowskiej Hali

Członkowie Krynickiej Grupy GOPR w poniedziałek późnym wieczorem uratowali życie ośmiu młodym turystom z Warszawy, którzy wędrowali z Jaworzyny na Łabowską Halę. Nastolatkowie wybrali się w góry mimo siarczystych mrozów. Nie wzięli też pod uwagę faktu, że szlak był nieprzetarty. Śnieg w niektórych miejscach sięgał powyżej pasa. Trzy osoby z odmrożeniami I stopnia trafiły na jeden dzień do szpitala.

- W poniedziałek o godz. 17.30 odebraliśmy sygnał z... Rabki - mówi dyżurny ratownik Krynickiej Grupy GOPR Mieczysław Oleksy. - Pomocy wzywała ośmioosobowa grupa harcerzy z Warszawy, którzy na swoje i nasze szczęście mieli telefony komórkowe. Wykręcili numer ratunkowy 601-100-300. Wiadomość została skierowana natychmiast do nas. Szybko podjęliśmy akcję.

Jak się okazało, druhowie postanowili z Jaworzyny Krynickiej w Beskidzie Sądeckim przez Runek dojść do Łabowskiej Hali. Nie wzięli pod uwagę, że zimą taka wędrówka może się okazać groźna dla zdrowia i życia. Na Sądecczyźnie od kilku dni utrzymują się siarczyste mrozy, przekraczające w wielu miejscach nawet 30 stopni. Szlaki turystyczne są nieprzetarte. Po ostatnich opadach śnieg sięga powyżej pasa. W takich warunkach młodzi druhowie (od 16 do 19 lat) w poniedziałek brnęli przez kilka godzin. Kiedy niektórych ogarniało już zmęczenie, a celu wycieczki nie było widać (zresztą zapadł już zmrok), skorzystali z "komórki". To była zbawienna decyzja.

- Na ratunek od strony Wierchomli i Krynicy skuterami wyruszyli nasi ratownicy - mówi naczelnik Marek Wiater. - Wszystko wskazuje na to, że warszawiacy zawdzięczają swoje życie nowoczesnej technice i świetnej sprawności naszych ludzi.

Byliśmy z nimi w kontakcie telefonicznym. Cały czas tłumaczyliśmy im, że muszą pozostawać w ruchu, że w żadnym wypadku nie wolno im się położyć czy zasnąć. Wychodzenie w góry w takich warunkach to naprawdę przejaw lekkomyślności. Oni mieli wielkie szczęście w nieszczęściu.

Jednym z kilku uczestników akcji ratunkowej był Maciej Ludrowski, goprowiec i dyrektor Stacji Narciarskiej Wierchomla.

- Wszyscy mocno zmarzliśmy - mówi. - Kiedy od strony Wierchomli dotarliśmy do tych ośmiu ludzi, sytuacja już była niebezpieczna. Gdyby jeszcze godzinę dłużej znajdowali się na mrozie, to naprawdę strach nawet pomyśleć, co mogło się stać. Znajdowali się już blisko Łabowskiej Hali, gdzie planowali nocleg. Ale na pewno by nie dotarli do schroniska. Nie mieli już sił. Byli wychłodzeni. Trzej najbardziej poszkodowani trafili do krynickiego szpitala w Krynicy. Pozostałych ich kolegów ok. godz. 23 zawieźliśmy samochodem terenowym do Bacówki nad Wierchomlą.

Tam harcerze spędzili noc. Jak nam powiedziała wczoraj pracownica tej górskiej przystani, młodzieńcy mieli świadomość zagrożenia, jakie przeżyli. Byli wdzięczni goprowcom, którzy im pomogli. Wczoraj przed południem opuścili gościnną chałupę z zamiarem powrotu do Krynicy.

- W nocy z poniedziałku na wtorek przyjęliśmy trzech turystów w wieku 18-19 lat - informuje nas dyrektor szpitala w Krynicy Marek Surowiak. - Mieli odmrożenia pierwszego stopnia. Po południu zostali wypisani.

Niefortunnych wędrowców nie udało się nam "zlokalizować". Dlatego nie mogliśmy ich spytać, dlaczego mimo tak trudnych zimowych warunków wyruszyli na wycieczkę w góry.

Ta "przygoda" niech będzie przestrogą dla tych wszystkich, którym wydaje się, że turystyka w Beskidzie Sądeckim jest łatwa, miła i przyjemna. Tym razem skończyło się na strachu. Starzy kryniccy goprowcy jednak przypominają, że w okolicach Łabowskiej Hali w przeszłości w zimowych warunkach zanotowano kilka śmiertelnych wypadków. Piotr GryŹlak

"Dziennik Polski" 2005-01-25

Autor: ab