Komu poparcie?
Treść
NOWY SĄCZ. Komu odda swoje poparcie Jerzy Gwiżdż? Za którym z kandydatów opowie się w drugiej turze Kazimierz Sas? Czy Gwiżdż wybierze mandat radnego czy prezesurę MPEC? Czy Sas woli być radnym emerytem czy dyrektorem szkoły bez mandatu? Po zakończeniu pierwszej rundy wyborów uwaga skupia się nie tylko na zwycięzcach, ale i na przegranych. Ich głos na "tak" może zadecydować o tym, przy którym z kandydatów na prezydenta Nowego Sącza Ryszardzie Nowaku z PiS, czy Piotrze Lachowiczu popieranym przez PO niezdecydowany wyborca postawi krzyżyk.
- Będę zabiegał o elektorat kandydatów, którzy odpadli w pierwszej turze, chcę również uaktywnić jeszcze bardziej tych, którzy dotąd mnie wspierali - deklaruje Ryszard Nowak, zwycięzca pierwszej tury wyborów na prezydenta Nowego Sącza.
Jego konkurent Piotr Lachowicz, kandydat Platformy, który po wyborczych emocjach wrócił do pracy w ratuszu z 22-dniowego urlopu, uważa, że w drugiej turze obaj mają równe szanse na zwycięstwo.
Pytany, czy zwróci się do konkurentów, którzy przegrali pierwszą turę odpowiada: - Liczę przede wszystkim na poparcie mieszkańców. Z przyjemnością przyjmę poparcie każdego z ugrupowań, bo nigdy podczas mojej współpracy z ludźmi nie kierowałem się ich poglądami politycznymi - dodaje.
Ryszard Nowak twierdzi, że gotów jest rozmawiać z Gwiżdżem. Zamierza przekonać do siebie elektorat obu kandydatów swoim programem. - Mamy w programie PiS podobne jak lewica propozycje socjalne. Myślę, że to powinno przekonać tych niezdecydowanych. Natomiast pana Kazimierza Sasa nie będę prosił o poparcie - zapewnia.
Kto za kim?
Jerzy Gwiżdż i Kazimierz Sas, którzy odpadli po pierwszej turze wyborów prezydenckich teraz zastanawiają się, którego z pozostałych na polu walki konkurentów poprzeć w drugiej rundzie.
- Konsultuję się ze swoimi ludźmi. Wybór prezydenta miasta to zbyt poważna sprawa, by kierować się tylko kryterium politycznym. Trzeba popatrzeć, jakie obaj kandydaci mają plany. Chcę na chłodno przeanalizować walory obu konkurentów, żeby mieć czyste sumienie - mówi Sas.
Jak dotąd zaprosił go do rozmów tylko komitet Piotra Lachowicza, kandydata PO. - Nowak ze mną nie rozmawiał, być może PiS obowiązuje doktryna, że z lewicą nie rozmawiają? - zastanawia się.
Gwiżdż prowadzi rozmowy z komitetami PiS i PO. Obaj kandydaci szukają u niego poparcia, bo też jest o co walczyć. Przy założeniu, że wraz z poparciem Gwiżdża i jego elektoratu zwiększa się szansa kandydata na zwycięstwo w wyborach prezydenckich i zyskanie większości w Radzie Miasta, w której Sądeckiemu Dialogowi przypadły dwa mandaty. Arytmetyka nowej Rady jest następująca: 10 mandatów dla PiS, 10 dla PO (w bloku z Porozumieniem Sądeckim), jeden radny lewicowy i dwójka z listy Sądeckiego Dialogu. Zyskanie tych ostatnich dwojga daje prezydentowi (bez względu na to, czy wygra kandydat PiS czy PO) większość, która ułatwi rządzenie miastem. Jest więc o czym dyskutować i nic dziwnego, że Jerzy Gwiżdż nie spieszy się z decyzją, tym bardziej, że musi jeszcze dokonać wyboru
między mandatem a prezesurą
w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej. Ustawa o samorządzie mówi jasno, że nie można łączyć funkcji kierowniczych w podległych prezydentowi miasta podmiotach z mandatem radnego.
Z tego powodu przed czterema laty Gwiżdż zrezygnował z mandatu radnego na rzecz kierowania MPEC-em, które powierzył mu prezydent Józef Antoni Wiktor. Kadencja prezesa kończy mu się w przyszłym roku. Ale Jerzy Gwiżdż już teraz musi wybrać między Radą a prezesurą. I to jego główny atut. Decyzja zapewne zależeć będzie od tego, czy kandydaci na prezydenta gotowi są powierzyć mu spółkę na kolejną kadencję.
- To kwestia decyzji władzy. Firma dobrze prosperuje, więc nie ma powodu, żeby się martwić. O zastępstwo w Radzie się nie boję. Nasz zespół jest bardzo dobry, nie trudno mnie będzie zastąpić - mówi Jerzy Gwiżdż, zaznaczając, że jego decyzja wymaga dużej rozwagi, dlatego nie zamierza się z nią spieszyć.
Jeśli Piotr Lachowicz zostanie prezydentem, na pewno zaproponuje Gwiżdżowi dalsze zarządzanie spółką:
- Pan Gwiżdż jest bardzo dobrze przygotowany do prowadzenia tego przedsiębiorstwa. Osiągnął dobre wyniki. Bez względu na to, jak potoczą się moje dalsze losy, nie widzę powodu, żeby odwoływać dobrego prezesa - mówi.
W podobnym tonie odpowiada Ryszard Nowak:
- Jerzy Gwiżdż nie został prezydentem, nie sądzę, żeby satysfakcjonowała go teraz praca radnego. Pewnie zechce kontynuować pracę prezesa MPEC. O ile wiem, sprawdził się na tym stanowisku i oceny jego pracy są pozytywne. Ja tego nie analizowałem. Wolę, żeby jego decyzja o jego ewentualnym poparciu dla mnie wynikała z przekonania, a nie była przedmiotem targów - dodaje.
Sas na emeryturę?
Również Kazimierz Sas musi wybierać między pracą dyrektora podległego prezydentowi Zespołu Szkół Elektryczno-Mechanicznych a mandatem radnego, na którego został wybrany głosami 649 mieszkańców. Przed nim niełatwe zadanie, bowiem reprezentuje lewicę i demokratów 23-osobowej - w 99 procentach prawicowej Radzie Miasta.
- Podejmując decyzję o kandydowaniu na prezydenta, zdecydowałem również, że odchodzę ze szkoły. Teraz będę konsekwentny. Muszę być fair wobec ludzi, którzy oddali na mnie głos. Zastanawiam się, ale prawdopodobnie wybiorę bycie radnym. Chcę godnie reprezentować mieszkańców Sącza i pilnować, by prezydent dotrzymał wyborczych obietnic - zapowiada.
Sas jako nauczyciel po trzydziestu latach pracy może odejść na emeryturę. Na wysokość jego uposażenia wpłynie pensja zawodowego posła, którym był przez 12 ostatnich lat, zanim wrócił do szkoły.
Monika Kowalczyk
"Dziennik Polski" 2006-11-15
Autor: wa