Przejdź do treści
Przejdź do stopki

"Królowa piękności z Leenane"

Treść

W ramach VIII edycji Wieczorów Małopolskich organizowanych przez MCK "Sokół" w Nowym Sączu, Teatr Nowy z Poznania pokazał nieschodzący od czterech lat z afisza spektakl "Królowa piękności z Leenane" irlandzkiego dramaturga Martina Mc Donagha. To przejmujące, pełne okrucieństwa studium starości i kobiecej rywalizacji między matką i córką.

Na uboczu tętniącego życiem świata, w domu na stokach jednego ze wzgórz, których w Irlandii nie brakuje, żyją w osamotnieniu matka i córka. Matce dni mijają w rytmie bujanego fotela, codziennej kaszy na mleku, pitego bulionu i telewizyjnych wiadomości. Jest stara, ale nie niedołężna. Choruje na przewody moczowe, na upływający beznadziejnie czas, na poczucie ciągłego braku zainteresowania nią i opieki. Gdy musi, dźwiga się z fotela i sama szykuje, co trzeba. Wykorzystuje jednak każdy ruch, by podkreślić demonstracyjnie swoje istnienie. Tym choćby, żeby wylać własny mocz do zlewu w kuchni, by cuchnął i dawał świadectwo jej obecności. Jest zazdrosna o każde wyjście córki z domu, oszukuje ją, ukrywając zaproszenia na potańcówki. Córce czas biegnie na posługiwaniu i znoszeniu kaprysów starej zgorzkniałej towarzyszki życia. Z atrakcyjnej kobiety przeobraża się w domowego wycierucha. Ma świadomość, że matka tłamsi jej osobowość, jej kobiecość, powoduje, że upodobnia się do niej, jest coraz bardziej zgorzkniała i zdziczała. Żyją obie w poczuciu przegranego losu i wzajemnie się o to obwiniają. Między nie wkrada się nienawiść i agresja. Córka zaczyna matkę dręczyć, a nawet torturować. Jednocześnie próbuje ratować życie romansem z mężczyzną z miejscowości, w której mieszka. Demonstracyjnie afiszuje swoje seksualne przeżycia, właśnie dlatego, że dla matki jest to dotkliwie bolesne. Poza tym to jedna z okazji, by podkreślić, że coś ją jeszcze od matki różni. Że przeżywa rozkosz i ma marzenia.

Przygodny kochanek czaruje ją pięknymi słówkami, nazywając królową z Leenane, ale zaręcza się z kimś innym i wyjeżdża do Anglii do pracy. Córka morduje matkę.

Spektakl jest ascetyczny. Wszystko rozgrywa się w pustawej przestrzeni pokoju z brudnymi, seledynowymi ścianami. Z każdą minutą atmosfera gęstnieje i staje się duszna. Krwawy finał zapowiada czerwona dłoń matki, spoczywająca na oparciu fotelu, poparzona celowo przez córkę olejem od frytek, by wymusić na niej jakąś informację.

W tle mamy przemoc, polityczne waśnie irlandzko-angielskie. Sąsiadowi przydałby się duży żelazny pogrzebacz do walki z policją. Ostatecznie przedmiot ten staje się narzędziem zbrodni. Wszędzie tam, gdzie pokazywano spektakl, budził ogromne emocje. Wielu amatorów teatru wolało go ominąć, bo zbyt natarczywie przypomina lustro własnych domowych problemów i nazywa po imieniu to, co w ludziach umiejętnie skrywane. Ile winy w obu postaciach? Każdy ogląda je i ocenia po swojemu. W tym jest siła tego niezwykłego spektaklu. No i w aktorstwie. Krystyna Feldman (rocznik 1920, w co trudno uwierzyć!) buduje na niewielkiej ilości tekstu postać jednocześnie tragiczną i śmieszną, wzbudzającą sympatię i odrazę, dynamiczną i zniedołężniałą, porywczą i zamkniętą w sobie, bezradną i sprytną. Towarzyszy jej równie pełną kreacją aktorską Daniela Popławska, jako córka Morine.

Poznański Teatr Nowy jest niedawnym laureatem głównej nagrody zdobytej na prestiżowym festiwalu w Edynburgu i należy do krajowej czołówki scen. Napis "Jesteśmy z Poznania" na jednym z samochodów transportowych tego teatru jest czymś więcej, niż tylko dodatkiem do tablicy rejestracyjnej.

Wojciech Chmura

Krystyna Feldman:

- Pobyt w Nowym Sączu wspominam niezwykle ciepło. Bardzo lubię te strony, a przede wszystkim przemiłych, otwartych ludzi. Żałuję, że przebywałam u was tak krótko. Cieszę się natomiast, że mogłam dla nich zagrać w sztuce, która jest dla nas niezwykle ważna. Kocham ją, choć mnie w niej mordują, ale jednak daje nam powód do nieustającej refleksji nad własnym życiem. Można o niej mówić wiele. Jest wielowątkowa. Opowiada o lęku przed samotnością, który bywa tak częsty o starszych osób. Pokazuje zaborczość, zazdrość matki, której ostała się jedyna córka, jej jedyny skarb. Na swój sposób obie się kochają, są skazane na siebie. Taka sytuacja rodzi bunt, najpierw cierpkie słowa, potem wzajemną nienawiść.

Mogę powiedzieć otwarcie, że w moim życiu takich sytuacji szczęśliwie nie było. Trudno wyciągać z każdej roli jakieś nauki dla siebie i zastanawiać się, czy we mnie nie takiej bohaterki, bo chyba bym zwariowała. Budując postać sceniczną podchodzę do niej z własnymi ugrutowanymi ocenami i zapatrywaniami.

Nie zwalnia mnie to jednak z obowiązku, by wejść głęboko w tę rolę, która jest przesłaniem dla innych. Sztuka porusza fundamentalne zagadnienie. Dlaczego w jednej rodzinie osoba wiekowa, czy niepełnosprawna, jest właśnie tym skarbem, a w innych nie mogą na takich ludzi patrzeć. To oczywiście kwestia konkretnej osoby, ale wkraczamy tu na grunt moralny, stosunku w ogóle człowieka do człowieka.

Notował (WCH)

"Dziennik Polski" 2005-10-11

Autor: ab