Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Kto nas będzie leczył?

Treść

Lekarzy - zwłaszcza młodych - kusi wizja lepszego startu zawodowego za granicą i większych zarobków

Ponad tysiąc lekarzy z Małopolski w ciągu ostatnich trzech lat wyjechało, bądź nosi się z zamiarem wyjazdu z kraju. Wśród nich znalazło się 33 lekarzy pracujących w Nowym Sączu oraz powiatach nowosądeckim, limanowskim i gorlickim. Pobrali oni już w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Krakowie dokumenty, niezbędne do rejestracji w krajach unijnych.



Niektórzy z pewnością już wyjechali za granicę, część być może rozważa taką możliwość. Podobnych trudnych decyzji nie wahają się podejmować pielęgniarki i położne, emigrujące w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy.

Alarmistyczne informacje padły niedawno z ust uczestników XXIII Okręgowego Zjazdu Lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie, zorganizowanego w Rytrze. Rozmawiano o sytuacji służby zdrowia i o najbardziej istotnych sprawach nurtujących środowisko lekarskie, w tym - o swoistym exodusie tej grupy zawodowej. Lekarze co prawda "odpływają" przede wszystkim z większych ośrodków medycznych, ale coraz częściej na ten krok decydują się również specjaliści z mniejszych miast i miejscowości. Lepiej płatnej pracy za granicą szukają nie tylko młodzi lekarze po studiach, widzący lepszą perspektywę startu w zawodzie w krajach nie tylko unijnych, ale - co gorsza - doświadczeni specjaliści. Środowisko lekarskie patrzy z niepokojem w przyszłość. Może okazać się bowiem, że za kilka lat lekarzy, posiadających taką, czy inną specjalizację będzie jak na lekarstwo. W całym regionie, począwszy od Nowego Sącza, aż po Gorlice nie ma szpitala, przychodni, czy chociażby wiejskiego ośrodka zdrowia, nie mówiąc już o pogotowiach ratunkowych, których dyrektorzy, czy kierownicy nie poszukiwaliby lekarzy specjalistów chętnych do pracy.Nie lekceważyć problemu

Ta emigracja to już poważny problem, którym zajęli się nawet parlamentarzyści. Opierając się na danych Naczelnej Rady Lekarskiej alarmują, że pracować w innym kraju wyjechała już jedna piąta lekarzy - zwłaszcza młodych - których kusi perspektywa lepszych zarobków oraz szybszej niż w Polsce możliwości zdobycia w Europie specjalizacji. Te argumenty brane są m. in. pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o opuszczaniu kraju, bądź to na stałe, bądź czasowo. Na pewno uwzględniali je lekarze zrzeszeni w Małopolskiej Okręgowej Izbie, którzy pobrali dokumenty, niezbędne do rejestracji w krajach unijnych.

Izba skupia 13 tys. lekarzy różnych specjalności - w tym także stomatologów i swoim zasięgiem obejmuje teren z Krakowem, po Nowy Sącz, Krosno i Przemyśl z wyłączeniem Rzeszowa, który ma własny autonomiczny okręg. Zdaniem Ireny Gawrońskiej, wiceprezes krakowskiej Izby i pełnomocnika nowosądeckiej Delegatury OIL 800 lekarzy, zrzeszonych w niej pobrało od 2004 roku stosowne zaświadczenia. Część z nich z pewnością pracuje już za granicą, a część być może poważnie rozważa taką ewentualność. Z danych udostępnionych nam przez Okręgową Izbę Lekarską wynika, że od momentu wejścia Polski do Unii do początku bieżącego miesiąca o niezbędną dokumentację postarało się 33 lekarzy różnych specjalności zrzeszonych w Izbie na ponad 1200 pracujących w Nowym Sączu oraz powiatach nowosądeckim, limanowskim i gorlickim.

- Jeśli chodzi o te cztery powiaty, to być może problem odpływu lekarzy nie jest aż tak alarmujący, jak w innych regionach Małopolski - przyznaje Irena Gawrońska. - Może to wynikać na przykład z przywiązania do miejsca, w którym się mieszka i pracuje, do rodziny, aczkolwiek sprawy nie można lekceważyć.

Do pracy za granicę emigrują specjaliści dobrze wykształceni m. in. chirurdzy, anestezjolodzy, ginekolodzy. Nie jest to jednak jedyna grupa medyków, opuszczająca kraj. Z różnych źródeł nadchodzą wieści, że młodzi lekarze po studiach także wybierają karierę zawodową poza krajem.

- Z naszego rozeznania wynika, że młodych lekarzy może być spora grupa - mówi doktor Gawrońska. - Trudno tę liczbę oszacować. Są to osoby, które dopiero co ukończyły studia i nie zarejestrowały się w naszej Izbie Lekarskiej. Nie zdążyły jeszcze być jej członkami, a już opuściły kraj, bądź mają taki zamiar. Trzeba też wziąć pod uwagę lekarzy, wyjeżdżających do krajów nie będących w Unii. Te osoby nie potrzebują takich dokumentów.

Motywacją, która skłania lekarzy do emigracji z kraju są nie tylko dużo niższe zarobki oferowane w rodzimych ośrodkach zdrowia i szpitalach, ale także przewlekłe procedury otwarcia specjalizacji i skomplikowany system szkolenia przyszłego specjalisty. Młody lekarz nie jest atrakcyjnym kontrahentem dla Narodowego Funduszu Zdrowia, który ustawia wysokie poprzeczki i wymaga na danych stanowiskach i miejscach pracy lekarzy na przykład z drugim stopniem specjalizacji.

- System szkolenia młodych lekarzy jest skomplikowany - twierdzi doktor Gawrońska. - Zatrudniony przez określoną placówkę medyczną dokształca się dalej robiąc specjalizację, na którą musi poświęcić od 5 do 7 lat. Ten okres spędza najczęściej w klinice, natomiast nie pracuje w tym czasie w placówce, która go zatrudniła. Najczęściej bywa tak, że specjalizuje się on nie w swoim szpitalu. Jeśli więc w najbliższym czasie nie będzie żadnego odzewu ze strony Ministerstwa Zdrowia, które da jakąś nadzieję na zmiany w sposobie kształcenia się lekarzy to ta grupa zawodowa, przynajmniej młodsza wiekowo będzie wyjeżdżać z kraju.

Ze szpitala do firm prywatnych

Problem wyjazdów lekarzy, pielęgniarek, czy położnych, pracujących w sądeckim szpitalu i działających w jego strukturach poradniach specjalistycznych nie spędza jeszcze snu z powiek dyrektorowi Arturowi Puszko.

- Sytuacja nie jest alarmująca - mówi dyrektor. - Lekarze z długoletnią praktyką zawodową - można powiedzieć - są "wrośnięci" w w ten region, związani z miejscem, w którym pracują. Nie mają chyba takiej pokusy, by wyjechać za granicę właściwie tylko dla pieniędzy. Trzeba wziąć też pod uwagę to, że na Sądecczyźnie jesteśmy bodaj największym pracodawcą, zatrudniającym lekarzy, pielęgniarki i położne. Kraków jest zdecydowanie większym ośrodkiem medycznym, gdzie jest znacznie więcej szpitali. Tam sytuacja jest zupełnie inna. Natomiast wracając na nasze podwórko, to zdarzają się przypadki przejścia lekarzy i średniego personelu do firm prywatnych. Trudno się zresztą temu dziwić. Także część zatrudnionych u nas osób pracuje popołudniami w niepubliczych zakładach opieki zdrowotnej, aczkolwiek muszą być oni wykazani w NFZ w jednej placówce.

Brakuje lekarzy

Przypadki wyjazdów lekarzy oraz ratowników za granicę odnotowało również sądeckie pogotowie ratunkowe. Jeden z lekarzy przeniósł się do Irlandii, kraj opuściło też dwóch ratowników.

- Nie dziwię się takim decyzjom i rozumię motywację takich osób - mówi Danuta Cabak Fiut, szefowa pogotowia. - Za granicą będą zarabiały kilkukrotnie więcej. Oczywiście jest mi przykro, bo z kraju "uciekają" świetni specjaliści. Natomiast coraz bardziej w środowisku medycznym daje o sobie znać inny problem - niedoboru lekarzy. Im dalej od miasta akademickiego, tym staje się on poważniejszy. Dyskutowaliśmy niedawno o tym na zjeździe lekarzy w Rytrze. Mówiliśmy, że są rejony, w których występują już tzw. "białe plamy" jeśli chodzi o lekarzy specjalistów. Nie chcę być złym prorokiem, ale może okazać się, że za trzy cztery lata do specjalisty trzeba będzie jeździć do odleglych ośrodków, a może nawet za granicę. Ja na pewno borykam się z brakiem lekarzy, którzy chcieliby pracować w pogotowiu. Jeśli przykładowo z pogotowia odejdzie dwóch lekarzy, to zaczyna się dla mnie robić kłopot. Nie można porównywać takiej sytuacji z odejściem dwóch, albo trzech osób z dużej kliniki. Wracając natomiast do kwestii wyjazdów za granicę, to nie każdy lekarz decyduje się na to. Część po prostu szuka innej pracy zatrudniając się np. w firmach farmaceutycznych.

Dyrektor pogotowia przyjęłaby do pracy od zaraz chirurgów, internistów, medycyny ratunkowej, anestezjologów. Problem niedoboru specjalistów dotyka także przychodnie. Jeśli któryś z nich zachoruje, to sytuacja robi się wręcz podbramkowa, rozdzwaniają się telefony w poszukiwaniu kogoś, kto zastąpiłby chorego.

Specjalista poszukiwany

Podobna tendencja do zatrudniania medyków różnych specjalności wybija się też zdecydowanie w szpitalu im. Józefa Dietla w Krynicy Zdroju, który pod kierunkiem dyrektora Marka Surowiaka od kilku lat nieźle prosperuje.

- Mile widziani są u nas lekarze, bo chcemy się dalej rozwijać - tłumaczy Surowiak. - Poszukujemy m. in. internistów i kardiologów na oddział wewnętrzny. Potrzebne jest szybkie jego wzmocnienie, bowiem w ciągu kilku ostatnich miesięcy odeszło z niego dwóch internistów. Wybrali pracę w sanatoriach.

Szpital, w którym pracuje obecnie 29 medyków jest gotowy zatrudnić praktycznie od zaraz specjalistów w dziedzinie neurologii i chirurgii. Zespół lekarski uzupełni w najbliższych dniach okulistka z Ukrainy, która będzie robiła specjalizację z anestezjologii. Dyrektor Surowiak przyznaje, że nie boryka się raczej z problemem odpływu lekarzy wyjeżdżających za granicę. Jego zdaniem niewielu z nich decyduje się na to, a jeśli już, są to sporadyczne przypadki. Przypomina sobie, że przed czterema laty do Norwegii wyjechała jedna pielęgniarka, która pracowała w szpitalu oraz lekarka, która wyemigrowała, kiedy już nie pracowała w tej lecznicy.

Migracja wewnętrzna

Lekarzy różnych specjalności poszukuje również szpital w Limanowej. Praca czeka tam na: neonatologa, nefrologa, ginekologa, specjalistę szpitalnego oddziału ratunkowego, internistę i specjalistę, który chciałby pracować w oddziale paliatywnym.

- Przyznaję jest to problem, z którym próbujemy sobie jakoś radzić, choć nie jest to łatwe - mówi Antoni Róg, dyrektor szpitala. - Natomiast nie zauważam, by lekarze z tego terenu decydowali się lawinowo na wyjazdy do innych krajów. Raczej mówiłbym o migracji wewnętrznej, na przykład ze szpitala do innych firm, czy placówek medycznych. W ciągu czterech ostatnich lat na taki krok, bądź przejście na emeryturę zdecydowało się kilkunastu lekarzy. Natomiast spokojny jestem jeśli chodzi o obsadę pielęgniarek oraz położnych. Limanowszczyzna pod tym względem jest nasycona, dzięki istniejącej tu kiedyś szkole pielęgniarek i położnych. Jej absolwentki znajdują pracę także i w innych miastach m. in. Brzesku, Bochni, Krakowie.

Dają ogłoszenia


Szpital specjalistyczny im. Henryka Klimontowicza w Gorlicach, podobnie jak inne, stara się również wszelkimi siłami pozyskiwać specjalistów. W ubiegłym roku z pracy w nim zrezygnowało 6 medyków, w tym jeden wyjechał za granicę. W 2005 odeszło dwóch lekarzy. Jeden z nich wyemigrował.

- Szukamy chętnych do pracy poprzez m. in. ogłoszenia o zatrudnieniu - mówi Jerzy Boczoń, zastępca dyrektora szpitala. - Potrzeba nam neurologów, radiologów, specjalistów rehabilitacji, stomatologów, onkologa klinicznego, pediatrę. Ciężko pozyskać lekarzy, mających ukończone rzadkie specjalności.

Pielęgniarki i położne nie wahają się

Lepsze perspektywy awansu zawodowego oraz zarobków skłaniają także pielęgniarki i położne do szukania pracy w krajach unijnych. Zdarza się, że przenoszą się one z rodzinami na przykład do Austrii, Irlandii, Włoch, Francji. Częściej jednak "lepszy" start w zawodzie wybierają młode absolwentki szkół pielęgniarek i położnych, niż ich koleżanki, mające kilku, czy kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe i rodziny. Największy ich "odpływ" zauważalny jest zdecydowanie w większych miastach Małopolski. Jak powiedziała nam Halina Zarotyńka, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Nowym Sączu zaświadczenia o posiadanych kwalifikachach pobrało z niej od 2004 roku 17 kobiet z Nowego Sącza, 29 z powiatu nowosądeckiego, 11 z Gorlic i 9 z powiatu gorlickiego. Z pewnością część z nich pracuje już w innych krajach, choć niekoniecznie, jako pielęgniarki i położne.

- Część osób, która wyjechała za granicę nadal wykonuje swój wyuczony zawód, ale część jest zatrudniona na przykład, jako opiekunki w domach pomocy społecznej - mówi Halina Zarotyńska. - Z naszego regionu pielęgniarki i położne raczej nie wyjeżdżają masowo za granicę. Przypuszczam, że pewną barierą jest znajomość języka obcego, poza tym większość założyła już własne rodziny. Problem występuje natomiast w Krakowie, gdzie czasami nawet po kilka osób z odziału chce wyemigrować. Generalnie jednak w Polsce brakuje pielęgniarek. Są bowiem w kraju takie rejony, w których pielęgniarki są bezrobotne. Tak jest na przykład w południowej części Polski. Nasza Izba otrzymuje dla nich oferty pracy ze szpitali ze Śląska, znad morza, czy Warszawy. By zatrzymać tę grupę zawodową w kraju należy przede wszystkim godnie jej płacić za pracę.

Anna Gajzler Mokrzycka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w sądeckich szpitalu przyznaje natomiast, że te grupy zawodowe są przeciążone pracą.

Ze szpitala w Gorlicach odeszło w ubiegłym roku siedem pielęgniarek, pielęgniarz i położna. Dwie osoby z tego grona wyjechały za granicę, jedna pielegniarka przeszła na emeryturę, pielegniarz na rentę, a pozostali zmienili pracę. Na ich miejsca zostały przyjęte absolwentki pielęgniarstwa. Dyrekcja szpitala otrzymywała też prośby pielęgniarek o udzielenie im urlopu bezpłatnego na okres od trzech do sześciu miesiecy celem wyjazdu za granicę.

Iga Michalec, "Dziennik Polski" 2007-04-10

Autor: ea