Ktoś tu kręci
Treść
- Ja tylko prosiłem chłopaka, żeby oddał telefon, skoro nie ma pieniędzy, by za niego zapłacić - mówił wczoraj przed sądem 28-letni A. O.
NOWY SĄCZ. Przed Sądem Okręgowym rozpoczął się wczoraj proces trzech sądeczan oskarżonych o rozboje na uczniach Zespołu Szkół Kolejowych, których zastraszali, a następnie odbierali im telefony komórkowe.
Z ustaleń prokuratury wynika, że sprawcy działali w porozumieniu. Rolę napastnika miał odgrywać 28-letni A. O., który groźbami zastraszał swoje ofiary. W listopadzie 2004 r. miał nawet posiłkować się nożem, by wywrzeć większe wrażenie na uczniu "kolejówki". Natomiast pozostali dwaj oskarżeni - 23-letni J. L. oraz 18-letni K. Ch. - blokowali ofiarom drogę ucieczki. Tak przynajmniej twierdzą pokrzywdzeni. Sami sprawcy nie przyznają się do winy, złożyli też niespójne zeznania, zaciemniające tło przestępczego procederu. W sprawie nie bez znaczenia jest fakt, iż A. O. i J. L. byli już wcześniej karani za podobne czyny, działali więc w warunkach recydywy.
A. O. utrzymywał wczoraj przed sądem, że działał na prośbę J. L. trudniącego się handlem telefonami komórkowymi. W listopadzie ubiegłego roku i w styczniu 2005 r. 23-latek miał go poprosić o pomoc w odzyskaniu sprzętu, który sprzedał uczniom technikum kolejowego.
- Mówił, że chłopak nie chce mu zapłacić za komórkę - opowiadał przed sądem A. O. - Dlatego poprosiłem go, żeby oddał telefon. Nie groziłem mu, nie używałem przemocy, a już na pewno nie miałem przy sobie noża.
Zupełnie inne zeznania złożył przed sądem jego kompan J. L., który przekonywał, że nigdy nie prosił A. O. o pomoc w odzyskaniu pieniędzy za sprzedane telefony. Stwierdził, iż był jedynie świadkiem zajścia, podczas którego A. O. odebrał ucznowi komórkę.
- Używał wulgarnych słów, by go zastraszyć - opowiadał J. L. - Widać było, że chłopak się przestraszył i oddał telefon. A. O. nie robił tego dla mnie, zresztą nigdy potem nie widziałem tego aparatu. Nie próbowałem oponować, czy stawać w obronie pokrzywdzonego, bo bałem się A. O.
Trochę zamieszania wniosły do sprawy zeznania najmłodszego z oskarżonych, 18-letniego K. Ch., który utrzymuje, że nie mógł uczestniczyć w opisywanych przez pokrzywdzonych rozbojach, bo w listopadzie 2004 r. nie wychodził z domu, a w styczniu 2005 r. był w specjalnym ośrodku wychowawczym.
- Zostałem tam przyjęty właśnie w dniu, w którym doszło do tego drugiego zajścia - stwierdził stanowczo K. Ch. - Można to przecież sprawdzić.
Okazało się, że sąd sprawdził i wyszło na jaw, że oskarżonemu pomyliły się daty, bowiem do ośrodka trafił nie w dniu rozboju, lecz dobę po nim.
Pierwsza część procesu została rozpisana na trzy dni. Przesłuchiwani będą jeszcze pokrzywdzeni oraz świadkowie. (SZEL)
"Dziennik Polski" 2005-06-14
Autor: ab