Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Malunki Pani Zimy

Treść

Kiedy powieszony za oknem termometr pokaże dwadzieścia kresek poniżej zera, można ogladać jedne z najwspanialszych zimowych obrazów: szadź. Centymterowe igiełki lodu pokrywają eksponowane przedmioty - dachy, ściany domoów, wszelkie przewody i kable. Najładniej wyglądają jednak drzewa i krzewy ubrane w strój błyszczący niczym szlachetne kamienie. Szadź - zwana niekiedy sadzią - powstaje w nocy po słonecznym dniu. Kiedy zaczyna się oziębiać, każdy gram pary wodnej zamienia się w lód, który krystalizuje na każdym wystającym przedmiocie. Nocą kryształki lodu jeszcze rosną, gdy lód zaczyna sublimować. To takie dziwaczne zjawisko, gdy niektóre substancje stałe przechodzą w stan gazowy, z pominieciem płynu. Przytrafia się to wodzie, dzięki czemu można rankiem podziwiać zimowe malunki. Co ciekawsze, na nizinach kryształki lodu przybierają postać łuseczek, a u nas w górach głównie rozbudowanych igiełek, dzięki czemu świerki i inne iglaste drzewa wyglądają wręcz cudownie. Diamentowe przybranie załamuje światło i iskrzy się w promieniach wschodzącego słońca i jest to moment, na który czyhają mistrzowie fotografii. Najpiękniejsze zimowe pejzaże są później ozdobą kalendarzy i renomowanych wystaw. Chwila na zrobienie zdjęcia życia jest bardzo krótka. W dwie-trzy, godziny po wschodzie słońca kryształki topią się i znikają bez śladu. Następna okazja może zdarzyć się kolejnego ranka lub... za rok. Szadź ma też swoją gorszą twarz. Pozornie czarny i suchy asfalt dróg pokryty ledwo widocznymi drobinami lodu, zamienia się w śmiertelnie śliską pułapkę. Leśnicy też spoglądają na szadź z nieufnością. Bywa, że pod ciężarem kryształków wyglądających jak diamentowe wisiorki łamią się nawet grube gałęzie leśnych drzew i szadź niszczy hekatry lasu. No cóż, z tymi urokami zimy to dziwnie bywa.

"Dziennik Polski" 2005-02-08

Autor: ab