Mam poczucie krzywdy
Treść
Rozmowa z Edwardem Ciągłą, posłem Ligi Polskich Rodzin
- Po tym, jak liderzy koalicji Ligi Prawicy Rzeczpospolitej (LPR, UPR, PR) zdecydowali, że to nie Pan - jedyny poseł LPR w okręgu nr 14 - otworzy listę kandydatów do parlamentu w październikowych wyborach, ale liderem będzie Stanisław Rakoczy z Prawicy Rzeczpospolitej, postanowił Pan odejść z partii. Ale z kandydowania do Sejmu Pan nie zrezygnował?
- Startuję z listy Prawa i Sprawiedliwości.
- Z którego miejsca?
- Z szóstego.
- Nie takie miał Pan plany w związku z wyborami.
- Rzeczywiście nie takie. Cały czas sądziłem, że będę pierwszy na liście LPR. Nikt nie konsultował ze mną zmiany.
- Jakie było miejsce Stanisława Rakoczego na liście, którą Pan układał?
- Był drugi na liście do Sejmu. A w pierwszej wersji pan Rakoczy miał być kandydatem do Senatu.
- Sądzi Pan, że zmiana kolejności to jego zasługa?
- Nie sądzę że samego pana Rakoczego.
- Czyli to decyzja Romana Giertycha?
- Nie wiem, bo nikt jej ze mną nie konsultował. W środę w Sejmie spotkałem się z przewodniczącym LPR na jego prośbę i wtedy mi powiedział, że jestem na drugim miejscu. Ponieważ takie ustalono parytety z koalicjantami - część pierwszych miejsc na listach przypadła Prawicy Rzeczpospolitej Marka Jurka, którą reprezentuje Stanisław Rakoczy. Taka jest oficjalna wersja. A nieoficjalnie, to byli działacze LPR, którzy tworzą nowe partie, usiłują wpływać na politykę. Efektem jest to, że struktury Ligi rozsypują się w drobny mak.
- Obraził się Pan na LPR za to drugie miejsce na tyle, żeby odejść do PiS u?
- Nie, już od dawna miałem wątpliwości. Nie podobało mi się, że nasze ugrupowanie włączało się w awanturę i popieranie niejasnych powiązań Leppera i Kaczmarka. W ten sposób LPR przeszkadzał rządowi w robieniu porządku. Miałem nadzieję, że koalicja PiS, LPR, Samoobrona będzie trwała i kontynuowała rozpoczęte reformy, jednak ambicje, czy może niedoświadczenie poszczególnych liderów, doprowadziły do przedterminowych wyborów, które moim zdaniem nie za bardzo zmienią sceną polityczną. To wszystko razem miało wpływ na moją decyzję. A bezpośredni impuls, to zmiana kolejności na liście wyborczej.
- Z drugiego miejsca na liście nie miałby Pan szans na mandat?
- Miałbym szanse zdobyć pierwsze miejsce, ale nie mandat. Przy zbieraniu podpisów dla Ligi słyszałem od ludzi, że robią to dla mnie, nie dla LPR. Wyborcy nie mogą wybaczyć LPR tego awanturnictwa.
- Na łamach jednej z lokalnych gazet powiedział Pan o Romanie Giertychu, że to jeden z najlepszych ministrów edukacji w RP po II wojnie światowej? Nadal Pan tak uważa?
- Jego zasługą jest to, że spowodował zwrócenie uwagi na oświatę, która wymagała reformy. Sądzę z tego, co obserwowałem, że Giertych wywoływał ferment w myśleniu. Proszę zwrócić uwagę, że nawet małe dzieci wiedziały, kto jest ministrem edukacji. Wcześniej nikt nie kojarzył nazwisk ministrów.
- To raczej niechlubna popularność, bo ministra Giertycha kojarzy się m. in. z cenzurowaniem listy lektur. Jego działania spotkały się właściwie z samą krytyką. Udało mu się tyko wprowadzenie mundurków szkolnych, a i to jeszcze nie do końca. Nadal Pan utrzymuje, że Roman Giertych jest najlepszym ministrem edukacji od wojny?
- Uważam, że był dobrym ministrem. Znam Giertycha z bezpośrednich rozmów. Jego obraz jest inny niż wizerunek medialny. Jest młody, a jego wadą jest to, że chce być przebojowy, potrzebuje jeszcze trochę czasu. Niepotrzebnie zaangażował się w obronę Leppera i Kaczmarka. Tu widzę jego błędy.
- Oddał Pan legitymację LPR?
- Złożyłem pisemną rezygnację.
- Szefowie partii wiedzą, że startuje Pan z PiS u?
- Wiedzą.
- Nie próbowali Pana od tego odwieść?
- Były telefony.
- Obiecywali pierwsze miejsce?
- Nie, tak nie stawiałem sprawy.
- Zapisze się Pan teraz do Prawa i Sprawiedliwości?
- Jeśli mi zaproponują, to tak. Byliśmy współkoalicjantami. Program PiS u pokrywał się z programem LPR. Mam poglądy prawicowe i katolickie. Ideowej przestawki nie ma. Nie chciałbym, żeby wyglądało to na koniunkturalizm. Nie chcę od razu wstępować do PiS u. Nie marzę o jakichś stanowiskach. O to mnie nie można posądzić, bo kiedy mi proponowano, żebym został wiceministrem rolnictwa, odmówiłem. Skoncentrowałem się na pracy w Sejmie. Miałem 8-9 komisji w ciągu dnia.
- Pańskie szanse na mandat poselski są teraz niewielkie.
- Wiem. Ale podjąłem świadomą decyzję, licząc się z wszelkimi jej konsekwencjami.
- Jaką Pan widzi dla siebie rolę w sądeckim PiS ie?
- Chcę, by Prawo i Sprawiedliwość miało oddziaływanie na tworzenie rządu, być może moja skromna osoba do tego się przyczyni, choć trudno przewidzieć, jaki będzie mój wyborczy wynik. Myślę, że w tym ugrupowaniu będę mógł lokalnie oddziaływać na środowisko.
- Po zakończeniu kadencji, w listopadzie wróci Pan do pracy?
- Jestem na emeryturze, mam swoje hobby - komputery i internet. Tym się pewnie zajmę.
- I dostanie Pan odprawę poselską, jako wsparcie do emerytury...
- Odprawę otrzymamy w 2008 roku. Muszę podkreślić, że funkcjonowałem tu w regionie tylko dzięki moim finansowym. Dobrze będzie, jeśli wyjdę na zero, a kto wie, czy nie na finansowym minusie. Gdy prowadziłem firmę komputerową, lepiej na tym wychodziłem.
- LPR nie ma żadnego zaplecza poza pańskimi biurami poselskimi w Limanowej, Nowym Sączu i Nowym Targu. Teraz, kiedy Pan odszedł z partii, bez telefonów i faksów, bez biura trudno będzie im prowadzić kampanię.
- Gdyby startowali nasi ludzie z LPR, to bym biura udostępnił. Zresztą, kiedy prowadziłem własną kampanię do parlamentu, nikt mi nie pomagał. Też nie miałem biura, wszystko załatwiałem własnym sumptem. Nie może być tak, że ktoś nie angażował się społecznie, nic nie robił i przychodzi na gotowe, bo przez układy koleżeńskie załatwia sobie miejsce na liście. To jest niemoralne.
- Uważa się Pan za dobrego posła?
- Pracę w Sejmie wykonywałem solidnie. Angażowałem się, miałem 86 wystąpień. Nikt mi nie pomagał, sam w imieniu klubu występowałem. Żal mi tylko, że nie stworzyliśmy większego ponadpartyjnego lobby dla Małopolski. Można było w budżecie na 2007 trochę więcej inwestycji z tego regionu zmieścić.
- Na sejmowych stronach nie odnotowano ani jednej Pańskiej interpelacji czy oświadczenia...
- Nie będę pisał głupich oświadczeń, których i tak nikt nie słucha. Robiłem interwencje do premiera poza oficjalnym obiegiem - ale oczywiście zgodnie z prawem. One nie są publikowane na stronie, ale skuteczne.
- Ma Pan żal do LPR?
- Mam. Żal mi również tych ludzi, którzy współpracowali ze mną z dużym zaangażowaniem. Mam poczucie krzywdy i to bardzo duże. Ale nie będę udowadniał, że nie jestem wielbłądem. Zasługiwałem na to, żeby mi wcześniej powiedziano o decyzjach podjętych na górze, a mam wrażenie, że informację, iż nie będę pierwszy na liście, ukrywano do ostatniej chwili. Zresztą miałem przeciek i dowiedziałem się wcześniej, czekałem tylko, kiedy mnie poinformują.
Rozmawiała Monika Kowalczyk
"Dziennik Polski" 2007-09-24
Autor: wa