Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na moim! Na naszym!

Treść

Spór o grunt między gospodarzem a gminą

MOSZCZENICA - STARY SĄCZ. Mieszkaniec Moszczenicy Wyżnej zarzuca starosądeckim władzom, że inwestują na ziemi, której czuje się prawowitym i jedynym właścicielem. Urzędnicy gminni odpowiadają, że ta własność jest fikcyjna, a człowiek swoim uporem wstrzymuje roboty przy drodze i nowym moście. Stary zagraża ludziom.

Józef Lizoń przyniósł do redakcji "Dziennika" jeszcze ciepłe pismo skierowane do Urzędu Miasta i Gminy Stary Sącz, w którym domaga się wyjaśnień, kto uzurpował sobie prawo do wytyczenia drogi gminnej i budowy mostu na działce oznaczonej numerem 107 w Moszczenicy. Sam pisze:

"Jest to działka moich zmarłych rodziców a ja jestem jedynym spadkobiercą".

"Nie mam jeszcze przeprowadzonego spadku po rodzicach na moją własność, ponieważ brak mi funduszy. Jestem tu jednak zameldowany i opłacam do urzędu podatki. Mam więc prawo wiedzieć o zmianach dotyczących tej działki. Jeśli chodzi o budowę drogi i mostu, ja nie wyrażam zgody, ponieważ nie odbywa się to na równych zasadach".

Te zasady Józef Lizoń próbował nam wyłuszczyć osobiście:

- Jest różnica 15 arów między powierzchnią działki, jaka figuruje w starym akcie notarialnym, a tym, co mi mówią w gminie - tłumaczy Józef Lizoń. - Teraz na moją niekorzyść. Ja tam przecież mieszkam. Mam spór z sąsiadem od 35 lat. Jak mogła gmina organizować przetarg, wiedząc o istniejącym sporze między nami? Działka jest nieogrodzona, ale to nie znaczy, że jej część należy do gminy. Jeśli już, to powinna brać tyle samo ode mnie i od sąsiada. Chciałem, żeby mi urząd przysłał geodetę, jeśli wchodzą na mój teren. Podawali mi w zeszłym roku już kilka terminów. Nikt się nie zjawił.

O geodetę prosił Lizoń już w na początku 2003 roku. Notatkę spisywał Bonifacy Wolak. Wynika z niej, że gospodarz zwrócił się do burmistrza z prośbą o "wznowienie granic" między nim a sąsiadem i o pokrycie kosztów pracy geodety.

- Burmistrz na to się nie zgodził, bo za chwilę inni by chcieli, by im wytyczać za darmo granice działek - stwierdził wczoraj Paweł Dybiec z Urzędu Miasta i Gminy Stary Sącz, zajmujący się inwestycjami. - W ogóle mamy z panem Lizoniem poważne kłopoty. Wstrzymał nam budowę mostu. To jest inwestycja popowodziowa, otrzymaliśmy środki, są umowy z wykonawcą. Pan Lizoń zwracał się do różnych instytucji, więc mu odpowiadały, a my czekaliśmy. Teraz znów czekamy na stanowisko powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Czas ucieka. Stary most jest w fatalnym stanie, może się w każdej chwili zawalić. Nie inwestujemy na cudzym. To jest gminny teren, tylko jeden człowiek nam utrudnia roboty. Niczego mu nie zabieramy. Był kiedyś jakiś błąd w papierach, tłumaczymy, nie pomaga. A do tego to formalnie nie jest jego działka.

Józef Lizoń terenu nie ogrodzi, geodety nie wynajmie, bo - jak mówi - nie ma pieniędzy. Na roboty zgodzić się nie chce. Spór z sąsiadem pewnie jeszcze potrwa. Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Chyba, że ktoś w imię dobrze rozumianego interesu ludzi mieszkających nad potokiem Moszczeniczanka zainteresuje się, kiedy i kto popełnił błąd w papierach i sprawdzi historię zagadkowych piętnastu arów.

Wojciech Chmura

"Dziennik Polski" 2005-05-25

Autor: ab