Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Na wzór Schillera

Treść

Rozmowa z Januszem Michalikiem, reżyserem "Igraszek z diabłem" w Teatrze Robotniczym w Nowym Sączu - Skąd pomysł, żeby 85-lecie Teatru Robotniczego uczcić "Igraszkami z diabłem"? - Po pierwsze, bo to jest świetna sztuka, napisana przez Jana Drdę zaraz po wojnie. Po raz pierwszy w Polsce wystawiona przez Leona Schillera. To po jego realizację sięgnęliśmy. Oczywiście nie odtworzyliśmy jej wiernie, ale wykorzystaliśmy wiele podpowiedzi inscenizacyjnych. A zamierzeniem było przywrócenie klimatu tamtego przedstawienia: jarmarcznego, groteskowego, bajkowego. Ponadto sztuka była już grana w Teatrze Robotniczym w latach 50. - Starsi aktorzy oglądający spektakl w przerwie wspominali, że dokładnie 50 lat temu grali role w "Igraszkach...". - Nie wiem dokładnie, w którym roku, muszę sprawdzić w kalendarium. Nie było to naszym zamysłem, ale fantastycznie by się w takim razie złożyło, że to sztuka uczci nie tylko 85-lecie Teatru Robotniczego, ale też 50. rocznicę grania w nim "Igraszek z diabłem". - Sporo w Pana przedstawieniu tańca, śpiewu. Czy wybór sztuki także był podporządkowany umiejętnościom aktorów. - Chcieliśmy zrobić przedstawienie, w którym mogłoby zaprezentować się jak najwięcej aktorów. Na scenie pojawiają się aż 23 postaci. Taka ilość nastręczała trochę kłopotów technicznych i organizacyjnych. Trudno było zebrać wszystkich na próbach. Ponadto do przedstawienia zaprosiłem dziewczęta z grupy tańca nowoczesnego - grają Pokusy - i z grupy wokalnej The Girls. Połączyliśmy teatr dramatyczny z tańcem i śpiewem, by uzyskać atrakcyjniejszy efekt tego widowiska. - Jak długo trwały przygotowania? - Zaczęliśmy pod koniec marca. W ostatnich tygodniach spotykaliśmy się dwa, nawet trzy razy w tygodniu i ćwiczyliśmy po cztery godziny. - Nie silił się Pan na uwspółcześnianie przedstawienia, zwroty typu "podróż lustracyjna" zdarzają się rzadko. - Ingerowałem w tekst o tyle, że poczyniłem daleko idące skróty. Sztuka jest długa, gdybyśmy chcieli ją zrealizować w całości, z wszystkimi przez nas zamierzonymi elementami, właśnie tańce, piosenki, trwałaby ponad 3 godziny. Zachowaliśmy stary język, chociaż uważam, że polskie tłumaczenie sztuki jest słabe, prawie martwe. Może warto było przekonać do tłumaczenia Antoniego Kroha? Tak, pewnie to dobry pomysł, ale przedstawienie jest już zrobione. Rozmawiała Katarzyna Gajdosz "Dziennik Polski" 2007-10-08

Autor: wa