Nafta się wylała
Treść
Sąd Rejonowy w Nowym Sączu ogłosił wczoraj upadłość gorlickiej Rafinerii Nafty "Glimar". Takiej sytuacji nikt się w zakładzie nie spodziewał zwłaszcza, że do ostatnich chwil trwały rozmowy z wierzycielami "Glimaru", czyli bankami, skarbem państwa i Grupą Lotos, która w połowie zawarła z "Naftą Polską" umowę o kupno akcji "Glimaru". Transakcja ta miała dojść do skutku w lutym.
W Gorlicach mówi się o "olimpijskim tempie" rozpatrzenia wniosku o upadłość, który zarząd rafnerii złożył 23 grudnia ubiegłego roku w związku z zadłużeniem sięgającym miliarda złotych. Do 16 stycznia można go było wycofać bez żadnych konsekwencji. Pracownicy "Glimaru" byli przekonani, że tak właśnie się stanie, a liczyli, iż decyzję podejmie Grupa Lotos, która kupiła od Nafty Polskiej akcje gorlickiej rafinerii. To dlatego związki zawodowe wstrzymały decyzję o ogłoszeniu strajku ostrzegawczego. Na taką formę protestu zgodziła się zresztą załoga głosująca w referendum strajkowym.
- Jesteśmy zszokowani informacją o ogłoszeniu upadłości - powiedział wczoraj "Dziennikowi" Łukasz Irski, szef Solidarności w "Glimarze". - Nie tracimy jednak nadziei. W końcu procedura trwa długo i być może uda się doprowadzić do zamiany upadłości w postępowanie układowe. Na to musi być jednak zgoda wierzycieli.
Związkowcy zdają sobie sprawę, że to raczej nierealna wizja, bo banki twardo stoją na swoim stanowisku. Mimo, że na tym posunięciu na pewno stracą, bo w trybie likwidacyjnym nigdy nie odzyskają wszystkich pieniędzy, które włożyły w "Glimar".
Decyzji nowosądeckiego sądu nie chciał wczoraj komentować prezes zarządu gorlickiej rafinerii Bogdan Janicki. Na popołudnie zwołał on spotkanie z dyrektorami poszczególnych działów i był dla nas nieosiągalny. Nie wiemy też, co sądzi o tym Grupa Lotos. Obiecała wczoraj przekazać nam oficjalne stanowisko w sprawie, jednak do chwili zamknięcia tego wydania "Dziennika" pismo do nas nie dotarło. Upadłość najstarszej w świecie, liczącej 120 lat rafinerii wywołała natomiast wielkie poruszenie w gorlickim samorządzie.
- Kataklizm, dramat, katastrofa - takimi słowami skomentował nieoczekiwany przebieg wydarzeń starosta powiatu gorlickiego Witold Kochan. - Teraz najważniejszy jest los załogi, bo przecież w "Glimarze" pracuje ponad 450 osób. Mam nadzieję, że uda się przeprowadzić jakąś sensowną restrukturyzację, zapewniającą miękkie lądowanie dla pracowników. Już wiadomo, że prawdopodobnie nie sprawdzi się projekt zaproponowany przez Grupę Lotos, zakładający dobrowolne odejście z rafinerii 150 osób. Zgłosiło się przecież raptem dziesięciu chętnych.
Od początku mówiło się o tym, że Grupa Lotos, jako nowy właściciel "Glimaru", zachowa jedynie te fragmenty rafinerii, które zapewnią jej zysk. Na pewno będzie to nowoczesna instalacja Hydrokompleksu, na którego budowę, głównie z kredytów zaciągniętych przez "Glimar", wydano już 400 mln zł. Trzeba jeszcze 300 milionów, by mógł tam powstawać olej najwyższej jakości. Lotos chciał też stworzyć na terenie rafinerii fabrykę świec i uruchomić spółkę Park Technologiczny. Do tej ostatniej koncepcji sceptycznie podchodzi Witold Kochan sugerując, że miną lata, nim PT wypełni się firmami.
Związki zawodowe reprezentujące interesy załogi "Glimaru" zastanawiały się wczoraj nad ogłoszeniem strajku ostrzegawczego. Zgodnie z procedurami, mógłby on być przeprowadzony już za pięć dni i na początku ograniczyłby się do dwugodzinnego protestu oraz oflagowania zakładu. Związkowcy nie wykluczają sięgnięcia także po mocniejsze argumenty, takie jak strajk okupacyjny lub głodowy.
- Będziemy tutaj, dopóki w "Glimarze jest załoga - zapewnia Łukasz Irski. - Wierzymy, że jeszcze nie wszystko stracone. Musimy w to wierzyć...
PAWEŁ SZELIGA
"Dziennik Polski" 2005-01-20
Autor: ab