Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Niefortunne powitanie Polski

Treść

Mieszkaniec Warszawy złożył skargę do komendanta głównego Straży Granicznej na - jego zdaniem - niewłaściwe zachowanie się funkcjonariuszy wobec obywatelki Macedonii. Kpt. Jacek Sońta, naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej, uważa, że kontrola na przejściu w Leluchowie w Muszynie odbyła się zgodnie z przepisami. "Składam skargę na postępowanie funkcjonariuszy międzynarodowego przejścia granicznego w Leluchowie i placówki w Muszynie z Karpackiego Oddziału Straży Granicznej wobec obywatelki Republiki Macedonii (...) w dniu 19 września br. w godz. 19-21. Jako świadek incydentu sprowokowanego przez funkcjonariuszy SG wyrażam jednocześnie stanowczy protest i głębokie oburzenie z powodu kompletnego braku profesjonalizmu ludzi, którzy jako pierwsi - zaraz po przekroczeniu granicy - kształtują wizerunek naszego państwa. Wstydzę się, że mogło dojść do żenującego wydarzenia, żądam wyciągnięcia surowych konsekwencji służbowych wobec winnych oraz przeproszenia osoby poszkodowanej". W dwustronicowym elaboracie warszawianin opisał incydent, do którego doszło wieczorem 19 września br. Razem z synem Maciejem wjeżdżał do Polski od strony Słowacji. Razem z nimi podróżowała Macedonka, mająca wizę wystawioną w Konsulacie RP w Skopje, uprawniająca od czteromiesięcznego pobytu w Polsce i (wymagane przepisami) zaproszenie do odwiedzenia naszego kraju. Zdaniem Andrzeja Kaczorowskiego pogranicznik mylił Macedonię z Mołdawią i Mongolią, zaczął obcesowo wypytywać o to, kim jest ta pani, dlaczego jedzie, nie znał żadnego obcego języka, by móc się porozumieć z pasażerką. "Na moją interwencję w sprawie nieuprawnionego przedłużania formalności granicznych - tym bardziej, że byliśmy zmęczeni długą podróżą, pora robiła się późna, a temperatura spadała, przez cały czas na przejściu prawie nie było ruchu, funkcjonariusz stwierdził, że musimy się uzbroić w cierpliwość, ponieważ paszport macedoński (który przeszedł podczas naszej wspólnej podróży z Macedonii już 6 sześć! - wcześniejszych międzynarodowych kontroli granicznych) jakoby trzeba jeszcze sprawdzić, a do tego rzekomo potrzebni są funkcjonariusze z placówki w Muszynie. Funkcjonariusz przybyły gazikiem (...) usiłował początkowo wręczyć bezpodstawnie obywatelce Macedonii pismo o zatrzymaniu jej do wyjaśnienia (sic!), a po naszej interwencji oświadczył, że na przejściu granicznym nie ma odpowiedniego do sprawdzenia oryginalności paszportu urządzenia technicznego (sic!!), ani nawet wzoru takiego paszportu (sic!!!), dlatego konieczny jest przejazd do Muszyny" - czytamy w piśmie, które zostało skierowane także do naszej redakcji. *** Dalsze "czynności sprawdzające" w Muszynie trwały jeszcze ponad godzinę i ostatecznie dokument wrócił do właścicielki (ponoć podniszczony, zbrudzony i pogięty). "Ćwiczenia z gotowości do wejścia do strefy Schengen, które urządzili sobie - także moim kosztem - funkcjonariusze SG z Leluchowa i Muszyny, w żadnym bowiem razie nie mogą prowadzić od poniżania obywateli państw trzecich i do podejmowania wobec nich bezpodstawnych czynności" - napisał ponadto mieszkaniec stolicy, który powiadomił też Ambasadę Republiki Macedonii w Polsce oraz organizacje i instytucje zajmujące się obroną praw obywatelskich. *** Skarga wpłynęła do komendanta SG 11 października. Miesiąc trwało trwało postępowanie wyjaśniające. My kilka tygodni czekaliśmy na odpowiedź rzecznika prasowego. Tak się złożyło, że na tym stanowisku nastąpiła zmiana i dopiero ponowna interwencja zakończyła się przesłaniem stanowiska. Kpt. SG Jacek Sońta, naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej Gabinetu Komendanta Głównego Straży Granicznej, napisał m.in.: "W wyniku przeprowadzonych czynności służbowych stwierdzono, że przedmiotowa kontrola graniczna dokonana wobec ob. RP oraz ob. Macedonii odbyła się zgodnie z obowiązującymi przepisami, a kontrolujący funkcjonariusze nie przekroczyli swoich uprawnień. Funkcjonariusz dokonujący przedmiotowej odprawy nie miał zastrzeżeń, w stosunku do ob. RP, natomiast paszport cudzoziemki wzbudził jego podejrzenia, gdyż mógł nosić znamiona przerobienia (pod folią zabezpieczającą na stronie z danymi personalnymi widoczne były pęcherze powietrza w miejscu zamieszczenia fotografii podróżnej, co nasuwało podejrzenia, że folia mogła być odklejona, a fotografia wymieniona). Ponadto istniało podejrzenie co do sposobu naniesienia danych personalnych. W związku z powyższym dokonał sprawdzenia paszportu - przy zastosowaniu dostępnego w przejściu granicznym sprzętu specjalistycznego. Sprawdzenie dokumentu potwierdziło obawy kontrolera, i z uwagi na konieczność stwierdzenia, czy zauważalne w paszporcie macedońskim zmiany powstały w wyniku fałszerstwa, dokument ten poddano kontroli przy użyciu bardziej profesjonalnego sprzętu do badania autentyczności znajdującego się w Placówce SG w Muszynie, oddalonej ok. 10 km od przejścia granicznego w Leluchowie. Po dokonaniu powyższych czynności, w wyniku których potwierdzono autentyczność paszportu, ok. godz. 21.10 ob. Macedonii zezwolono na wjazd do RP". Zdaniem rzecznika kontrola była związana z obowiązkiem realizacji przez Straż Graniczną zadań, o których mowa w ustawie o Straży Granicznej i nie wykraczała poza zakres uprawnień funkcjonariuszy Straży Granicznej. Obowiązek poddania się czynnościom kontrolnym wynikał z art. 15 ustawy z dnia 12 października 1990 r. o ochronie granicy państwowej (Dz. U. z 2005 r. Nr 226, poz. 1944 z późn. zm.), zgodnie z którym "osoby przekraczające granicę państwową są obowiązane poddać się kontroli granicznej (...), wykonywanej przez uprawnionych funkcjonariuszy Straży Granicznej". "Reasumując, nie potwierdzono zarzutów dotyczącego nieprawidłowości w kontroli granicznej przeprowadzanej przez funkcjonariuszy Placówki SG w Muszynie. Zarówno czas trwania, jak i sposób przeprowadzonej kontroli nie był wynikiem złośliwości funkcjonariuszy, lecz podyktowany koniecznością realizacji ustawowych zadań, co nie wykluczało respektowania godności oraz przestrzegania wolności i praw człowieka. Mając na uwadze powyższe, należy stwierdzić, że brak jest podstaw do uznania skargi za zasadną" - stwierdził kpt. SG Jacek Sońta. *** Andrzej Kaczorowski powiedział nam wczoraj, że zamierza pisemnie odnieść się do tego wyjaśnienia: - Nawet jeżeli wszystko odbyło się zgodnie z prawem, to jednak funkcjonariusze zachowywali się złośliwie, szukali pretekstu do przedłużania odprawy, co nie przynosi chwały ani im, ani naszemu krajowi. Piotr Gryźlak "Dziennik Polski" 2007-11-22

Autor: wa