Nowe za stare
Treść
Od 1 lipca obowiązują przepisy, które zmuszają właścicieli sklepów ze sprzętem AGD i RTV do obioru starych lodówek, pralek, kuchenek gazowych a nawet lokówek. Jak to funkcjonuje w Nowym Sączu?
Generalnie - nie jest źle. Przedstawiciele placówek handlowych mieli trochę czasu na przygotowanie się do całej procedury.
- U nas robimy to tak, że kupujący nowy telewizor czy pralkę może przywieźć stary zużyty sprzęt, my to od niego odbieramy - tłumaczy dyrektor hipermarketu real Albert Wójtowicz. - Jeżeli ktoś chce, żeby zapewnić mu transport, nie ma z tym żadnego problemu. To wszystko odbywa się na nasz koszt. Wprowadzono w życie takie prawo i my do niego się stosujemy.
Jerzy Górka, właściciel serwisu AGD w Nowym Sączu mówi, że on taka zasadę stosował już dawno temu. Teraz akurat nie zajmuje się sprzedażą urządzeń, ale robił to przez wiele lat. Zawsze kiedy ktoś sobie życzył zabierał "gruchota" i przywoził nowy towar. Tak jest w krajach zachodnich i tak być powinno także u nas. Musimy się wszyscy do tego przyzwyczaić.
W sądeckiej firmie Wutampol procedurę odbioru zepsutych sprzętów oparto na współpracy z pewnym solidnym zbieraczem surowców wtórnych. To ten pan podjeżdża do określonego domu, mieszkania i wybawia lokatorów z kłopotu, co z tym fantem zrobić. Później sam rozbiera aparaturę na części pierwsze i to co można dostarcza do punktów skupu, resztę zaś przekazuje do utylizacji.
- Przepis wszedł w życie - mówi pracownik jednego ze sklepów AGD. - I bardzo dobrze. Ale tradycyjnie, ci którzy go wprowadzili, nie zastanawiali się, co dalej. Na razie nie funkcjonuje żaden system odbioru tych urządzeń. Myślę, że był na to czas, żeby go właściwie zorganizować, żeby skonsultować się z producentami i handlowcami. Przygotowanie miejsc odbioru takiego "odpadu" to są określone koszty. Można było skorzystać np. z dofinansowania na ten cel z Unii Europejskiej. Nie wykluczam też, że w przyszłości firmy wytwarzające takie urządzenia będą sobie doliczać do ceny produktu także pieniądze z tytułu dodatkowych wydatków.
Prezes Składowiska Odpadów Komunalnych Piotr Leszek Piotrowski podkreśla, że w zasadzie ten problem nie dotyczy jego instytucji. Duże urządzenia jak pralki, lodówki, kuchenki na wysypisko nie trafiają. Są wcześniej przejmowane przez firmy dowożące śmieci. Trudno jednak wykluczyć, że małe przedmioty jak np. żelazko, mogą się znajdować w kontenerach. Dziennie do Zabełcza jest przywożonych ok. 150 ton resztek. W takiej masie nie ma możliwości sprawdzenia, co się tam kryje.
Dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Lech Traciłowski dodaje, że nowe zasady wprowadzone zostały ustawą o recyklingu. Jego zdaniem, przepis już wszedł w życie, ale został zawieszony w próżni. Muszą bowiem powstać punkty zwrotu tego typu urządzeń. Całą procedurę będzie nadzorować Państwowa Inspekacja Ochrony Środowiska. Samorządy lokalne tym się nie będą zajmować. Ich rola ograniczy się do pomocy w ogłoszeniu w gminach i miastach, że coś takiego funkcjonuje.
Komendant Straży Miejskiej Ryszard Wasiluk zapewnia, że funkcjonariusze będą interweniować, jeżeli zobaczą, że ktoś wyrzuca na śmietnik czy w inne miejsce odkurzacz czy zdezelowaną pralkę. Niedawne powodzie, które przeszły przez Nowy Sącz, wypłukały z przybrzeżnych zarośli Kamienicy, Łubinki i Dunajca także najróżniejsze części sprzętów AGD i RTV. Schwytanie obywatela, który w taki sposób chce się pozbyć problemu, będzie się kończyło grzywną. (PG)
"Dziennik Polski" 2006-07-05
Autor: ab