Nowela zdruzgocze lustrację
Treść
Internowani i represjonowani w okresie PRL nie chcą prezydenckiej nowelizacji ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego Ogólnopolskie Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych apeluje do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i parlamentu, by nie nowelizować przyjętej przez Sejm ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego, zwanej też nową ustawą lustracyjną. Zdaniem osób, które w okresie PRL za działalność opozycyjną trafiały do komunistycznych więzień, prezydencka nowelizacja ustawy zablokuje ujawnienie esbeckich archiwów i uniemożliwi rozliczenie autorów stanu wojennego. Co o projekcie mówi się w Sejmie? - Pytanie o prezydencką nowelizację to najtrudniejsze pytanie, jakie mógł mi pan zadać - śmieje się poseł Stanisław Pięta (PiS), jeden z autorów ustawy. - Trudno mi się w chwili obecnej wypowiadać, jestem w trakcie czytania tego projektu, ale nie jestem zachwycony. Przywraca on to, co obowiązuje obecnie i co się nie sprawdziło - wyjaśnia. Podobnego zdania jest większość parlamentarzystów zarówno koalicji, jak i opozycji, zaangażowanych w przygotowanie mającej zacząć obowiązywać w marcu regulacji. - Oświadczenia lustracyjne i sądy lustracyjne, których przywrócenie postuluje pan prezydent Lech Kaczyński w swojej noweli, już funkcjonowały i się nie sprawdziły. Nam, represjonowanym w okresie PRL, takie rozwiązania nie są potrzebne. Chcemy lustracji w takiej formie, jak przewiduje nowa ustawa - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Janusz Olewiński, przewodniczący Zarządu Głównego Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych. Stowarzyszenie skupiające tych, którzy za działalność antykomunistyczną w organizacjach podziemnych w okresie PRL byli szykanowani, torturowani i internowani, wystosowało już apel do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z prośbą o rezygnację z planowanych zmian w ustawie o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Internowani wnioskują też o powołanie specjalnej komisji, która zweryfikuje tytuły naukowe przyznawane za prace będące propagandą komunistycznego totalitaryzmu. 13 listopada 2006 r. Lech Kaczyński podpisał ustawę wprowadzającą nowe zasady lustracji. Dziennik Ustaw opublikował ją z datą 30 listopada; wejdzie ona w życie w pierwszych dniach marca. Nowa ustawa likwiduje sąd lustracyjny i urząd rzecznika interesu publicznego. Dzisiejsze oświadczenia lustracyjne osób publicznych mają być zastąpione jawnymi dla wszystkich zaświadczeniami Instytutu Pamięci Narodowej o zawartości archiwów tajnych służb PRL. Ustawa ujawnia też zapisy tajnych służb PRL o osobowych źródłach informacji i rozszerza dostęp do teczek IPN. - Ustawa jest dobra i pozwoli wreszcie przeciąć wrzód na żywym organizmie naszego państwa, będący spuścizną Okrągłego Stołu i tak szkodliwej "grubej czerwonej kreski" Tadeusza Mazowieckiego. Wszelkie nowele, a szczególnie te, które dochodzą do nas nieoficjalnie, a których zwolennikami jest kilku senatorów, pogorszą atmosferę wokół lustracji, ograniczą dostęp do dokumentów i faktycznie będą zaprzeczeniem idei, jaka stała u fundamentów nowej ustawy - twierdzi Olewiński. Jednak do Sejmu wpłynął już prezydencki projekt nowelizacji ustawy przygotowany według wytycznych udzielanych przez wpływowe środowisko bliskich współpracowników Lecha Kaczyńskiego z okresu działalności opozycyjnej, na czele z senatorem Zbigniewem Romaszewskim i marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem, którzy zasłynęli jako zagorzali przeciwnicy nowej ustawy lustracyjnej. Najprawdopodobniej trafi ona na forum Sejmu jeszcze w styczniu. Prezydencka nowelizacja zakłada - zamiast wprowadzanych nową ustawą rzetelnych i opartych na analizie materiałów źródłowych zaświadczeń lustracyjnych informujących o stanie archiwalnych dokumentów na temat danej osoby - utrzymanie obowiązujących do tej pory i składanych przez osoby publiczne zaświadczeń lustracyjnych weryfikowanych dopiero później, w toku wieloletnich postępowań. Prezydencka nowelizacja zmienia też w sposób radykalny zasadę ujawniania OZI i ogranicza dostęp do dokumentów osób wykonujących zawód zaufania publicznego. - Zasadniczo nowelizacja prezydenta Kaczyńskiego to krok w dobrym kierunku, ale będziemy musieli bardzo intensywnie nad nią popracować w ramach prac parlamentarnych. Niewykluczone, że niektóre zapisy zostaną zmienione. Ja osobiście wywodzę się z tzw. starej opozycji, działającej jeszcze przed stanem wojennym, i uważam, że należy zrobić wszystko, by archiwa SB zostały odtajnione i ujawnione - uważa poseł Wojciech Szarama (PiS). Komu zależy na grze teczkami? Jednak ewentualne przyjęcie przez Sejm projektu prezydenta Kaczyńskiego przekreśla definitywnie efekt wielomiesięcznej wspólnej pracy przedstawicieli koalicji oraz PO i PSL nad wypracowaniem optymalnego modelu lustracji - w końcu zaakceptowanego miażdżącą większością głosów przez Sejm. Oznacza natomiast, że jeszcze wiele lat w Polsce dochodzić będzie do gry teczkami, esbecka agentura zaś nierzadko pełnić będzie istotne role w kierowniczych strukturach państwa. - Pytanie o prezydencką nowelizację to najtrudniejsze pytanie, jakie mógł mi pan zadać - śmieje się poseł Stanisław Pięta (PiS), jeden z autorów ustawy o udostępnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego. - Trudno mi się w chwili obecnej wypowiadać, jestem w trakcie czytania tego projektu, ale nie jestem zachwycony. Przywraca on to, co obowiązuje obecnie i co się nie sprawdziło - tłumaczy parlamentarzysta. Podobnego zdania jest większość parlamentarzystów zarówno koalicji, jak i opozycji, zaangażowanych w przygotowanie mającej zacząć obowiązywać w marcu nowej ustawy lustracyjnej. W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" podkreślają oni, że ustawa realizuje głoszone w kampanii wyborczej tak przez PiS, jak i PO hasła przejrzystości życia publicznego i odsunięcia od wpływu na władzę państwową osób w przeszłości kolaborujących, zaś "nowelizacja prezydenta będzie druzgocząca dla lustracji". - Przywrócenie tych oświadczeń i obowiązek udowadniania agenturalnej przeszłości tajnego współpracownika w drodze postępowania sądowego praktycznie zniweczy lustrację. Nie budzi naszych obaw natomiast wprowadzane nową ustawą ujawnienie informacji dotyczących osób pełniących funkcje publiczne i odsunięcie ich od tych funkcji. Osoby, którym zależy na zatajeniu przed opinią publiczną informacji o swej podłej działalności, mogą przecież zrezygnować z pełnienia publicznych funkcji i zająć się inną działalnością - twierdzą z kolei przedstawiciele środowiska internowanych i represjonowanych. Zweryfikować ludzi nauki Ogólnopolskie Stowarzyszenie Intern owanych i Represjonowanych apeluje do prezydenta Lecha Kaczyńskiego również o przygotowanie ustawy, która powoła komisję lustracyjną w celu zbadania prac doktorskich i habilitacyjnych obronionych w latach 1945-1990. Gremium to miałoby uprawnienia do odebrania tytułów naukowych tym, których rozprawy nie spełniały wymogów wysokiego poziomu naukowego, a jedynie zawierały propagandę komunistyczną lub fałsze historyczne. - W takich wątpliwych przypadkach weryfikacja powinna mieć miejsce - uważa poseł Wojciech Szarama (PiS), członek nadzwyczajnej sejmowej komisji ds. ustawy lustracyjnej. Stowarzyszenie chce, by w trybie pilnym doszło do anulowania wszystkich dyplomów nadawanych przez Akademię Spraw Wewnętrznych, Akademię Nauk Społecznych przy KC PZPR, Wojskową Akademię Polityczną im. Feliksa Dzierżyńskiego i Wojskowy Instytut Historyczny im. Wandy Wasilewskiej. - Przypominamy, że natychmiast po likwidacji NRD około 4 tys. propagandzistów komunistycznych - wykładowców szkół średnich i wyższych - zostało odsuniętych od demoralizacji młodzieży - podkreśla prezes Janusz Olewiński. Wojciech Wybranowski, "Nasz Dziennik" 2007-01-02
Autor: ea