Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ostrzej widzę

Treść

STARY SĄCZ. Andrzej Rams, najmłodszy radny chciałby wypromować miasto w kraju poprzez kulturę, turystykę i jego walory historyczne Wśród 21 radnych Rady Miasta i gminy Stary Sącz, Andrzej Rams znalazł się po raz pierwszy. Ludzie zaufali jego wrażliwości na sprawy ludzkie i ostrości spojrzenia, która wynika z tego, że od blisko 20 lat patrzy na świat przez obiektyw aparatu fotograficznego. Jest najmłodszy w gronie rajców, ma 33 lata i na razie jest wolnego stanu. Trzeba od razu na wstępie zaznaczyć, że Andrzej Rams nie znalazł się w radzie przypadkowo. Działalność społeczna nie była mu nigdy obca. Dwanaście lat temu był członkiem, założycielem Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Dom" w Łazach Biegonickich, gdzie mieszka, i z których to Łazów kandydował na radnego. "Dom" był nazwą nie tylko symboliczną, odnoszącą się do wspólnej pracy pod dachem małej ojczyzny. To konkretne odniesienie do budynku, wiejskiego domu kultury w tej miejscowości. - Budowali go nasi ojcowie i dziadkowie kilkadziesiąt lat temu z myślą, by stał się ośrodkiem działalności kulturalno-oświatowej na terenie wsi - mówi świeżo upieczony radny. - Nie ma tu szkoły, która zwykle bywa miejscem spotkań okolicznej ludności i skupia wokół siebie aktywne lokalne środowisko. Obecnie w Łazach mieszka około ośmiuset mieszkańców. Wówczas było ich znacznie mniej, ale ich żywotność społecznikowska wcale nie była mniejsza niż dzisiaj. Budynek był cały czas utrzymywany w bardzo dobrym stanie. Na szczęście nie podzielił losu wielu wiejskich placówek kultury, Klubu Rolnika czy Klubu "Ruch", które dawno już zostały zamknięte. Gdyby ściany naszego ośrodka kultury umiały mówić, opowiedziałby niejedno o tym, jak ciekawe życie kulturalne wiedli tu nasi ojcowie. Organizując stowarzyszenie "Dom" czuliśmy się spadkobiercami tej działalności. Chcieliśmy zachować to miejsce dla naszych rówieśników i następnych pokoleń. Z bardziej znanych osób, które włączyły się w to przedsięwzięcie trzeba wymienić Elżbietę Leśniak-Pietruchową, wieloletnią dyrektorkę Zespołu Placówek Społeczno-Kulturalnych w Starym Sączu, byłą dyrektorkę Nowosądeckiego Ośrodka Kultury, współzałożycielkę Teatru NSA w Nowym Sączu. Długo by wymieniać jej funkcje. Oprócz niej nie mogę nie podać nazwiska mojego wujka Jana Ramsa, społecznika, zaangażowanego w problemy nie tylko naszej wsi, ale także starosądeckie. Właśnie te osoby, o których wspomniałem, przyczyniły się do tego, że w Łazach narodziło się pokolenie, które u siebie na miejscu dba o kulturę. "Dom" istnieje nadal, między innymi, dzięki dotacjom burmistrza Starego Sącza. Jego głównym zadaniem jest opieka nad wiejskim ośrodkiem kultury i działalność merytoryczna. Są to zajęcia dydaktyczne, lekcje językowe - zarówno płatne, jak i darmowe, co jest ewenementem, jak na taką małą wieś. Są też warsztaty fotograficzne, które prowadzi sam obecny radny. Czasami zaprasza znajomych artystów fotografików, między innymi Bogdana Kiwaka z Nowego Sącza, z którym razem sprawuje kierownictwo artystyczne nad Festiwalem Fotografii "Widzi się" w Starym i Nowym Sączu. Wspaniałą tradycją tego miejsca są koncerty znanych zespołów muzycznych nie tylko z Sądecczyzny, ale i z całej Polski. Gościli De Mono, Eleni czy Zorbę. Prowadzą tu zajęcia muzycy. Teraz stałe próby ma zespół East End, który w zamian prowadzi zajęcia teatralne dla dzieci lub występuje charytatywnie na imprezach organizowanych przez stowarzyszenie. Jednym z głównych jego celów jest inspirowanie młodzieży do działalności na rzecz lokalnej wspólnoty. - To nam wychodzi bardzo dobrze - mówi Andrzej Rams. - Sukcesem jest rozpoczęcie budowy boiska sportowego przy domu kultury. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia oprócz mnie był obecny szef stowarzyszenia Radosław Wójs. Andrzej Rams jest także inicjatorem Festiwalu Fotograficznego "Widzi się", który w tym roku po raz pierwszy osiągnął zasięg międzynarodowy. Cóż to takiego jest? To prezentacja fotografii artystycznej wielu wybitnych twórców. Wystawy są pokazywane w galeriach, ośrodkach i instytucjach kultury na terenie Starego i Nowego Sącza oraz różnych miejscach związanych z działalnością wystawienniczą. To niespotykana dotąd promocja fotografii. Centrum tego festiwalu, trwającego od trzech lat zawsze w październiku, jest Galeria "Pod Piątką" w Starym Sączu. To miasto, zdaniem kreatorów imprezy, może z powodzeniem konkurować z innymi, dużo większymi ośrodkami w kraju. Liczy się bowiem nie liczba mieszkańców, tylko to, co się chce powiedzieć, pokazać czy zrobić. To także jest credo młodego, starosądeckiego radnego. Do tego, by nim zostać przyczyniło się pośrednio jego wykształcenie. Ma dyplom Akademii Pedagogicznej w Krakowie z Wydziału Nauk Społecznych. Bronił dość oryginalną pracę magisterską na temat sądeckich instytucji kultury w okresie przemian społeczno-ustrojowych. Dopiero później ukończył dwuletnie otwarte studium fotografii na Wydziale Historii Architektury Odnowy i Konserwacji Zabytków Politechniki Krakowskiej. - Nigdy nie myślałem serio, żeby zostać radnym. Przyszło mi to do głowy po wielu rozmowach. Prawdę mówiąc trochę zostałem namówiony, żeby kandydować, między innymi przez Mariana Potońca, także obecnie radnego. On mi udowadniał, że warto w tę stronę zwrócić swoją aktywność, że jestem w taki sposób w stanie pomóc naszej wspólnocie - mówi Andrzej Rams. - Utwierdziły mnie w decyzji rozmowy z mieszkańcami. Doszedłem do wniosku, że warto spróbować. Bywałem na sesjach wcześniej. Rzuciło mi się w oczy, że zasiadało w Radzie zbyt mało osób młodych. Pomyślałem sobie, że potrzebne jest nowe spojrzenie, młody duch. Poza tym, powiem tak, że z racji zajmowania się fotografią, może nieco ostrzej widzę pewne problemy. Poza tym byłem świadomy faktu, że Łazy Biegonickie w ostatniej kadencji nie miały swojego przedstawiciela w Radzie. Co taki młody człowiek może próbować zmienić w swoim otoczeniu? Andrzej Rams odpowiada na to, że chciałby mieć wpływ na decyzje o podziale środków na różne inwestycje. Łazy cierpiały zawsze na brak dobrych dróg, od ładnych paru lat starają się o kanalizację. Oprócz kanalizacji ma wszystkie media. Gospodarni ludzie sami włączyli się w budowę wodociągu, sieci gazowej, telefonizacji. Wieś zawsze była w czołówce gminy jeśli chodzi o pomysłowość, zaangażowanie ludzi w realizację różnych inwestycji. Jak radny chciałby wesprzeć podobne nastawienie społeczne także w innych miejscowościach? - Gminę oczywiście znam bardzo dobrze - mówi Andrzej Rams. - Wiem, że w wielu miejscowościach są rozpoczęte różne roboty przy obiektach oświatowych, sportowych. Trzeba pomóc je dokończyć, a jednocześnie zwrócić uwagę Rady, że Łazy takowych jeszcze nie posiadają. Nasze boisko trzeba by dokończyć. Andrzej Rams, podkreśla, że Stary Sącz, ze względu na swoje walory architektoniczne i historyczne: pobyt świętej Kingi, a we współczesnych czasach papieża Polaka, jest miejscem wyjątkowym. - To perła Sądecczyzny. Urok, piękno i siła. Mieszkańcy powinni czerpać z tego korzyści, to nie jest nic zdrożnego. Trzeba się nastawić na turystykę, także pielgrzymkową, przyciągać ludzi także z Nowego Sącza, bez żadnych kompleksów. Jest tu miejsce na imprezy masowe, plenerowe, festiwale, różnego rodzaju zgromadzenia artystyczne i religijne. Jeśli by temu miało pomóc lotnisko, nie burząc klimatu miejsca, który jest największą wartością miasta, to proszę bardzo, nie widzę przeszkód. Przyszłość Starego Sącza, to odkrywanie go na nowo w coraz to ciekawszych pomysłach, wydarzeniach promocyjnych. Fakt, że swoje piętno artystyczne odcisnął na Starym Sączu, a konkretnie na klasztorze sióstr klarysek średniowieczny mistrz dłuta Włoch Baltazar Fontana, świadczy, że wszystko się tu może zdarzyć. Tak jak narodziny księdza profesora Józefa Tischnera czy Ady Sari. Pocieszające jest dla mnie, człowieka wrażliwego nie tylko na światłocień czy barwy fotografowanych pejzaży, ale na konkretne postawy ludzkie, że mimo różnych zdań, poprzednia Rada z wielu wewnętrznych sporów i różnic zdań wychodziła z kulturą. Chciałbym być w podobnej Radzie przez najbliższe cztery lata. Wojciech Chmura, "Dziennik Polski" 2006-11-20

Autor: ea