Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Owocna ekskursja

Treść

NOWY SĄCZ. Sądecka delegacja wróciła z Chin

"Wspólne promowanie wymiany gospodarczej i handlowej, rozszerzanie partnerskich stosunków w dziedzinie nauki i technologii, kultury, szkoleń, opieki zdrowotnej i edukacji, na zasadzie równości i wzajemności z obustronną korzyścią" zakłada współpraca Nowego Sącza z miastem Suzhou w Chińskiej Republice Ludowej.

List intencyjny o partnerskich stosunkach w wyżej wymienionych dziedzinach podpisali mer Suzhou Yan Li i Józef Antoni Wiktor, prezydent Nowego Sącza. Język listu trąci latami 70. i "Trybuną Ludu", podobnie jak tytuł komunikatu na stronach www Urzędu Miasta: "Owocna wizyta sądeczan w Chinach", do którego po relację z wyprawy odesłał nas prezydent miasta.

O owocach podróży nie dowiadujemy się z tego tekstu zbyt wiele, poza tym, że delegacja w składzie: Józef A. Wiktor, prezydent Nowego Sącza, Jan Golonka, starosta powiatu nowosądeckiego, Jerzy Gwiżdż, prezes MPEC, Krzysztof Pawłowski rektor WSB-NLU i dyrektor hotelu "Perła Południa" Stanisław Wysocki, "wróciła pod wrażeniem chińskiej historii, gościnności, dorobku gospodarczego ostatnich lat".

Prezydent wrócił również z przekonaniem, że na rynku chińskim odnajdą się sądeckie firmy, wzorem Fakro, która już się tam odnalazła.

Jest też zapowiedź, że przedsiębiorcy z Nowego Sącza będą mogli nawiązać kontakty z chińskimi partnerami od dziś do piątku w Krakowie, na spotkaniu zorganizowanym przez Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego z przedstawicielami prowincji Jiangsu, z którą kontakty w ubiegłym roku nawiązywał marszałek Małopolski Janusz Sepioł, a więc nie sądecka delegacja.

O konkretny efekt wyjazdu do Chin zapytaliśmy również starostę nowosądeckiego Jana Golonkę:

- Mam odpowiedzieć, że poszliśmy na targ i kupiliśmy tyle i tyle krawatów? Trudno mówić o konkretach po kilku dniach pobytu w Chinach. Suzhou to gospodarcze serce świata, gdzie działają największe światowe firmy, ich obroty sięgają 100 mld dolarów. Problem jest taki, że nie ma tam polskiego biznesu. Skoro Sądecczyzna otrzymała zaproszenie do współpracy, należało z niego skorzystać. Tak to już jest, że władze torują szlaki przedsiębiorcom, ale konkrety, to już ich sprawa. O konkrety proszę zapytać rektora Pawłowskiego, który właśnie robi interesy w Chinach - podpowiada starosta.

Rzeczywiście, Krzysztof Pawłowski, rektor WSB-NLU w Nowym Sączu, dzięki swoim chińskim kontaktom ściągnie w najbliższym czasie na swoją uczelnię około dwustu chińskich studentów. Już dziś uczy się ich w Nowym Sączu około trzydziestu.

Rektor podczas zwołanej w poniedziałek konferencji prasowej bronił wyjazdu sądeckich samorządowców do Chin twierdząc, że "były to najlepiej zainwestowane w ostatnich latach publiczne pieniądze". O tym, jak tygodniowy pobyt starosty i prezydenta miałby przełożyć się na konkrety, nie potrafił jednak nic powiedzieć, poza tym, że to proces, który musi potrwać.

Starosta Golonka podkreślił, że podatnik zapłacił za jego podróż tylko równowartość biletu lotniczego. Pozostałe koszty pokryła strona chińska. Wyprawa zaś nie należała do rekreacyjnych: - Nie mieliśmy okazji zobaczyć starożytnej kultury tego miasta. Trzeba było trzy dni chodzić w krawacie i uczestniczyć w oficjalnych spotkaniach. Może ktoś lubi tak spędzać czas, ja znam lepsze sposoby - podkreśla trudy wyprawy starosta Golonka.

Głównym celem pobytu delegatów sądeckich był udział w Forum Prezydentów Miast Chińsko-Europejskich.

(MONK)

Tanio jak na Majorce

"Chińczycy otwierają się na świat (...) i również dla sądeczan pociągająca jest egzotyka Państwa Środka, a koszt podróży i zwiedzania jest porównywalny z wyprawami np. na Majorkę" - prezydent dzieli się spostrzeżeniem na łamach internetowej strony Urzędu Miasta. Jest niestety w błędzie. Wystarczy porównać oferty tygodniowej wycieczki do Suzhou w Chinach i na hiszpańską wyspę Majorka, żeby zauważyć dysproporcje. Tydzień na Majorce z przelotem i opłatami lotniskowymi to koszt około 2 tys. zł. Tygodniowy pobyt w Chinach kosztuje 5-6 tys. zł. Tylko za bilet lotniczy trzeba zapłacić 2,5 tys. zł. Prezydent tego wiedzieć nie musi, bo za jego i starosty pobyt w Chinach zapłacili sądeccy i chińscy podatnicy.

W entuzjastycznych relacjach z podróży pomijany jest również fakt, że Chińska Republika Ludowa to kraj, w którym panuje reżim totalitarny i na co dzień łamane są tam prawa człowieka.

"Dziennik Polski" 2005-06-22

Autor: ab