Przejdź do treści
Przejdź do stopki

PIŁKARZE TYGODNIA

Treść

IV liga

Krzysztof Orzeł (ZUMD Sarata Victoria Witowice Dolne)

Karieł - tak wołają na niego koledzy z boiska - ma za sobą bardzo bogatą, obfitującą w kluby piłkarską karierę. By wymienić wszystkie przystanki na zawodniczej drodze 36-letniego dzisiaj Krzysztofa Orła (ur. 13 września 1969 r.), pewnie by brakło miejsca w niniejszej rubryce. Odnotujmy więc jedynie, że w swych najlepszych latach, wychowanek Sandecji reprezentował barwy m.in. II-ligowych Okocimskiego Brzesko i Korony Kielce, ostatnio zaś Kolejarza Stróże. Do Victorii trafił u progu minionego sezonu i przeżywa w niej którąś z kolei młodość.

Podczas sobotniego derbowego spotkania z Dunajcem zaliczał się do najlepszych graczy na boisku. Nie tylko bezbłędnie interweniował w obronie (występuje na odpowiedzialnej pozycji ostatniego stopera), likwidował groźne sytuacje na przedpolu świetnie spisującego się młodziutkiego golkipera Daniela Bomby, ale i - kiedy tylko nadarzała się ku temu sposobność - urządzał sobie ofensywne wycieczki pod bramkę zespołu z nowosądeckiej ulicy Kościuszki. Po jednej z nich Victoria wywalczyła rzut rożny. Karieł świetnie zamknął akcję, uderzeniem z pierwszej piłki zdobywając gola, który - jak się później miało okazać - przesądził o nieoczekiwanym raczej zwycięstwie witowiczan.

Orzeł ani myśli o zakończeniu zawodniczych występów. Powiada, że dopóki zdrowie będzie mu dopisywało, dopóty swoim doświadczeniem i naprawdę nieprzeciętnymi umiejętnościami służył będzie Victorii. Znalazł w tym klubie bardzo sympatyczną atmosferę, a dobrą, ambitną postawą na boisku chciałby zrewanżować się działaczom za podanie mu ręki w momencie, kiedy zaczynał zastanawiać się nad zakończeniem futbolowej kariery.

(dw)

V liga

Grzegorz Żarnowski (Skalnik/Bogdański Kamionka Wielka)

Tytułowy bohater niniejszej laurki to wielki, nie do końca wykorzystany, ale też jeszcze nie całkiem zmarnowany talent. Uwagę na siebie zwracał już w wieku trampkarza, gdzie w szkółce prowadzonej w Zawadzie przez Ryszarda Aleksandra, należał obok obecnego ekstraklasowca Arkadiusza Aleksandra i lekkoatletycznego olimpijczyka Piotra Klimczaka do czołowych postaci wśród starannie wyselekcjonowanych młodzików. Szkoda, że jego wędrówka po kolejnych stopniach futbolowej kariery zatrzymała się, przynajmniej na dzisiaj, w V lidze.

O takim stanie rzeczy zadecydowała w zasadniczej mierze rogata dusza 25-letniego (ur. 25 marca 1980 r.) Grzegorza. Kroczył zawsze swoją, nie zawsze właściwie obraną ścieżką, na każdy temat miał indywidualne zdanie, na boisku często wdawał się w dyskusje z sędziami, nie potrafił zapanować nad nerwami. Działacze Skalnika, decydując się przed dwoma laty na zakup z Zawady tego kontrowersyjnego pomocnika, podejmowali więc swego rodzaju ryzyko. Dzisiaj nie żałują swego kroku. Żarnowski spłaca kredyt zaufania, w każdym spotkaniu dowodząc swych nieprzeciętnych możliwości. W niedzielnym meczu z Uściem Gorlickim strzelił dla kamionczan obydwa gole, w decydujący sposób przyczyniając się do umocnienia się ich na pozycji lidera.

- Grzesiek to w gruncie rzeczy normalny, szalenie sympatyczny chłopak - zapewnia prezes Skalnika Jan Michalik. - W poczynania drugiej linii wprowadza niezbędny ład, potrafi pokierować grą, uderzyć z dalszej odległości. Można powiedzieć, że pełni rolę głównego reżysera. Jestem przekonany, że okres młodości "durnej i chmurnej" ma już za sobą i że nie powiedział jeszcze jako piłkarz ostatniego słowa.

(dw)

"Dziennik Polski" 2005-09-20

Autor: ab