Przejdź do treści
Przejdź do stopki

PO MECZACH W III LIDZE

Treść

Górnik Wieliczka - Kolejarz StróŻe 3-3

Tylko drużyna złożona z graczy o niebywałym harcie ducha potrafi dźwignąć się i doprowadzić do remisu, na dziesięć minut przed końcem meczu przegrywając różnicą dwóch goli. Na dodatek grając na boisku przeciwnika i to w liczebnym osłabieniu. Na taki wyczyn zdobyli się w sobotę piłkarze Kolejarza. Bez dwóch zdań - zasłużyli za to na najwyższe słowa uznania.

Punkt wywalczony w Wieliczce świadczy nie tylko o woli walki zawodników, ale i o klasie trenera Krzysztofa Łętochy. Jego podopieczni podkreślają, że potrafił w przerwie zawodów tchnąć w nich przekonanie, że mecz nie jest jeszcze przegrany, że warto walczyć do końca. Dokonał udanych zmian. Efekt tych działań przyszedł na minutę przed końcem zawodów, kiedy to Andrzej Ulucki wykazał się żelaznymi nerwami, skutecznie wykonując drugą w tym meczu jedenastkę.

Zdaniem trenera

Krzysztof Łętocha: - Przy pierwszym golu dla Górnika błąd popełnił Obiedziński, przy drugim - Wolański. Ciastoń bezmyślnie sfaulował w polu karnym Górnika swego rywala, za co słusznie wyleciał z boiska. Do przerwy wyglądało to więc nieszczególnie. Trzeba było cos wymyślić. W szatni powiedziałem chłopakom, że mecz trwa 90 minut i że Górnik jest tego dnia "do ugryzienia". Posłuchali i dobrze na tym wyszli. Wszystkich bez wyjątku zawodników chciałbym pochwalić za ogromną ambicję i walkę do ostatniego gwizdka sędziego. Szczególne słowa uznania kieruję jednak pod adresem Jarka Wieczorka. Ten młody gracz przyszedł do nas z Wodzisławia raptem dwa tygodnie temu, a w Wieliczce dzielił i rządził w środku pola, strzelając gola, którego nie obroniłby żaden bramkarz.

Zdaniem piłkarza

Jarosław Wieczorek: - Już od początku meczu czułem, że to będzie mój dzień. Zaskoczyła mnie dobra jakość murawy w Wieliczce, która sprzyjała prowadzeniu technicznej gry. Zadowolony jestem ze swej postawy. W przerwie, kiedy mecz nie układał się po naszej myśli, trener użył takich argumentów, że nie sposób było się nie zmobilizować. Myślę, że to jest ten moment, kiedy osiągnąłem bardzo wysoką dyspozycję. Cieszę się ze zdobycia gola. Przejąłem piłkę na 20 metrze i bez zastanowienia uderzyłem. Futbolówka wpadła w prawy górny róg bramki.

Zdaniem prezesa

Antoni Poręba: - Na meczu w Wieliczce nie byłem, nie mogę więc autorytatywnie oceniać postawy piłkarzy. Niemniej wynik zadowala. Piłkarzom należą się gratulacje, bowiem wywalczyli punkt na ciężkim terenie, w trudnej dla siebie sytuacji. Martwi kolejna czerwona kartka dla naszego gracza. W czwartym meczu trzeci zawodnik Kolejarza usuwany jest z boiska. Ja rozumiem, że wynika ten fakt głównie z nadmiaru ambicji, z zaangażowania, ale nad nerwami należy zapanować.

Bohater meczu

Jarosław Wieczorek, ur. 31 października 1985 w Wodzisławiu Śląskim. Wychowanek miejscowej Odry. Mówi o sobie: - Moim menedżerem jest ojciec, znany trener piłkarski, w przeszłości zawodnik - Ryszard Wieczorek, obecnie szkolący piłkarzy Korony Kolportera Kielce. To on po konsultacjach z panem Kogutem skłonił mnie do podjęcia wyzwania Kolejarza. Nie żałuję. Kontraktu z tym klubem jeszcze nie podpisałem, wszystko jednak wskazuje na to, że od września zwiążę się z nim na rok. W drużynie panuje miła atmosfera. Spodziewałem się, że będzie inaczej, gorzej, bardziej sztywno.

Wieczorek rozegrał dwa oficjalne spotkania w ekstraklasie. Zadebiutował w maju 2004 r. w przegranym 0-1 meczu z Górnikiem Polkowice. Wystąpił również w czerwcu br. w potyczce z Pogonią w Szczecinie. Zaliczył ponadto kilka spotkań w Pucharze Polski.

Kolejarz pod lupą

Ocenia trener Krzysztof Łętocha

Petrykowski 6 - Bernasiewicz 6, Chrobot 7, Wojtas 6, Wolański 5 - Obiedziński 4, Ciastoń 0, Mielec 4, Wieczorek 8, Kogut 5, Ulucki 8, Znamirowski, Ciesielka, Kovac i Kisłowski - bez noty.

Sandecja - Avia Świdnik 1-3

Nie można marzyć o korzystnym rezultacie, jeśli gra się z obroną bardziej przypominającą sieć rybacką, aniżeli w miarę poukładaną formację. Blok defensywny w Sandecji istniał w sobotę jedynie w sędziowskim protokole. Gdyby piłkarze Avii wykorzystali wszystkie dogodne do zdobycia goli sytuacje, to już po pierwszej połowie mogli prowadzić różnicą czterech goli.

Obrońcy gospodarzy grali w linii i w praktyce każde prostopadłe zagranie świdniczan powodowało, że któryś z ich graczy wychodził na pozycję sam na sam z Bodzionym. Czynił on co mógł, by nie dopuścić do nieszczęścia, wiadomo jednak, że niewiele wskóra i Herkules, wystawiony sam przeciwko wielu rywalom. Na domiar złego wysocy piłkarze Avii wygrywali prawie wszystkie pojedynki w powietrzu. Efekt takiego stanu rzeczy łatwy był do przewidzenia.

Niczego dobrego nie można niestety napisać i o ofensywnych próbach sądeczan. Od momentu utraty drugiego gola poczynali sobie oni jak gdyby bez wiary w sens swych wysiłków, atakowali schematycznie, w sposób łatwy do rozpracowania przez przeciwnika. Porażka, w pełni zresztą zasłużona, stała się więc faktem. Z pewnością nie buduje ona optymistycznych nastrojów przed kolejnymi, niełatwymi potyczkami z Tłokami w Gorzycach i z Hutnikiem u siebie. Wyjścia jednak nie ma. Lekcję skutecznego futbolu należy przyjąć z pokorą, przełknąć gorzką pigułkę, wyciągnąć odpowiedni wnioski i grać dalej. Oby z lepszym skutkiem, niż w sobotę przeciwko Avii.

Zdaniem trenera

Janusz Pawlik: - Mówicie, że dokonałem niewłaściwych zmian. A kogo miałem wprowadzić na boisko? Pewnie, że można było przesunąć Janusza Świerada na środek ataku, ale kto go miał zastąpić? W klubie brakuje obrońców. Najgorsze jest to, że w obecnej sytuacji finansowej Sandecji, żaden zawodnik tutaj nie przyjdzie. Na to musimy być przygotowani. Co, piłkarze są "zajeżdżeni"? Dobre sobie. Trenujemy cztery razy w tygodniu i jeśli to jest zbyt duże dla nich obciążenie, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. Wracając jeszcze do zmian: czy widzieliście, by Basta choć raz z dryblingiem wbiegł w pole karne? A Eddie Stanford... Gra być może efektownie, ale w moim odczuciu nie wnosi wiele wartościowego do drużyny. Nie pozostaje nic innego, jak tylko jakoś się pozbierać i nadal walczyć.

Zdaniem piłkarza

Dawid Basta: - W minionym tygodniu mieliśmy cięższe niż zazwyczaj treningi. Odczułem to na boisku. Brakowało mi świeżości, zatykało w płucach. Już przy starcie do piłki byłem wolniejszy od rywali. Słowem, grało mi się słabo, wiem, że stać mnie na dużo więcej. Mimo to uważam, że mogłem jeszcze przez kilkanaście minut pozostać w drugiej połowie na boisku. Może bym się jednak do czegoś przydał. Trener zadecydował jednak inaczej i szanuję tę jego decyzję. Przykro mi, że zawiedliśmy kibiców. Musimy teraz otrząsnąć się po tej wpadce, odzyskać świeżość i zabrać do pracy. Przed nami ciężkie cztery mecze, w których powinniśmy postarać się o punkty.

Zdaniem prezesa

Józef Kantor, wiceprezes klubu d. s. sportowych: - Uważam, że tym razem trener Janusz Pawlik nie trafił ze zmianami. Stanford powinien dłużej pozostać na boisku. Może nie błyszczał, jak choćby w meczu ze Stalą Sanok, ale zawsze stanowił jakieś zagrożenie dla defensywy rywali. Cóż, szkoleniowiec ma własną wizję drużyny, on odpowiada za jej wyniki. Każdy ma ponadto prawo do pomyłki. Z porażki nie robimy tragedii. To początek rozgrywek, sytuacja w tabeli dopiero się klaruje. Wszystko przed nami. Zdaję sobie sprawę, że na zawodników nie wpływają mobilizująco zaległości z wypłatą stypendiów i premii. Zapewniam, że czynimy wszystko, by pozyskiwać środki finansowe.

Zdaniem kibica

Stanisław Rączka: - Sprawdziło się to, o czym mówiłem przed meczem. Sandecja nie ma obrony! Jeśli zdarzy się, że defensywa zagra na zero, to znaczy nie dopuści do utraty gola, to sądeczanie mogą zwyciężyć. W przypadku strzelenia bramki przez rywali, wszystko się wali, porażka jest nie do uniknięcia. Coś z tym fantem trzeba zrobić. Mam wielki szacunek dla Janusza Świerada. Uważam jednak, że jego miejsce jest mimo wszystko w ataku. Przez całe życie grał w przedniej linii i pewnych ofensywnych nawyków już się nie wyzbędzie. Mimo wszystko jestem zdania, że obecnie sytuacja kadrowa w Sandecji jest znakomita. Już dawno nie było tylu obiecujących zawodników. Rzecz w tym, by ich zatrzymać w Nowym Sączu.

Sandecja pod lupą

Bodziony 6, Damasiewicz 5, Świerad 5, Rusin 4, Kandyfer 4, Basta 4, Florian 4, Szczepański 5, Ciastoń 6, Stanford 5, Mężyk 4, Zachariasz 4, Szczepanik, Gurba, M. Gryźlak - bez noty.

Daniel Weimer

"Dziennik Polski" 2005-08-30

Autor: ab