Po obiad na pastwisko. Sękowa
Treść
Szansa na złagodzenie restrykcyjnych przepisów zakazujących odstrzału wilków. Jest szansa na złagodzenie przepisów zakazujących odstrzału wilków zakwalifikowanych do gatunków objętych ścisłą ochroną. Mówiła o tym goszcząca w Sękowej posłanka Anna Paluch (PiS) z sejmowej Komisji Ochrony Środowiska. Na ziemi gorlickiej, określanej mianem zagłębia hodowli bydła mlecznego, parlamentarzystka wysłuchała argumentów hodowców, którzy na co dzień borykają się z problemem drapieżników bezkarnie atakujących stada.
O konieczności złagodzenia przepisów dotyczących ochrony wilków mówi się od lat. Całkowity zakaz odstrzału sprawia, że drapieżniki czynią duże szkody w stadach owiec i krów. Choć w lasach mają zwierzyny pod dostatkiem, często wybierają właśnie taką formę zdobywania pożywienia, bo na upolowanie owcy czy jałówki trzeba zużyć znacznie mniej energii, niż na pościg za sarną lub jeleniem.
Nie boją się ludzi
Eugeniusz Królikowski z Bednarki (gmina Lipinki) codziennie boryka się z tym problemem. Ma duże, 90-hektarowe gospodarstwo, na którym prowadzi profesjonalną hodowlę bydła mlecznego. Jest jednym z wielu hodowców na ziemi gorlickiej, bo tam rolnicy już dawno przerzucili się na taką formę gospodarowania. Surowy klimat wyklucza uprawę zbóż, więc jest to w zasadzie jedyna możliwość czerpania korzyści z działalności rolniczej.
- Wszyscy stosują tutaj system polegający na wypasaniu bydła zarówno w dzień, jak i w nocy - mówi Eugeniusz Królikowski. - Wiadomo, że 30 procent pokarmu te zwierzęta pobierają właśnie nocą. Dużego stada nie można zamknąć na ograniczonym terenie, więc bydło jest atakowane przez wilki. Te drapieżniki czują się już tak bezkarnie, że nie boją się ludzi. Ja sam wielokrotnie próbowałem odgonić dorodnego basiora od stada, ale musiałem się wycofać, bo moje działania nie robiły na nim wrażenia. Efekt jest taki, że wielu hodowców od miesięcy nie przespało do końca ani jednej nocy, bo każdy niepokojący dźwięk, czy poruszenie na pastwisku sprawia, że trzeba zerwać się z łóżka i biec na miejsce.
Bądźcie dobrej myśli
Hodowcy przekonują, że symboliczne odszkodowania za stracone zwierzę nie są w stanie wyrównać rzeczywistych strat. Gdy ginie krowa dająca rocznie kilka tysięcy litrów mleka pierwszej jakości, żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować jej straty. Mało tego, pociągają za sobą serię proceduralnych problemów, bo na każde zwierzę są unijne dopłaty, z których hodowca musi się rozliczyć.
Poseł Anna Paluch wysłuchała argumentów hodowców i zapewniła, że nie można wykluczyć opcji wprowadzenia niewielkiego, sanitarnego odstrzału wilków. Nowelizacją przepisów już wkrótce zajmie się Sejm.
- Po tym spotkaniu hodowcy mogą być dobrej myśli - mówi wójt gminy Sękowa Małgorzata Małuch. - Pokazało ono, że w końcu nastąpiło zbliżenie twardego stanowiska ekologów i środowisk, które kwestia zbyt restrykcyjnej ochrony wilków dotyka na co dzień.
(SZEL), "Dziennik Polski" 2007-05-07
Autor: ea