Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Po ogniu wiatr i deszcz. Litacz

Treść

LITACZ. Wielodzietna rodzina pogorzelców ponownie ofiarą żywiołu. Potężna wichura zerwała dach z odbudowego po lipcowym pożarze budynku gospodarczego rodziny Gruszczyńskich z Litacza (gmina Podegrodzie). Znów potrzebują Państwa pomocy. Przed Bożym Narodzeniem pani Dorota Gruszczyńska, jej dziesięcioro dzieci i stary ojciec Andrzej Lorek dziękowali na naszych łamach wszystkim dobrym ludziom za pomoc w budowie domu. Właśnie przykryli dom blachą, którą kupili dzięki wsparciu naszych Czytelników i zaciągniętemu na ten cel kredytowi. Wspólnym dachem przykryli stodołę i wybudowany obok niej - na miejscu zabudowań gospodarczych - dom. Pracownicy mocowali blachę jeszcze w grudniu, korzystając z jesiennej pogody. W nocy z czwartku na piątek potężna wichura zerwała połać dachu znad stodoły i części zabudowań gospodarczych. - Tej nocy nie zmrużyliśmy oka. W starym domu wszystko skrzypiało, baliśmy się, że może zdarzyć się jakieś nieszczęście, więc po godzinie 23 powiedziałam dzieciom, że przechodzimy do nowego, niewykończonego budynku. Ściany z pustaków wydawały mi się trwalsze niż drewniany, stuletni dom. Starsze dzieci pomogły mi przenieść maluchy do sąsiedniego budynku. Wiało tak, że trudno było utrzymać się na nogach - opowiada pani Dorota. Kiedy wracała z nowego do starego domu po kolejne dziecko, zobaczyła, że nad stodołą, w miejscu, gdzie jeszcze kilka minut wcześniej był dach, widać niebo. Deszcz padający podczas wichury zniszczył nowe drzwi, zdjęte z budowy na czas tynkowania, płyty gipsowe, przeznaczone do wykończenia wnętrz i część używanych mebli, ofiarowanych po pożarze przez ludzi, którzy odpowiedzieli na nasz lipcowy apel o pomoc dla pogorzelców. Na szczęście dach na budynku mieszkalnym nie ucierpiał, bo gdy wiatr się nasilał, sąsiedzi przymocowali go powrozami. W stodole nie było jeszcze wrót, prawdopodobnie silny podmuch wdarł się pod otwarty dach, jak pod parasol, zerwał konstrukcję, uszkadzając pustaki, popękała betonowa płyta. Żywioł zniweczył w kilka sekund efekt kilkumiesięcznej, ciężkiej pracy. Podmuch zniósł dach kilkadziesiąt metrów pod las, na pole Gruszczyńskich. A stuletnia chata, którą jak za dawnych lat dzielą ludzie i zwierzęta domowe, stoi jak stała... Wiatr zerwał tylko kilka dachówek. - W piątek oglądaliśmy rozrzuconą na polu blachę, kawałek po kawałku. Jest pogięta. Nie nadaje się do ponownego przykrycia dachu - martwi się pani Dorota. - Mimo to, dziękuję Bogu, że przetrwaliśmy tę noc i nikomu z nas nie stała się krzywda. Budowa była ubezpieczona. Rodzina Gruszczyńskich ma nadzieję, że ubezpieczyciel zrekompensuje stratę spowodowaną przez wichurę. Monika Kowalczyk, Potężna wichura zerwała dach z odbudowego po lipcowym pożarze budynku gospodarczego rodziny Gruszczyńskich z Litacza (gmina Podegrodzie). Znów potrzebują Państwa pomocy. Przed Bożym Narodzeniem pani Dorota Gruszczyńska, jej dziesięcioro dzieci i stary ojciec Andrzej Lorek dziękowali na naszych łamach wszystkim dobrym ludziom za pomoc w budowie domu. Właśnie przykryli dom blachą, którą kupili dzięki wsparciu naszych Czytelników i zaciągniętemu na ten cel kredytowi. Wspólnym dachem przykryli stodołę i wybudowany obok niej - na miejscu zabudowań gospodarczych - dom. Pracownicy mocowali blachę jeszcze w grudniu, korzystając z jesiennej pogody. W nocy z czwartku na piątek potężna wichura zerwała połać dachu znad stodoły i części zabudowań gospodarczych. - Tej nocy nie zmrużyliśmy oka. W starym domu wszystko skrzypiało, baliśmy się, że może zdarzyć się jakieś nieszczęście, więc po godzinie 23 powiedziałam dzieciom, że przechodzimy do nowego, niewykończonego budynku. Ściany z pustaków wydawały mi się trwalsze niż drewniany, stuletni dom. Starsze dzieci pomogły mi przenieść maluchy do sąsiedniego budynku. Wiało tak, że trudno było utrzymać się na nogach - opowiada pani Dorota. Kiedy wracała z nowego do starego domu po kolejne dziecko, zobaczyła, że nad stodołą, w miejscu, gdzie jeszcze kilka minut wcześniej był dach, widać niebo. Deszcz padający podczas wichury zniszczył nowe drzwi, zdjęte z budowy na czas tynkowania, płyty gipsowe, przeznaczone do wykończenia wnętrz i część używanych mebli, ofiarowanych po pożarze przez ludzi, którzy odpowiedzieli na nasz lipcowy apel o pomoc dla pogorzelców. Na szczęście dach na budynku mieszkalnym nie ucierpiał, bo gdy wiatr się nasilał, sąsiedzi przymocowali go powrozami. W stodole nie było jeszcze wrót, prawdopodobnie silny podmuch wdarł się pod otwarty dach, jak pod parasol, zerwał konstrukcję, uszkadzając pustaki, popękała betonowa płyta. Żywioł zniweczył w kilka sekund efekt kilkumiesięcznej, ciężkiej pracy. Podmuch zniósł dach kilkadziesiąt metrów pod las, na pole Gruszczyńskich. A stuletnia chata, którą jak za dawnych lat dzielą ludzie i zwierzęta domowe, stoi jak stała... Wiatr zerwał tylko kilka dachówek. - W piątek oglądaliśmy rozrzuconą na polu blachę, kawałek po kawałku. Jest pogięta. Nie nadaje się do ponownego przykrycia dachu - martwi się pani Dorota. - Mimo to, dziękuję Bogu, że przetrwaliśmy tę noc i nikomu z nas nie stała się krzywda. Budowa była ubezpieczona. Rodzina Gruszczyńskich ma nadzieję, że ubezpieczyciel zrekompensuje stratę spowodowaną przez wichurę. Monika Kowalczyk, Potężna wichura zerwała dach z odbudowego po lipcowym pożarze budynku gospodarczego rodziny Gruszczyńskich z Litacza (gmina Podegrodzie). Znów potrzebują Państwa pomocy. Przed Bożym Narodzeniem pani Dorota Gruszczyńska, jej dziesięcioro dzieci i stary ojciec Andrzej Lorek dziękowali na naszych łamach wszystkim dobrym ludziom za pomoc w budowie domu. Właśnie przykryli dom blachą, którą kupili dzięki wsparciu naszych Czytelników i zaciągniętemu na ten cel kredytowi. Wspólnym dachem przykryli stodołę i wybudowany obok niej - na miejscu zabudowań gospodarczych - dom. Pracownicy mocowali blachę jeszcze w grudniu, korzystając z jesiennej pogody. W nocy z czwartku na piątek potężna wichura zerwała połać dachu znad stodoły i części zabudowań gospodarczych. - Tej nocy nie zmrużyliśmy oka. W starym domu wszystko skrzypiało, baliśmy się, że może zdarzyć się jakieś nieszczęście, więc po godzinie 23 powiedziałam dzieciom, że przechodzimy do nowego, niewykończonego budynku. Ściany z pustaków wydawały mi się trwalsze niż drewniany, stuletni dom. Starsze dzieci pomogły mi przenieść maluchy do sąsiedniego budynku. Wiało tak, że trudno było utrzymać się na nogach - opowiada pani Dorota. Kiedy wracała z nowego do starego domu po kolejne dziecko, zobaczyła, że nad stodołą, w miejscu, gdzie jeszcze kilka minut wcześniej był dach, widać niebo. Deszcz padający podczas wichury zniszczył nowe drzwi, zdjęte z budowy na czas tynkowania, płyty gipsowe, przeznaczone do wykończenia wnętrz i część używanych mebli, ofiarowanych po pożarze przez ludzi, którzy odpowiedzieli na nasz lipcowy apel o pomoc dla pogorzelców. Na szczęście dach na budynku mieszkalnym nie ucierpiał, bo gdy wiatr się nasilał, sąsiedzi przymocowali go powrozami. W stodole nie było jeszcze wrót, prawdopodobnie silny podmuch wdarł się pod otwarty dach, jak pod parasol, zerwał konstrukcję, uszkadzając pustaki, popękała betonowa płyta. Żywioł zniweczył w kilka sekund efekt kilkumiesięcznej, ciężkiej pracy. Podmuch zniósł dach kilkadziesiąt metrów pod las, na pole Gruszczyńskich. A stuletnia chata, którą jak za dawnych lat dzielą ludzie i zwierzęta domowe, stoi jak stała... Wiatr zerwał tylko kilka dachówek. - W piątek oglądaliśmy rozrzuconą na polu blachę, kawałek po kawałku. Jest pogięta. Nie nadaje się do ponownego przykrycia dachu - martwi się pani Dorota. - Mimo to, dziękuję Bogu, że przetrwaliśmy tę noc i nikomu z nas nie stała się krzywda. Budowa była ubezpieczona. Rodzina Gruszczyńskich ma nadzieję, że ubezpieczyciel zrekompensuje stratę spowodowaną przez wichurę. Monika Kowalczyk, "Dziennik Polski" 2007-01-22 > APEL Przed panią Dorotą, jej dziećmi, starym i schorowanym ojcem znów ciężkie chwile. Żyją w biedzie, w pokoju z kuchnią bez łazienki i ubikacji w drewnianej chacie. Z trudem wystarcza im pieniędzy na utrzymanie. Dlatego ponownie apelujemy do Państwa o pomoc dla nich. Podajemy numer telefonu Doroty Gruszczyńskiej 18 445 87 35.

Autor: ea