Po sezonie na leszcza
Treść
Zarażenie ligullozą uklei i płoci sprawia, że powstrzymanie epidemii, która niszczy część populacji ryb w Jeziorze Rożnowskim, może okazać się niemożliwe. Tak twierdzi ichtiolog dr Leszek Augustyn, dyrektor biura Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Nowym Sączu. Przypomnijmy, że chodzi o pasożyta, który mocno przetrzebił populację leszcza w tym akwenie. Od trzech lat podejmowano różne próby powstrzymania epidemii. Najczęściej sprowadzały się one do odławiania, a następnie utylizacji chorych ryb. W minionym roku w sieci wpadło 9 ton leszcza. To tylko część chorej populacji, bo szacowano, że trzykrotnie więcej ryb zostało bliżej dna, a więc poza zasięgiem rybaków. Mimo to epidemię udało się powstrzymać i dziś w jeziorze widać tylko pojedyncze sztuki leszczy, które w ostatniej fazie rozwoju tasiemca są wypychane tuż pod powierzchnię wody i pływają w charakterystyczny sposób "na boku". Zjawisko nie ma jednak tak masowego charakteru, jak przed dwoma laty, czy przed rokiem, gdy z brzegu można było zobaczyć setki zarażonych ryb. - Niestety, pasożyt zaatakował także drobne ryby, takie jak ukleje i płocie - mówi dr Leszek Augustyn. - Nie sposób ich wyławiać na taką skalę, jak zarażone leszcze, więc ponownie będziemy mieli do czynienia z zamkniętym kołem cyklu rozwojowego pasożyta. Zwłaszcza, że potrzebuje on do tego wodę o temperaturze 25 stopni Celsjusza, czyli akurat taką, jaka jest obecnie w jeziorze. Rozprzestrzenianiu się epidemii służy także wzrost populacji ptaków rybożernych, których w tym roku jest wyjątkowo dużo. Przypomnijmy, że jaja pasożyta trafiają do wody wraz z odchodami ptaków. W temperaturze 25 stopni Celsjusza wylęgają się z nich larwy, będące pożywieniem skorupiaków zjadanych chętnie przez ryby karpiowate, w tym leszcze. Po kilku latach rozwoju żywiciel ma w sobie tasiemca o długości metra, który potrafi złożyć ponad milion jaj. Pasożyt oplata pęcherz pławny ryby, która jest wypychana ku górze, stanowiąc łatwy łup dla ptaków. W ten sposób cały cykl się powtarza. O ile jednak można było wyłowić chore leszcze, o tyle drobnica pozostaje poza zasięgiem rybaków i wędkarzy. W ten sposób ligulloza będzie się swobodnie rozwijać. - Dwa lata temu rozmawiałem na ten temat z profesorem Janem Żelazko z Zakładu Chorób Ryb Polskiego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach - opowiada Leszek Augustyn. - Dowiedziałem się, że dotąd nikt na świecie nie wymyślił skutecznego sposobu walki z ligullozą. My mogliśmy ją tylko powstrzymać odławiając leszcza, ale w momencie przeniesienia pasożyta na drobne ryby możliwości walki z problemem praktycznie się kończą. Może go rozwiązać jedynie natura. Gdyby temperatura wody spadła poniżej 25 stopni C, z jaj tasiemca nie mogłyby się rozwinąć larwy. Na razie jednak cykl rozwojowy trwa, bo woda w jeziorze wciąż jest ciepła. (SZEL) "Dziennik Polski" 2007-08-23
Autor: wa