Pod gołym niebem
Treść
Sądecczyzna nie dała się unieść fali histerii związanej z zapowiedziami epidemii ptasiej grypy. Po obejściach wielu gospodarstw beztrosko chodzą kury i kaczki, mimo obowiązującego od wczoraj rozporządzenia ministra rolnictwa Józefa Pilarczyka, które stanowczo zakazuje trzymania drobiu na otwartej przestrzeni. Jest on bowiem narażony na kontakt z migrującym dzikim ptactwem, które może przenosić wirusa.
Leon Cisowski z Gaju (gmina Chełmiec) potwierdza, że słyszał o zakazie. Ma dziewięć kur. Trudno nazwać to hodowlą.
- Cały czas mówią w telewizji o tej ptasiej grypie - przyznaje Leon Cisowski. - Ja się tym jednak nie przejmuję, bo mam raptem kilka kurek. Trzymam je w stajni. Owszem, teraz wyszły na podwórze, bo myślały, że im ziarna podsypię. Pozwolę im sobie trochę pochodzić. Żadne obce ptaki tutaj nie przylatują, zabudowania są ogrodzone płotem. Wydaje mi się, że nie ma zagrożenia. Zresztą zaraz znowu zagonię to moje stadko do stajni, więc wszystko jest pod kontrolą.
Nie wszyscy gospodarze z podsądeckich wsi wzięli sobie do serca zakaz ministra. Wychodzą z założenia, że posiadanie kilku kur czy kaczek nie może stanowić zagrożenia. Mimo, że służby weterynaryjne podkreślają, iż ewentualne zarażenie wirusem nie zależy od wielkości stada. (SZEL)
"Dziennik Polski" 2005-10-18
Autor: ab