Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Ponury ślad rzeźbiarskich plenerów

Treść

Nasz fotograficzny przegląd sądeckich rzeźb plenerowych i kamiennych obelisków wywołał reakcję czytelników. Większość przyznała, że są to artystyczne spady nienajwyższych lotów, bądź łatwizna na zasadzie "prosto i tanio". O swojej przypadkowej roli w powstawaniu jednej z takich form plastycznych przypomniał nam osobiście były pracownik ZNTK Stanisław Gargas.

Pokazaliśmy zarówno zapomniane rzeźby, stojące w biegonickim lasku obok dzisiejszego "Carbonu", jak i kilka głazów ustawionych ku czci ważnych historycznie osób lub wydarzeń. Jedne już niczym się nie bronią, poza zagadką własnej tożsamości, inne są świadectwem schematycznego myślenia. Historię pierwszych przypomina Stanisław Gargas:

- Rzeźby powstawały podczas plenerów organizowanych dla krakowskich rzeźbiarzy w drugiej połowie lat 70. Pamiętam, pracowałem wtedy na ZNTK i pod moją opiekę dostał się jeden z artystów, który rzeźbił w metalu. Pomagałem mu przy konstrukcji takiej instalacji, która potem stanęła na Sandecji. Nazywał się bodajże Krzyszkowski. Ważniejsze jednak jest to, że tej rzeźby już nie ma. Najpierw ją zniszczono, potem została rozebrana i wyrzucona. O ile pamiętam, ta rzeźba, która stoi do dziś na trawniku przy alejkach, w sąsiedztwie II LO, nosi nazwę "Macierzyństwo". Być może w innym miejscu, w ciekawszym otoczeniu, wyglądałaby bardziej okazale. Niestety, nie da się tego już powiedzieć o tych rzeźbach, które stoją w Biegonicach. Nie jesteśmy przecież ludźmi niewrażliwymi na sztukę. Skoro jednak już coś się nią określa, wypadałoby jakoś o takie dzieła zadbać, pomyśleć ciekawszej prezentacji, bo to trochę wstyd.

Trudno się z panem Stanisławem nie zgodzić. Ocena produkcji głazów z napisami już została wyrażona. Pan Gargas należy także do tych, których nie zachwyca.

(WCH)

"Dziennik Polski" 2005-10-29

Autor: ab