Porażka mimo prowadzenia
Treść
Sandecja - Górnik Wieliczka 3-5 (2-1)
Bramki dla Sandecji: Szczepanik 21 i 35, Damasiewicz 55.
Sandecja: Bodziony (30 Kozioł, 60 Hładowczak) - Szczepanik (63 Hajduk), Szufryn (63 Saratowicz), Świerad, Kandyfer (75 Polański) - Zachariasz (46 Damasiewicz), Szczepański (70 Michalik), Ciastoń (85 P. Leśniak), Rysiewicz (46 Florian) - Kubiela (65 Nowak), Kudryk (46 Czernecki).
Mecz odbył się na sztucznej nawierzchni w hali w Skotnikach. Wyjazd piłkarzy Sandecji do tej miejscowości stał się możliwy wyłącznie dzięki finansowemu wsparciu Leszka Leśniaka, który zapłacił za wynajem autokaru oraz pokrył koszty posiłku graczy. I już na wstępie należy zaznaczyć, że sądeczanie winni ten przedsezonowy sprawdzian rozstrzygnąć na swoją korzyść. Prowadzili przecież już 3-1 i wystarczyło wykorzystać przynajmniej jedną z kilku wypracowanych przez siebie idealnych sytuacji strzeleckich, by Górnikowi nie pomógł nawet wybitnie sprzyjający mu sędzia. Nawiasem mówiąc: komu zależy na tym, by za wszelką cenę wygrywać mecze sparingowe? Czyżbyśmy dotknęli paranoi?
Wróćmy jednak do samych zawodów. Wielicczanie prowadzenie zdobyli w 12 min. z wydumanego przez arbitra rzutu karnego. Wyrównał w 21 min. Paweł Szczepanik, płasko w tzw. długi róg posyłając piłkę z odległości dobrych 30 metrów. Kolejnego gola dla Sandecji też należy przypisać Szczepanikowi. Po jego dośrodkowaniu naciskany przez Pawła Rysiewicza obrońca rywali tak niefortunnie usiłował wybić futbolówkę, że skierował ją do własnej bramki. Kiedy już po zmianie stron, w 55 min. Bartłomiej Damasiewicz dostrzegł wysuniętego z bramki golkipera z Wieliczki i przytomnie przelobował go z 40 m wydawało się, że podopiecznym trenera Janusza Pawlika żadna siła nie jest już w stanie wydrzeć zwycięstwa. Tym bardziej, że przed wybornymi szansami na podwyższenie prowadzenia stawali Kubiela i Florian - wcześniej "setki" nie wykorzystał Kudryk - zaś przepiękny strzał Ciastonia zakończył się odbiciem piłki od poprzeczki. Te zmarnowane okazje srodze się wkrótce na sądeczanach zemściły. Ich szkoleniowiec, co w przypadku sparingu jak najbardziej zrozumiałe, wręcz wskazane, dał szansę zaprezentowania się zmiennikom, co natychmiast wykorzystali doświadczeni przeciwnicy. Bramkowy kontakt "złapali" w 60 min., kiedy to sędzia po raz drugi obdarował ich wątpliwym karnym. Wyrównali w 62 min., by gole dające im wygraną zdobyć w 75 i 80 min. W przypadku czwartego trafienia (?) rozjemca uznał, że Jakub Hładowczak wygarnął piłkę zza linii bramkowej, podczas gdy większość obserwatorów była zgoła odmiennego zdania.
Sandecja uległa więc wyżej sytuowanemu w tabeli swemu rywalowi z czwartej grupy trzeciej ligi, ale swą postawą udowodniła, że umiejętnościami w żadnym elemencie nie odstaje od niego. I tak brzmi optymistyczne przesłanie z gry kontrolnej, stoczonej niemal dokładnie na miesiąc przed inauguracją rundy wiosennej.
Daniel Weimer
Pieniądze na koncie
Humory sądeckich piłkarzy znacznie poprawiły się w drodze powrotnej do Nowego Sącza. Otóż do autokaru dotarła informacja, że konta zawodników zasilone zostały ponoć obiecywanymi od dawna zaległymi wypłatami.
Rzeszowski ślad
Losami Sandecji (czytaj: wyprowadzeniu jej na finansową prostą) zainteresował się pewien biznesmen wywodzący się z Rzeszowa. Jeśli w istocie nawiąże z klubem bliższą znajomość, poczuje się w Nowym Sączu jak u siebie w domu. To właśnie ów nie całkiem, jak się okazuje, tajemniczy finansista, wykupił od miasta niedoszłą halę sportową u zbiegu ulic Nawojowskiej i Rejtana, tworząc znany wszystkim obywatelom naddunajeckiego grodu hiperkarket "Europa".
Zdaniem trenera
Janusz Pawlik, Sandecja: - Nie wynik był oczywiście w tym przypadku najważniejszy, ale lekki niedosyt pozostał. Zadowolony, i to bardzo, jestem natomiast z faktu, że po meczach, które stoczyliśmy albo brnąc po kostki w śniegu, albo taplając się w błocie, lub ślizgając się po oblodzonej murawie, mieliśmy wreszcie okazję zagrać na suchej, bardzo szybkiej murawie. Piłka "słuchała" zawodników, choć niektórzy z nich nie bardzo trafili z doborem obuwia. Gracze Górnika regularnie toczą swe sparingi na sztucznej nawierzchni pod dachem w Skotnikach, trenując na niej raz w tygodniu. W tej sytuacji nawiązanie równej walki musi być powodem do satysfakcji. Kilka przeprowadzonych przez nas akcji mogło się podobać, mimo że momentami widać było jeszcze brak zgrania poszczególnych formacji. To jednak normalne na tym etapie przygotowań do sezonu. Bardziej martwią mnie błędy w ustawieniu środkowych obrońców. Ale to też do wyrugowania. W sobotę o godz. 15.30 na tym samym boisku w Skotnikach zmierzymy się z Alwernią Kraków. Jest tylko jeden problem: szukamy sponsora, który zechciałby sfinansować nasz wyjazd.
(DW)
"Dziennik Polski" 2006-02-23
Autor: ab