Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Porwany, pobity, podpalony

Treść

Kilku napastników porwało wczoraj 23-letniego mieszkańca Łabowej, wywiozło do pobliskiej Frycowej, gdzie został zmaltretowany, polany substancją łatwopalną i podpalony. Pozostawiony przez bandytów, zanim stracił przytomność, zdążył powiadomić policję. Zorganizowano blokady dróg i obławę trwającą do chwili zamknięcia tego numeru "Dziennika Nowosądeckiego". Oprawcy uciekli samochodem. - Około 8.50 rano - poinformowała nas wczoraj Beata Frohlich, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu - dyżurny odebrał wiadomość o przestępstwie w rejonie Frycowej. Dzwonił młody mężczyzna, mówiąc, że został uprowadzony, pobity i podpalony. Nie potrafił dokładnie określić miejsca, gdzie się znajduje. Na poszukiwania ruszyły nasze patrole. Powiadomione zostało pogotowie ratunkowe. Nasz policjant przez cały czas utrzymywał z nim kontakt. Wiedzieliśmy od ofiary jakim samochodem uciekali sprawcy, więc natychmiast zostały zorganizowane blokady dróg. Komendant miejski powołał grupę dochodzeniowo śledczą. Pomagają nam policjanci z Krakowa, którzy szukają napastników z helikoptera, a także straż graniczna. Trwają cały czas poszukiwania sprawców i ustalanie motywów napaści. Pobity i poparzony mężczyzna znajduje się w szpitalu. Dla dobra prowadzonego śledztwa, na razie więcej szczegółów nie możemy podać. Od rana przez cały dzień patrole policyjne zatrzymywały i kontrolowały pojazdy, podobne do opisanego przez ofiarę. Blokady i przeszukiwania terenu objęły okolice Nowego Sącza, Łabowej, a później Krynicy, Muszyny oraz dróg w powiecie tarnowskim. Do akcji zostały zaangażowane także patrole straży granicznej. W poszukiwania włączył się policyjny helikopter z Krakowa. Jak ustaliliśmy, młody mężczyzna sprowadził się do Łabowej zaledwie kilka miesięcy temu. Poprzednio mieszkał w innym powiecie na terenie Małopolski. Mało jest więc znany okolicznym mieszkańcom. Wczoraj rano został wywabiony z domu na spotkanie, schwytany i uprowadzony w miejsce na uboczu do sąsiedniej miejscowości. Tam sprawcy, gdyż najprawdopodobniej było ich kilku, bardzo dotkliwie go pobili, oblali jakimś łatwopalnym płynem i podpalili. Bandyci zostawili ofiarę na pastwę losu i uciekli. Na szczęście, nie pomyśleli o zabraniu mu telefonu komórkowego, z którego zdołał zatelefonować na policję. Nie znając dobrze okolicy, nie potrafił dokładnie określić, gdzie został porzucony. Policjantom udało się jednak dość szybko namierzyć miejsce tragicznego zdarzenia. W karetce pogotowia stracił przytomność. Najpierw trafił na oddział intensywnej opieki medycznej, a potem na chirurgię. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Można jedynie snuć domysły, że zbrodniczy napad jest efektem porachunków przestępczych, lub zemsty i że bandyci oraz ofiara wcześniej dobrze się znali. Wojciech Chmura "Dziennik Polski" 2007-11-09

Autor: wa