Powrócić na swoje
Treść
Drewniana, stara szkoła w centrum Korzennej jest od blisko pół roku zastępczym domem dla jedenastoosobowej rodziny Leśniowskich, którzy w marcu br., w pożarze, stracili cały dorobek życia i dach nad głową. Pogorzelcy przyzwyczaili się już do nowego miejsca. Codziennie jednak marzą, by jak najszybciej wrócić do Posadowej Mogilskiej, do własnego, nowego domu. Tam jest ich ojcowizna. Wierzą, że ich marzenie spełni się niebawem. Tymczasowe lokum w starej szkole w Korzennej, które pogorzelcy dostali dzięki życzliwości gminy, komfortowe z pewnością nie jest. W jednej z większych klas, zaadaptowanych na pokój, koncentruje się życie rodzinne. Dwie wersalki, stół, kilka krzeseł, meblościanka, w kącie telewizor - to wszystko podarowali życzliwi ludzie i rodzina. Tutaj śpią Grażyna i Jerzy Leśniowscy oraz ich najmłodsze dzieci. Reszta rodziny zajmuje dawny, niewielki pokój nauczycielski przedzielony prowizorycznie na dwie części. W jednej mieszka seniorka rodu, 73-letnia babcia Genowefa, w drugiej zaś najstarsi chłopcy - Krzysiek, Krystian, Paweł i Bartek. Wygód nie ma tu żadnych. Brak łazienki, do toalety trzeba wychodzić na zewnątrz. Ciepłą wodę grzeje się w kuchni na piecu lub kuchence gazowej. Do trudnych warunków mieszkaniowych Leśniowscy byli przyzwyczajeni od lat. Ich własny, drewniany dom, strawiony przez pożar, w którym mieszkali w pobliskiej Posadowej Mogilskiej miał już bowiem blisko 100 lat. Była w nim jedna duża izba, do której wchodziło się przez sień. Była też kuchnia. Do bocznej ściany dobudowana została obora, gdzie trzymali świnie, króliki i drób. *** Ich spokojne dotychczas życie rozsypało się w kawałki 23 marca, niemal w samo południe. Jerzy Leśniowski poczuł gryzący dym, który błyskawicznie wypełniał budynek. Potem płomienie opanowały stare drewno. Pożar podsycał wiatr. Leśniowskiemu, jego żonie i matce, a także najmłodszym dzieciom udało się wydostać na zewnątrz. Zdołał jeszcze otworzyć chlewik i wypędzić dwa prosiaki. Na ratunek pozostałej części dobytku zabrakło czasu. Ogień był szybszy, pożerał wszystko. Pierwsze jednostki straży pożarnej, które zjawiły się na miejscu niemal natychmiast, mogły tylko dogasić zgliszcza. Leśniowscy stali długo w niemym otępieniu nad tym, co pozostało z ich domu. Nie mieli dokąd pójść. Dzieci, wracające ze szkoły, nie mogły powstrzymać łez. Pomocną dłoń wyciągnęli do nich krewni i sąsiedzi, którzy natychmiast przyjęli pod swój dach pogorzelców. Ruszyła zbiórka pieniędzy prowadzona przez sołtysa wsi oraz proboszcza parafii w Mogilnie, zbiórka odzieży i żywności. Właściciel jednej z największych firm w gminie przelał na konto miejscowego sklepu sporą kwotę na zakup artykułów spożywczych. Gdy trwało jeszcze dogaszanie pożaru, do Posadowej Mogilskiej przyjechał wójt gminy Leszek Skowron wraz z pracownicami Ośrodka Pomocy Społecznej. Na miejscu zdecydował, by poszkodowaną rodzinę ulokować w lokalu zastępczym, po odpowiedniej adaptacji: w "starej szkole" w Korzennej. O tym, co znaczy skromne życie rodzina Leśniowskich wiedziała doskonale od lat. Ich miesięczny dochód na jedną osobę wynosił niecałe 180 zł. Składał się na to zasiłek stały dla głowy rodziny Jerzego, mającego orzeczoną niepełnosprawność, zasiłki okresowe i rodzinne przyznawane jego żonie. Kwotę tę uzupełniał dochód z gospodarstwa o powierzchni blisko 2 ha mało urodzajnej ziemi i niewielka emerytura rolnicza babci Genowefy. - Że wielodzietnej rodzinie trzeba pomóc - było dla mnie rzeczą oczywistą od czasu, gdy zobaczyłem ogrom nieszczęścia tych ludzi - mówi Leszek Skowron, wójt gminy Korzenna. - Trzeba było ich wesprzeć nie tylko w sensie finansowym. Należało zająć się też formalnościami związanymi z uzyskaniem pozwolenia na budowę, gromadzeniem materiałów. Do tej roli wyznaczyłem pracownicę Ośrodka Pomocy Społecznej Teresę Jurek, która koordynowaniem pomocy dla pogorzelców zajęła się bardzo sumiennie. Wiedziałem też, że los Leśniowskich poruszy z pewnością mieszkającego nieopodal w Stróżach senatora Stanisława Koguta, którego poprosiłem o pomoc. I nie zawiodłem się. Dzięki jego kontaktom i perswazji, mam zapewnienie od kierownictw kilku firm z Sądecczyzny, że z chwilą rozpoczęcia budowy domu Leśniowskich na miejsce zostaną dostarczone materiały budowlane - beton, cegła. Już teraz dotarły do nas okna, drzwi od jednej z firm z terenu powiatu, a także okna dachowe z innej firmy. Liczymy też na pozytywne odpowiedzi z firm, do których zwróciliśmy się o bezpłatne dostarczenie stali zbrojeniowej. Korzeńska gmina kilka dni po pożarze domu Leśniowskich zwróciła się do Biura Architektonicznego KB Projekt w Krakowie przy ul. Cystersów o objęcie pomocą rodziny w ramach prowadzonej właśnie przez tę firmę akcji charytatywnej "Dom od Serca". *** - To akcja, którą zainicjowaliśmy stosunkowo niedawno - mówi Edyta Janowska, koordynatorka akcji. - Jej celem jest niesienie pomocy rodzinom, które w wyniku kataklizmów - pożarów, powodzi, osunięć ziemi - znalazły się w trudnej sytuacji materialnej, często bez dachu nad głową. Naszą inicjatywą zainteresowaliśmy chyba wszystkie małopolskie gminy. Odzew jest olbrzymi. Widać, że potrzeby w tym zakresie są bardzo duże. Z całej masy wniosków staramy się wybierać przede wszystkim takie, które świadczą, że gdzieś tam doszło istotnie do wielkiej, ludzkiej tragedii i każda, choćby najdrobniejsza pomoc niesie iskierkę nadziei na lepsze jutro dla poszkodowanych. W tym gronie znalazła się właśnie rodzina Leśniowskich. Zgodnie z założeniem akcji "Dom od Serca" otrzymała ona bezpłatnie projekt domu wybrany z całej oferty firmy. Ta rodzina spełniała bowiem w pełni wszelkie warunki, by udzielić jej - zdaniem komisji weryfikacyjnej z Biura Architektonicznego KB Projekt i Zarządu Głównego PCK - takiej pomocy. - Projekt to dar naszej firmy - dodaje Edyta Janowska. - Niezależnie od tego zwróciliśmy się do największych przedsiębiorstw w Małopolsce produkujących materiały budowlane o pomoc nie tylko dla rodziny z Posadowej Mogilskiej, ale także dla innych. Pozytywnie na nasz apel odpowiedziała już nowosądecka firma "Fakro" i austriacka "Baumit" - dystrybutor materiałów elewacyjnych. - Akcja "Dom od Serca" - wyjaśnia dalej nasza rozmówczyni - zrodziła się blisko rok temu. Inspiracją były kierowane często do naszego biura prośby o wsparcie materialne lub o udostępnienie projektów dla ludzi pokrzywdzonych przez los w wyniku klęsk żywiołowych. Na takie apele nie pozostawaliśmy obojętni, aż kiedyś postanowiliśmy sformalizować tę pomoc prawnie. Poszukaliśmy uznanej organizacji, która uwiarygodniłaby nasze wnioski o wsparcie dla poszkodowanych kierowane do innych firm z całej Polski. Takim partnerem dla nas stał się w grudniu ubiegłego roku Polski Czerwony Krzyż, stowarzyszenie o wieloletniej tradycji, z którym zawarliśmy odpowiednie porozumienie i za pośrednictwem którego możemy teraz przekazywać zebrane środki pieniężne i materiały budowlane osobom poszkodowanym. Naszym sprzymierzeńcem stał się też "Dziennik Polski", który objął naszą akcję patronem medialnym. Robimy to wspólnie. Robimy to z potrzeby serca. *** Państwo Leśniowscy żyją w oczekiwaniu, dosłownie na walizkach. Nie mogą doczekać się dnia, kiedy tam, gdzie kiedyś stał ich dom wjedzie koparka, by wydobyć pierwszą łyżkę ziemi pod podmurówkę nowego domu. Wiedzą już, jaki on będzie. Wiedzą, że będzie miał 82 metry kwadratowe powierzchni użytkowej, że będzie parterowy z niewielkim poddaszem. Dla nich życie ma sens na swoim, na ojcowiźnie. Niemal codziennie pytają w Ośrodku Pomocy Społecznej w Korzennej, czy aby nie nadeszło już ze Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu pozwolenie na budowę. Procedury można było jednak uruchomić dopiero po uregulowaniu kwestii prawnej ich gruntów. - Uzyskanie pozwolenia budowlanego to już chyba kwestia dni - mówi wójt Leszek Skowron. - Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku dom państwa Leśniowskich stanie przynajmniej w stanie surowym. Leśniowscy to ludzie skromni. Nie potrafiący rozpychać się łokciami w życiu, ceniący sobie spokój, jaki mieli w gospodarstwie w Posadowej Mogilskiej. - Czy czegoś Państwu teraz pilnie potrzeba? - pytam. Zapada długie milczenie. - Gdyby przyszło nam spędzić zimę w "starej szkole", to przydałoby się nam trochę węgla i wykładzina - mówi Jerzy Leśniowski. - Może ktoś mógłby nam ofiarować meble wypoczynkowe, młodzieżowe, chociażby używane - dorzuca pani Grażyna. - Najbardziej potrzebne byłyby trzy wersalki dla chłopców. Może istotnie ktoś z Czytelników mógłby przyjść im z pomocą? Informacje na ten temat prosimy kierować do Ośrodka Pomocy Społecznej w Korzennej - telefonicznie pod numerem (0-18) 440-66-26 lub 440-66-28. IGA MICHALEC Dla wszystkich, którzy chcieliby wesprzeć finansowo rodzinę Leśniowskich podajemy numery kont: NR KONTA PKO BP S.A.I o Tarnów nr 49 10204955 0000 7202 0008 9615 z dopiskiem "WPŁATA NA RZECZ POGORZELCÓW Z POSADOWEJ MOGILSKIEJ" Można też wpłacać pieniądze w ramach akcji "DOM OD SERCA". Firmy pragnące przekazać materiały budowlane na rzecz akcji proszone są o kontakt (0-12) 410-49-71. Firmy, które chciałyby wesprzeć finansowo pogorzelców mogą wpłacać pieniądze na udostępnione przez PCK konto: Bank Millennium S.A. Al.Jerozolimskie 123 A 02 - 017 Warszawa Numer: 02 1160 2202 0000 0000 8673 7004 z dopiskiem "Dom od Serca". "Dziennik Polski" 2007-09-06
Autor: wa