Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Przerzucanie ziemi

Treść

NOWY SĄCZ. Mieszkańcy ulicy Jamnickiej nie godzą się na zmianę przeznaczenia gruntów nad Kamienicą

Grupa mieszkańców ulicy Jamnickiej w Nowym Sączu protestuje przeciw planom budowy obiektu handlowego na terenach zalewowych rzeki Kamienicy. Prywatni właściciele nawieźli na ten teren tysiące ton ziemi na splantowanie terenu, a urzędnicy sądeccy i krakowscy wzajemnie wskazują na siebie, jako na tych, którzy powinni zmusić inwestorów do przywrócenia działki do pierwotnego stanu.

Ludzie mieszkający nad Kamienicą w pobliżu mostu 700-lecia pamiętają rok 2001 i powódź, podczas której woda podeszła pod ich domy. Zabezpieczeniem dla nich były naturalne doły nad samą rzeką spełniające rolę zbiorników retencyjnych. Obecnie te tereny należą do dwóch prywatnych właścicieli, którzy nie kryją, że kupili działki po to, by inwestować w obiekty handlowe. Ich charakter i kubatura zostały dokładnie określone. Rozpoczęli od karczowania krzaków nadrzecznych i zasypywania nierówności. To postawiło na nogi ludzi z ulicy Jamnickiej. Nie chcą żadnych zmian, obawiając się, że podczas kolejnej powodzi woda ominie podwyższony teren i wleje się na ich posesje. Dodatkowo wytropili w projekcie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przekwalifikowanie właśnie tych działek na użytkowe. Zaprotestowali. Odbyła się wizja lokalna, a w jej wyniku dyskusja nad wyłożonym planem w ratuszu.

- Gdyby nie artykuł w gazecie, pewnie byśmy o terminie takiej konsultacji nie wiedzieli - powiedział nam Andrzej Huza, mieszkaniec domu, naprzeciwko którego miałyby powstać pawilony usługowe. - Na szczęście przyszliśmy i okazało się jednak, że mamy rację. Nie wolno na terenach zalewowych dokonywać żadnych robót zagrażających naruszenie stosunków wodnych. Chcemy stanowczo, by wykreślono zapis o przekwalifikowaniu działek na cele gospodarcze i wywieziono z nich nagromadzoną ziemię, czyli przywrócono teren do pierwotnego wyglądu.

Na potwierdzenie tych żądań, już po wspomnianych konsultacjach, Lech Traciłowski, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta, wystosował pismo do administratora rzeki Kamienicy Rejonowego Zarządu Gospodarki Wodnej w Krakowie, sugerując mu, że jest władny nakazać wywóz ziemi. RZGW jednak napisało do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, że to nie są jego kompetencje, na co z kolei Urząd Miasta zareagował pismem do SKO, że jednak decyzje są po stronie Krakowa.

- Nie możemy czekać na takie wirtualne przerzucanie ziemi i odpowiedzialności - mówi Andrzej Huza. - Sprawa jest ewidentna. Piszemy stanowcze pismo do architekta miejskiego, by dokonał wykreśleń z planu zagospodarowania przestrzennego możliwości jakichkolwiek robót na terenie przylegającym bezpośrednio do rzeki. Wymieniamy trzy główne powody: teren jest zalewowy i zawalenie dołów zagraża naszym domom. Ten, kto się na takie roboty godzi, bierze odpowiedzialność za nasz dobytek. Poza tym, obszar ten od dawna wskazywany był jako rekreacyjny dla miasta, aż do jego granic i po trzecie, robienie tu na siłę dzielnicy handlowej spowoduje paraliż komunikacyjny. W godzinach szczytu nie sposób wydostać się z Jamnickiej na ulicę Prażmowskiego.

Właściciele działek o swoich planach inwestycyjnych mówią niechętnie. Plantowanie ziemi uważają za normalne porządki na swojej własności. Jeśli po drugiej stronie Prażmowskiego - mówią - stoją obiekty sportowe tuż nad wodą, dlaczego tu nie można zagospodarować sensownie miejsca nad rzeką, które stało się faktycznie śmietnikiem. Nie będzie im jednak łatwo to uczynić.

(WCH)

"Dziennik Polski" 2006-09-22

Autor: ab